Trudno podejść bez uprzedzeń do kolejnej produkcji Patryka Vegi. Po mdłym Pitbulu i koszmarnie złym Botoksie przyszedł czas na Kobiety Mafii, do którego scenariusz powstawał we współpracy z gangsterami z grupy mokotowskiej (taaa akurat… ale o tym niżej). Filmu kinowego nie oglądałem, ale sprawdziłem sześcioodcinkowy serial przygotowany specjalnie dla Showmaxa. Jeśli zastanawialiście się czy da się to w ogóle oglądać, to mam dla was odpowiedź.

Słowo fabuła nie powinno być nigdy kojarzone z Botoksem. Ten film to kpina z inteligencji widzów, aktorów i kinematografii w ogóle. W przypadku Kobiet Mafii pojawia się jakaś myśl przewodnia, jakiś mały zwiastunik tego, że odpowiadający za scenariusz Olaf Olszewski i Patryk Vega widzieli, co chcą pokazać. Dlatego też słowo z pierwszego zdania tego akapitu możemy ubrać w cudzysłów i z lekkim tylko zażenowaniem używać go w tekście.

„Fabuła” opowiada o kobietach w gangsterskim świecie. Mamy, więc Belę (Bołądź), utalentowaną policjantkę, która zostaje wydalona z policji przez niekompetencję przełożonych. Dziewczyna otrzymuje propozycję pracy pod przykryciem w celu przeniknięcia w szeregi mafii, z której chętnie korzysta. Jest też Siekiera (Popławska), żona Milimetra (Oświeciński) i zarazem kochanka jego kumpla – Żywego (Stramowski). Jest jeszcze Spuchnięta Anka (Wernke) wiecznie naćpana żona Cienia (Fabijański) oraz opiekująca się ich dzieckiem Niania (Dygant). Ekipę uzupełnia nastoletnia kretynka (postać, nie grająca ją Wieniawa), córka bossa wszystkich bossów – Padrino (Linda). Na przestrzeni sześciu odcinków śledzimy losy wszystkich tych pań i obserwujemy jak odnajdują się w brutalnym świecie rządzonym przez handlarzy narkotyków i morderców.

Byłoby nawet strawni, gdyby decyzje podejmowane przez bohaterów nie były to tak naiwne, a miejscami nawet debilne. Jak wrobić kogoś w narkotyki? Zostawić torbę z dragami w samochodzie i zadzwonić na policję. Policjanci w ogóle nie są zaskoczeni tym, że w aucie w środku miasta nie ma kierowcy i bez żadnych pytań aresztują pasażera… Jak uniknąć więzienia? Prawnik na oczach wszystkich poda ci jakiś specyfik wstrzymujący akcję serca i nikt się nawet nie zdziwi… Takich przykładów jest tutaj na pęczki i dosłownie każdy odcinek zawiera masę tego typu bzdur, a scenariusz nawet nie próbuje tego wszystkiego logicznie poukładać.

Jeśli w plakatowym haśle mówiącym o tym, że scenariusz powstawał we współpracy z gangsterami jest choć ziarno prawdy to lepiej żeby się do tego nie przyznawali… Okazuje się bowiem, że największymi głąbami w tym serialu Vega uczynił właśnie mafiosów. 30-40 ukrywających się złoli przyjeżdża w jedno miejsce, bo na domowe skrzynki dostali info, że wygrali bilety ma Mundial. Nic nie podejrzewając ładują się w sidła policji… Żywy, Cieniu i Milimetr, trzech madafaków, postrachów całej Warszawy nic nie podejrzewa, gdy podstawiona striptizerka potrafi ich obezwładnić i rzucać tekstami z ich podwórka. Albo jeszcze lepiej, jakiś boss z dwoma oprychami dostaje telefon od dziewczyny, którą gwałcili i katowali, że chce więcej, bo „jest trochę masochistką” i… jadą nieuzbrojeni na podane przez nią miejsce na odludziu prosząc się o kulkę. Wszystko to zostało wymyślone naprędce, byle tylko wrzucić jakąś scenę obcinania nogi, kilka czerstwych sucharów i przeskoczyć do kolejnej sceny.

Kobiety Mafii nie mogły obyć się bez tak zwanych vegaizmów. „Żarty” to identycznie jak w przypadku poprzednich filmów kolejne wariacje na temat ogranych kawałów na poziomie pierwszej klasy szkoły średniej. Target humoru potwierdzają też tysiące wulgaryzmów wrzucanych dosłownie w każdym dialogu. Jeśli kogoś bawi każde k… i ch… i p… to będzie jego ulubiony film. Każdy inny widz będzie po prostu zażenowany. I nie chodzi o to, że oczekuję tutaj jakiejś górnolotnej rozrywki, bo rozumiem konwencję. Chciałbym jednak, żeby rzucane teksty bawiły choć trochę i nie kojarzyły się z osiedlowym pieprzeniem o niczym. Jak inteligentnie używać przekleństw wszelakich widzieliśmy już w Chłopaki nie płaczą, który to przy Kobietach Mafii wypada niemalże oscarowo…

Wypada kończyć, ale nie mogę nie wspomnieć o koszmarnej grze aktorskiej. Z całej ekipy chyba tylko Sebastian Fabijański wpasował się w swoją rolę. Olga Bołądź i Agnieszka Dygant są kompletnie nieprzekonujące. Nie rozumiem też zachwytów nad grą Julii Wieniawy, co podkreślali recenzenci podczas kinowej premiery. W serialu jest sztuczna, jest teksty są bardzo złe, a ciągłe darcie gęby jako rozwydrzona nastolatka tylko męczy. Może w filmie było jej po prostu mniej? Standardowo też dla Vegi tragicznie wypadają amatorzy. Przypakowani kolesie z siłowni nie przeszkadzają, gdy kręcą się w tle, ale gdy już się odezwą… to klękajcie narody. Myślę, że obsada Trudnych spraw odnalazłaby się tutaj znacznie lepiej…

Kobiety Mafii to bardzo słaby serial. Nie tak beznadziejny jak Botoks, ale to żadne pocieszenie. Mnóstwo naiwnych i głupich fabularnych rozwiązań uzupełniają debilne teksty, nieśmieszne żarty i miliony wulgaryzmów. Omijać szerokim łukiem.

Serial możecie obejrzeć na platformie Showmax