Na początku 2016 roku nakładem Wydawnictwa Egmont w Polsce pojawiła się miniseria Marvel Now zatytułowana Era Ultrona. Miniseria pełni rolę autonomicznego eventu niepowiązanego z innymi wydarzeniami, co powinno dać scenarzyście wielkie pole do popisu. Czy tak jest w rzeczywistości?

Akcja Ery Ultrona rozgrywa się alternatywnej rzeczywistości. Ziemia została całkowicie opanowana przez Ultrona i jego boty. Drużyny Avengers zostały pokonane, a wielu herosów zginęło w starciu z morderczą Sztuczną Inteligencją. Ci, którzy uniknęli egzekucji ukrywają w różnego rodzaju norach na terenie całego kraju, ale ich działania nie mają żadnego wpływu na przebieg wojny z Ultronem.

Brian Michael Bendis bardzo zgrabnie przedstawia nam bohaterów. Najpierw Hawkeye ratuje skatowanego niemalże na śmierć Spider-Mana, by za chwilę przenieść się w inne miejsce, gdzie okaleczona i pozbawiona oka Czarna Wdowa w towarzystwie Moon Knighta próbuje znaleźć bezpieczne schronienie. Taki zabieg idealnie obrazuje skalę zagrożenie i szkody jakich dokonał Ultron. Z tego też powodu bohaterom daleko do heroicznych postaw, jakie znamy z ich przeszłości. Niektórzy ciągle walczą mając nadzieję na jakiś zwrot, inni chcą tylko przeżyć, a jeszcze inni kompletnie stracili jakąkolwiek wiarę w siebie i sojuszników.

Oczywiście prędzej niż później porozrzucani po świecie bohaterowie spotykają się ze sobą i próbują znów przeciwstawić się Ultronowi. Okazuje się bowiem, że jedynym na świecie miejscem, gdzie nie dotarł jeszcze Ultron jest Savage Land na Antarktydzie. To tutaj mieści się swego rodzaju ruch oporu i tutaj gromadzą się ludzie chcący uchronić się przed Ultronem. Stworzony przez Hanka Pyma (nie Starka, jak pokazano w filmach) Ultron miał być szybko uczącą się sztuczną inteligencją. Efekt przerósł oczekiwania i szybko okazało się, że Ultron uczy się wszystkiego w zastraszająco szybkim tempie, zaczyna logicznie myśleć i snuć plany. W jego skorodowanych procesorach narodził się wniosek, że największym problemem Ziemi są… zamieszkujący ją ludzie. I tak zaczął się proces eksterminacji ludności i zmian ziemskiej fauny i flory.

Gdy już przedstawiono nam wszystkich bohaterów, Bendis zastosował swój ulubiony zabieg, który powtarza wielokrotnie w innych seriach – podróż w czasie! Tak, zamiast zaserwować epicką, pełną poświęcenia i heroizmy walkę z Ultronem, scenarzysta postanowił, że część bohaterów uda się w przyszłość, by tam sklepać Ultrona, a Wolverine i Sue Storm z własnej inicjatywy wyruszą w przeszłość, by zabić Hanka Pyma przed stworzeniem Ultrona. Bendis, co prawda fajnie przedstawił skutki podjętych w przeszłości działań i ciekawie pokazał wydarzenia z serii „a co, by było gdyby”, ale nie da się uciec od wrażenia, że to pójście na łatwiznę. Ileż razy można czytać o zmianie przeszłości, o efekcie motyla i konsekwencjach jakie przynosi takie działanie. Jestem tym już po prostu zmęczony.

A szkoda, bo tak jak wspomniałem dwa akapity wyżej, alternatywne wersje superbohaterów są fantastyczne. Jedni wyrachowani i bezwzględni, inni przestraszeni i wycofani. Nikt sobie do końca nie ufa i trudno w tej poszatkowanej grupie znaleźć prawdziwego lidera. Tutaj Bendis bardzo się popisał i gdyby wykombinował odważniejszą fabułę i skupił się na heroicznej walce o życie i przyszłość planety, mielibyśmy genialną historię, którą można byłoby stawiać obok największych klasyków Marvela. A dostaliśmy tylko średniaka.