Miniseria zatytułowana Czas się kończy jest swego rodzaju finałem dwóch serii. Avengers i New Avengers ze scenariuszami Jonathana Hickmana zawsze się uzupełniały, ale dopiero teraz mamy do czynienia z kulminacją wszystkich wydarzeń. Recenzja komiksu Avengers: Czas się kończy Tom 2.

Seria Avengers: Czas się kończy:

1. Avengers: Czas się kończy Tom 1
2. Avengers: Czas się kończy Tom 2
3. Avengers: Czas się kończy Tom 3
4. Avengers: Czas się kończy Tom 4

Podobnie jak w przypadku tomu pierwszego, mamy tutaj do czynienia z zeszytami z obu serii. W skład albumu wchodzą Avengers #38-39 i New Avengers #26-28. Dwa pierwsze podsuwają częściową odpowiedź na pytanie „co stało się z Tonym Starkiem”. Jedni uważają, że po Axis Stark ukrywa się w jednej ze swoich rezydencji, inni myślą, że nie żyje, a jeszcze inni węszą tutaj spisek zdziadziałego Kapitana Ameryki. Prawda jest nieco pokrętna i nie do końca jasna, ale wiemy, że Tony żyje, a jego zdrowiu nie zagraża wielkie niebezpieczeństwo. W pierwszym zeszycie jesteśmy świadkami jego dialogu z Czarnym Łabędziem rzucającym nieco światła na agendę tej tajemniczej dziewczyny, ale nie dowiedzieliśmy się wiele ponad to. Tymczasem w Savage Land udało się znaleźć ślad prowadzący do bytów odpowiedzialnych za inkursje światów. Thor, Hyperion, Starbrand, Nightmask, Abyss i Ex Nihilo wyruszają w nieznane, by dowiedzieć się kto lub co niszczy całe uniwersa i powstrzymać zagłady kolejnych światów.

Kolejne trzy zeszyty to materiał z New Avengers #26-28. Pierwszy z nich przenosi nas do przestrzeni pomiędzy światami, gdzie dotarł Thor i jego ekspedycja. Wśród niesamowicie potężnych kapłanów znajduje się… Doktor Strange. Co robi tam Najwyższy Czarodziej i jaki jest jego cel – dowiecie się sami. Dwa kolejne zeszyty wracają do wątków z poprzedniego albumu. Podstarzały Kapitan Ameryka za punkt honoru obrał sobie dorwanie Hanka (Beasta) i Reeda Richardsa (Pana Fantastica) i wraz z całymi oddziałami SHIELD uparcie tropi byłych członków Iluminatów. Na przestrzeni dwóch zeszytów dochodzi wreszcie do upragnionej konfrontacji, a obie strony wytaczają najmocniejsze działa. Dość powiedzieć, że śledząc kolejne potyczki miałem wrażenie, że to już Civil War II. Bratobójczych pojedynków jest tutaj co nie miara, a wisienką na torcie jest starcie Hulka z… Hulkiem.

Komiks kupicie taniej w sklepie Egmontu

Niestety Hickman nieco przesadził ze zwrotami akcji w końcówce. Scenarzysta chciał pokazać zarówno Rogersa, jak i Richardsa i McCoya jako wyjątkowo doświadczonych i przewidujących każdy ruch przeciwnika strategów, ale wyszło dość słabo. Postać X jest pewna, że Y pomyśli w ten sposób, to trzeba to załatwić w ten sposób. Z kolei postać Y bierze pod uwagę podstęp X i udaje, że się nabiera przygotowując własną zasadzkę. Jak się później okazuje X wziął to pod uwagę… Trochę to głupawe i infantylne. Takie sceny są charakterystyczne dla anime typu shounen (Bleach, Dragon Ball, Naruto), gdzie jeden z bohaterów prezentuje swoją nową, niesamowitą moc, a jego przeciwnik akurat opracował genialną obronę. Trochę się to kłóci z wizją Hickmana, który do tej pory dbał, by superbohaterowie byli bardzo ludzcy i zmuszał ich do podejmowania trudnych, niejednoznacznych decyzji.

Ponarzekałem na końcówkę, ale Czas się kończy to w dalszym ciągu bardzo dobra miniseria. Podoba mi się sposób, w jaki Hickman wiąże wątki otwierane na przestrzeni obu serii i tutaj działa to lepiej niż w Nieskończoności opierającej się na podobnej zasadzie. Niemałe emocje i zapowiedź kolejnych wielkich wydarzeń sprawiają, że warto się zainteresować.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont