Jakość seriali sygnowanych logiem HBO bije na głowę konkurencję i często wynagradza ich stosunkowo małą ilość. Ostre Przedmioty to ośmioodcinkowa zamknięta historia, która ma ambicje powalczyć o najważniejsze serialowe nagrody. Czy jednak nie jest to przerost formy nad treścią? Moja recenzja.

Camille Preaker to samotna, zamknięta w sobie, pijąca na umór, dziennikarka. Naczelny i zarazem jej jedyny prawdziwy przyjaciel wysyła ją do rodzinnej miejscowości, Wind Gap, by opisała sprawę zaginięć młodych dziewczynek. Bo kto lepiej pozna miejscową społeczność niż osoba, która się tam wychowała. Camille bardzo niechętnie wraca do rodzinnego domu, ponieważ z matką rozstała się w nienajlepszym stylu, a w przeszłości rodzinę Preakerów spotkała bardzo podobna tragedia…

Ostre Przedmioty są ekranizacją książki o tym samym tytule. Podchodziłem do niej jakiś czas temu, ale ślamazarne tempo akcji skutecznie mnie od niej odciągnęło. Serial, podobnie jak książka nie spieszy się z akcją. Temat zaginionych dziewczynek przewija się w większości scen, ale tak naprawdę stanowi pretekst do nakreślenia historii Camille. Jak zniosła śmierć siostry dwadzieścia lat temu, jak odreagowywała i co czuła wobec odtrącającej ją matki. W wolno rozwijających się scenach i długich dialogach stopniowo poznajemy jej przeszłość, przedstawioną niechronologicznie i dość chaotycznie. Sceny retrospekcji zostały tak zrealizowane byśmy zastanawiali się, co naprawdę chciano nam przekazać. Dużo migawek, dużo powtórek tego samego motywu i niespodziewane mieszanie przeszłości z teraźniejszością. Mocno mnie to wymęczyło na przestrzeni siedmiu z ośmiu odcinków, ale… To było zaplanowane! Wydarzenia z finału kapitalnie łączą w całość te wszystkie małe przebłyski, te mrugnięcia okiem i enigmatyczne wskazówki. Gdy dowiadujemy się prawdy, zaczynamy przypominać sobie niby nic nieznaczące momenty z całego serialu. Momenty, które wtedy nie miały znaczenia, a teraz okazują się być prawdziwymi drogowskazami dla widzów próbujących rozwiązać zagadkę. Pod tym względem wszystko się udało.

Jeśli jednak chodzi o samą rozrywkę, to jest niestety gorzej. Serial zacząłem oglądać cztery tygodnie po premierze pierwszego odcinka. Obejrzenie za jednym podejściem dwóch odcinków to nie lada wyzwanie, bo ilość spokojnych, ślamazarnych więc fragmentów niesamowicie nuży i dosłownie usypia widza. Jak tutaj skupić się na reżyserskich i aktorskich popisach, gdy Camille przez 10 minut jedzie samochodem i popija whiskacza. Wydaje mi się, że osiem składających się na serial odcinków można było spokojnie obciąć do pięciu. Fabuła nic by nie straciła, a widzowie tylko by zyskali. Fabuła często rozłazi się podrzucając mało znaczące wątki, w których starałem doszukiwać się głębi, ale koniec końców to tylko fabularne zapychacze.

Ze względu na to, że Ostre Przedmioty to miniserial, czyli zamknięta historia bez planów kontynuacji, udało się zgromadzić fantastyczną obsadę. Patricia Clarkson w roli Adory jednocześnie fascynuje, jak i przeraża. To fantastyczny wybór producentów i naprawdę trudno wyobrazić sobie kogokolwiek innego w tej roli. Amy Adams, jako Camille i największa gwiazda serialu również dobrze odnalazła się w roli dziennikarki alkoholiczki z poważnymi zaburzeniami. Oczywiście w większości scen, w których błyszczy jej bohaterka jest pod wpływem, ale to nie umniejsza wkładu aktorki. Największym jednak odkryciem jest Amma, czyli nastoletnia Eliza Scanlen. Młoda buntowniczka i przyrodnia siostra Camille wypada fenomenalnie dosłownie w każdej scenie, w której ją widzimy. Rysuje się przed nią naprawdę ciekawa przyszłość w Hollywood.

Ostre Przedmioty to serial o dwóch obliczach. Z jednej strony przedstawia bardzo ciężki temat oraz zaskakuje rozwiązaniami fabularnymi, a z drugiej dostarcza wielu niepotrzebnych i niesamowicie nudnych scen. Gdyby wszystko zamknięte w pięciu odcinkach byłoby to małe dzieło sztuki, a tak to tylko dobrze. Niemniej zachęcam do obejrzenia, chociażby dla samej gry aktorskiej.