Krypton, to kolejny z serii seriali umiejscowionych w uniwersum DC. Serial nie opowiada na nowo historii znanych już postaci, ale skupia się na temacie, który do tej pory traktowany był po macoszemu, czyli historii rodzimej planety Supermana. Recenzja pierwszego sezonu.

Akcja serialu rozgrywa się w dość odległej przeszłości na planecie Krypton. Bohaterów poznajemy w momencie, gdy Val-El, jeden z najwybitniejszych członków rodu El zostaje skazany na śmierć i stracony. Val-El odkrył, że Krypton nie jest jedyną planetą we Wszechświecie, co nie było po myśli panującej tutaj władzy. Po śmierci Val-Ela przenosimy się o 20 lat do przodu, a głównym bohaterem staje się Seg. Seg i jego rodzice utracili prawo do posługiwania się rodowym nazwiskiem i dołączyli do tzw. bezrangowych, czyli ludzi o najniższym statusie społecznym. Przez zrządzenie losu Seg trafia do legendarnej Lodowej Fortecy, którą znamy z niezliczonych tworów, a tam dowiaduje się, że Krypton staje w obliczu gigantycznego zagrożenia, bowiem do planety zbliża się Brainiac, niepowstrzymany pożeracz światów.

Fabularnie nie jest tragicznie. Seg próbuje dowieść, że jego dziadek miał rację, a Brainiac powolutku przejmuje planetę, a jako nosicieli swoich maszyn wykorzystuje mieszkańców. Jest kilka dobrze napisanych zwrotów akcji, kilka odważnych decyzji i mnóstwo mrugnięć okiem do fanów Człowieka ze Stali. Nie wybija się to wszystko ponad pewien, umowny poziom seriali superbohaterskich DC, ale oglądanie nie przyprawiło mi tyle bólu, co Legends of Tommorow, czy Supergirl. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jeden mankament…

Praktycznie na początku serialu w fabule pojawia się Adam Strange (nie mylić z Doktorem Strange) potrafiący podróżować w czasie. Strange opowiada wszystkim o Supermanie, wnuku Sega i o znaczeniu jakie ma on dla Ziemi. Trzeba bowiem pamiętać, że mieszkańcy Kryptonu nie posiadają mocy Supermana (latanie, siła, laser itd.), ponieważ zdolności te objawiają się u ostatniego kryptończyka, gdy ten znajduje się pod wpływem naszego Słońca. Obecność Strange’a prowokuje lawinę wydarzeń, a w historii zaczynają się pojawiać kolejne ikoniczne postaci. I jest to chyba najsłabszy element serialu. Gdzieś tam majaczy Brainiac, przewija się strefa negatywna, miga Doomsday, a wisienką na torcie jest podróż w czasie… Generała Zoda. W pewnym momencie otwartych wątków jest bardzo dużo i zupełnie nie przekładają się one na jakość. Te same, a nawet dużo lepsze skutki można było osiągnąć wykorzystując postacie stworzone z myślą o serialu. Lyta Zod, ukochana Sega i zarazem przyszła matka Generała Zoda jest świetną, nieszablonową postacią, której decyzje nierzadko szokują i mocno mieszają w wydarzeniach. Podobnie jej matka, Jayna Zod, oddana władzy do tego stopnia, że jest w stanie poświęcić swoich najbliższych. Te postaci, plus Dev, Nyssa i Daron Vex w zupełności wystarczają, by oprzeć na nich fabułę.

Na zwiastunach Krypton prezentował się zjawiskowo i bardziej przypominał kinową wysokobudżetową produkcję niż serial telewizyjny. W rzeczywistości nie jest tak olśniewająco, ponieważ liczba efektów specjalnych jest znikoma, a cudownie wyglądające miasta i pomieszczenia widzimy sporadycznie. Większość akcji rozgrywa się w ciasnych, zaciemnionych korytarzach i slumsowych skupiskach bezrangowych.

Jaki jest pierwszy sezon serialu Krypton? Niezły. Bez szału, bez zachwytów, ale dziesięć odcinków ogląda się szybko i bezboleśnie. Jeśli lubicie seriale superbohaterskie to jest to produkcja zostawiająca w tyle seriale, których emitowane są już trzecie, czy czwarte serie. Można obejrzeć.

W Polsce serial dostępny jest na platformie HBO GO