No i jest, kulminacja Strażników Galaktyki prowadzonych przez Briana Bendisa, gwiazdę marvelowskich scenariuszy, a aktualnie świeżej twarzy uniwersum DC. Co myślę o serii możecie przeczytać klikając którykolwiek z załączonych niżej odnośników. Dzisiaj skupmy się na wieńczącym serię tomie szóstym zatytułowanym Po drugiej stronie lustra.

1. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 1: KOSMICZNI AVENGERS


2. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 2: ANGELA


3. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 3: NIESKOŃCZONOŚĆ


4. GUARDIANS OF THE GALAXY/ALL-NEW X-MEN: PROCES JEAN GREY


5. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 4: STRAŻNICY W ROZSYPCE


6. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 5: GRZECH PIERWORODNY


7. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 6: PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Album zaczyna się od pojedynczej opowiastki. Strażnicy z Kapitan Marvel i Venomem na pokładzie (skład ciągle się zmienia) trafiają na… jednostkę SHIELD, którą pilotuje sporo młodszy Fury. O co tutaj chodzi, kto jest kim i jak to w ogóle możliwe? Zeszyt jest bardzo fajny i dobrze wykorzystuje czasowe i przestrzenne paradoksy, w których lubują się twórcy sci-fi. Jest to nawet materiał na dłuższą historię, ale tutaj pełni rolę one-shota.

Kolejne dwa zeszyty to crossover z wydarzeniem Czarny Wir (Black Vortex), które nie zostało wydane w Polsce. Podobnie, jak w przypadku All-New X-Men: Utopianie, są to dwa zeszyty wyrwane ze środka Eventu, przez co nie mamy większego pojęcia co się dzieje. Jest jakieś lustro,  które przy poddaniu się jego działaniu, znacznie zwiększa umiejętności. W wyrwanym z kontekstu fragmencie dowiadujemy się, że Beast, Gamora i Angel poddali się działaniu Czarnego Wiru, co spotęgowało ich zdolności, a następnie kompletnie namieszało im w głowach. Teraz podążają z jakimś bliżej nieokreślonym celem i niszczą wszystko, co stanie na ich drodze.

Brzmi durnowato, ale niestety tak jest, gdy czytamy coś, co jest częścią sporo większej historii. Dwa zeszyty związane z Czarnym Wirem nie mają kompletnie nic wspólnego z i tak mocno chaotyczną serią Bendisa. Jest to jedynie zapychacz albumu, bez którego całość liczyłaby zaledwie 70 stron.

Czwarty i piąty zeszyt recenzowanego komiksu rozgrywają się już po wydarzeniach z Czarnego Wiru, ale nikt nie chciał opowiedzieć, co tam tak naprawdę zaszło. Wiadomo, że Gamora znów jest sobą, ale zachowała moc ofiarowaną przez lustro. Nie wiadomo też, co stało się z ojcem Quilla, J-Sonem, królem Spartaxu. Wiemy natomiast, że planeta straciła swojego lidera, więc na nowego króla/prezydenta Spartaxu wybrano bohatera, któremu mieszkańcy zawdzięczają życie – Petera Quilla… Na przestrzeni dwóch zeszytów poznamy decyzję Petera oraz jej wpływ na resztę Strażników. Mieszkańcy Spartaxu nie wyobrażają sobie, że ktoś mógłby odrzucić ich wybór, ale co zrobić ze swoim dotychczasowym życiem. I, a może przede wszystkim, jak wytłumaczyć ewentualne przyjęcie korony Kitty, która dopiero co przyjęła oświadczyny Petera.

Ciekawa opowieść i całkiem niezłe pożegnanie z serią Bendisa. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić jest to raczej autonomiczna historyjka, ale jej wynik, bez względu na decyzję, wypłynie na Strażników i Galaktykę. Szkoda, że to tylko malutki zryw na sam koniec przygody Bendisa.

Ciągle zastanawiam się czemu Bendis zajął się Strażnikami. Ewidentnie nie bardzo miał pojęcie, co zrobić z serią i jak ją prowadzić. Dość powiedzieć, że najjaśniejszym punktem były crossovery z All-New X-Men, równolegle prowadzoną przez niego serią. Z punktu widzenia fana Strażników Galaktyki całość to wielkie rozczarowanie, więc jeśli nie macie wielkiego parcia na tę drużynę to z czystym sumieniem możecie pominąć całość. Niestety.