Tom Cruise powraca w swojej flagowej roli Ethana Hunta. Od premiery pierwszego filmu z serii minęło już 22 lata, a Tom wydaje się nawet młodszy niż kiedyś. Sprawdźmy, czy również film zachwyca świeżością i pomysłami. Recenzja Mission: Impossible – Fallout.

Jak wysoka jest stawka dowiadujemy się już w pierwszych minutach filmu. Tajemnicza grupa nazywająca siebie Apostołami planuje przejąć postradziecki pluton, by za jego pomocą zbudować bomby i zniszczyć religijne stolice świata. Ekipa IMF łączy siły z MI6, które reprezentuje brutalny August Walker (Henry Cavill).

Główna oś fabularna jest bardzo prosta. Dość szybko łączymy fakty, domyślamy się co będzie kulminacją wydarzeń, a także kto tutaj pociąga za sznurki. Znajdziemy tutaj wszystkie zasady i schematy typowego filmu akcji, które Fallout sukcesywnie odhacza. Marudy, z jakimi się już spotkałem, powiedzą, że to znowu to samo, że brak tutaj głębi, psychologicznego rozwoju bohaterów i więcej tym podobnych bzdur. Jeśli ktoś wybiera się na wakacyjne kino rozrywkowe i oczekuje tutaj oscarowych kreacji i nietuzinkowej fabuły… to lepiej żeby zmienił zainteresowania.

Fabuła jest prosta, bo taka miała być. Z tego właśnie założenia wyszli scenarzyści i schemat akcyjniaka okrasili masą elementów charakterystycznych dla Mission Impossible. Obok wielkich pościgów, rozbrajania ładunków na sekundę przed wybuchem znalazło się miejsce na wariacje pomysłów z poprzednich filmów. Są tutaj twisty, pomysłowe wkrętki, powraca nawet przewrotnie zrealizowana zabawa z maskami. Miodzio.

Sceny akcji w Mission Impossible Fallout to po raz kolejny najwyższa półka. Prezentowany w milionach filmów pościg ulicami Paryża trochę trąci myszką, ale pozostałe wyczyny Hunta i jego ekipy robią doskonałe wrażenie. Jest bardzo widowiskowo przez całe dwie i pół godziny, ale jestem przekonany, że w pamięci widzów pozostanie fenomenalna scena walki w łazience. Wygląda jakby została wycięta z indonezyjskiego The Raid. CUDO!

Fallout jest bezpośrednią kontynuacją Rogue Nation, co trochę wybija z wczuwki. Szczerze nie pamiętałem zaszłości między Ethanem, a pewną panią i jeśli z reguły cenię, gdy filmy nie odcinają się od poprzedników, tak tym razem odniesienia w ogóle nie były potrzebne. Potrzebny był za to humor i został dostarczony w idealnej ilości. W żartach oczywiście króluje Benji (Simon Pegg), ale również inni bohaterowie odpowiednio dokładają do pieca. Jednocześnie humor nie jest tak głupkowaty, jak w wykonaniu Romana z Szybkich i Wściekłych i opiera się na ciętych ripostach lub zabawnych komentarzach. Wszystko jest wyważone i podane w odpowiednich proporcjach.

Nie pozostaje wam nic innego, jak tylko odwiedzić kino. To najlepsze Mission: Impossible od czasu pierwszej odsłony i zdecydowanie najlepszy film akcji jaki obejrzycie w tym roku. Genialne wyczyny Toma Cruisa, świetny Henry Cavill i pełna twistów historia składają się na znakomitą całość. Zdecydowanie polecam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.