Przed nami finał miniserii Czas się kończy. Świat stoi na krawędzi zagłady, Avengers zaczynają się poddawać, a każde nowe odkrycie wprowadza jeszcze większe zamieszanie. Czy naprawdę nie ma już nadziei? Recenzja komiksu Avengers: Czas się kończy Tom 4.

Seria Avengers: Czas się kończy:

1. Avengers: Czas się kończy Tom 1
2. Avengers: Czas się kończy Tom 2
3. Avengers: Czas się kończy Tom 3
4. Avengers: Czas się kończy Tom 4

Finałowy album Czas się kończy zaczyna się bardzo konkretnie. Doktor Strange przewodzący dziwnym, pozawymiarowym kapłanom odkrywa kim jest Rabum Alal, osoba stojąca za zagrożeniem multiwersum. Kim jest ten twardziel? Tego nie zdradzę, ale gwarantuję, że będziecie nie tylko zaskoczeni, ale też skołowani. Hickman zafundował ciekawy zwrot akcji, mocno naciągany, ale jednak ciekawy. Wątek ten kontynuowany jest w trzecim zeszycie, który w całości opowiada o powodach, jakie stały za sprawcami. Dowiadujemy się nie tylko, skąd wzięły się inkursje, ale też czym są Czarne Łabędzie, jaka jest ich geneza i cel. Retrospekcje są przemyślane i zgrabnie tłumaczą enigmatyczne przedstawione fabularne zawiłości, w których trudno było się połapać w poprzednich zeszytach.

Następny zeszyt kończy wątek małej grupy Avengers, która wybrała się do multiwersum w poszukiwaniu Beyonderów. Thor Niegodny, zwany po prostu Odinsonem, Hyperion, Starbrand, Nightmask, Abyss i Alep Ex Nihilo docierają do celu swojej międzywymiarowej podróży, by stanąć oko w oko z armią Beyonderów. Wątek niesamowicie widowiskowy i bardzo dobrze podsumowujący ekspedycję prowadzoną przez Hyperiona i Odinsona.

Trzy powyższe zeszyty pochodzą z New Avengers #31-33. Na ich kartach udało się zamknąć większość otwartych wątków, które mocno mieszały w naszych głowach. Natomiast przez cały czas mamy wrażenie, że czegoś tutaj brakuje. Hickman w dalszym ciągu nie zdradził, dokąd to wszystko prowadzi (tak wiem, do Tajnych Wojen) przez co czytelnik ma wrażenie, że wszystko urywa się nagle. Zbyt nagle. Moim zdaniem kilka postaci i solidną część wątków dodatkowych można było wyciąć. Na dobrą sprawę nie wiemy, czy większe niebezpieczeństwo odkrywa Strange, czy to Beyonderzy są groźniejsi. A może jeszcze ktoś inny?

Na dwa kolejne zeszyty wracamy do serii Avengers #43-44. Do inkursji zostały godziny. Skłóceni Avengers dogadali się na tymczasowy sojusz. Po burzliwej naradzie bohaterowie postanawiają uwolnić Tony’ego Starka, który od tygodni siedział w klatce. Koniec świata nastąpi za chwilę, więc jeśli Tony ma jakiś pomysł to jest to ostatni moment, by z niego skorzystać. Jakby sama inkursja to było mało, Ziemię atakuje flota Imperium Shi’ar wspierana przez Annihilusa i jego falę Anihilacji… Jeśli tak zamotana akcja wam nie przeszkadza, to Hickman zasponsorował nam jeszcze rzut oka na Ziemię znajdującą na kursie kolizyjnym ze światem właściwym.

Komiks kupicie taniej w sklepie Egmontu

Album podsumowuje zeszyt, w którym… nie wiadomo o co chodzi. Kapitan Ameryka (Steve Rogers) w specjalnej wspomaganej zbroi walczy na śmierć i życie z Tonym Starkiem. Świat idzie w cholerę, a stary Steve siłą chce wymusić przeprosiny od dawnego przyjaciela. Kompletnie nie rozumiem po co taka bijatyka i robienie wody z mózgu czytelników.

No, trochę ponarzekałem. Avengers: Czas się kończy Tom 4, z jednej strony kończy większość otwartych wątków i wyjaśnia wszystkie tajemnice. Z drugiej strony dorzuca kolejne międzygalaktyczne i międzywymiarowe intrygi przez co znów kołuje czytelników. Jest widowiskowo, jest emocjonująco, ale tego wszystkiego jest po prostu za dużo. Liczyłem na epickie zamknięcie, otrzymałem wielki wstęp do najbliższego eventu.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont