Po prawie dziesięciu latach dostaliśmy odcinek, który wydawało się nie nadejdzie nigdy. Rick Grimes odchodzi z The Walking Dead – to wiemy już od kilku miesięcy. Plotki mówiły, że szeryf pojawi się w sześciu epizodach tego sezonu, ale tydzień temu stało się jasne, że piąty odcinek dziewiątej serii będzie ostatnim, w którym go zobaczymy. Czy pożegnanie było takie na jakie zasłużył? Recenzja The Walking Dead 9×05: What Comes After. Uwaga na spoilery z całego epizodu.

Zacznijmy od wątku pobocznego. Maggie dotarła do Alexandrii z prostym celem – zabić Negana. Po krótkiej gadce z Michonne, Maggie dostaje swoją szansę. Wchodząc do celi tyrana wdowa odkrywa, że to nie ten sam człowiek, który zabił Glenna, Abrahama i dziesiątki innych osób. W scenie wydarzyło się dokładnie to czego spodziewał się chyba każdy – Maggie nie zabija Negana, ponieważ zrozumiała co przez uwięzienie go chciał osiągnąć Rick. Złamany Negan praktycznie błaga, by pozbawiła go życia, ponieważ chciałby być tam, gdzie jego żona Lucille. Wątek bardzo słaby i jeszcze bardziej przewidywalny.

The Walking Dead |Sezon 8 

Zdecydowana większość odcinka należy jednak do Ricka. Ranny Grimes znajduje w sobie resztki sił, by wskoczyć wyrwać się ze szponów śmierci i spróbować odprowadzić hordę daleko poza zamieszkane tereny. I tak sobie jedzie, idzie, traci przytomność, odzyskuje i tak dalej i tak dalej. Samo prowadzenie stada jest nudne i wyzute z jakichkolwiek emocji, ale twórcy wpadli na dobry pomysł, by nam to zrekompensować.

Najlepsze w epizodzie są momenty, gdy Rick… traci przytomność. Podczas, gdy odpływa dostajemy kilka świetnych flashbacków zgrabnie podsumowujących drogę jaką przeszedł od pierwszych scen serialu. Wracamy do szpitala, gdzie Rick chwile rozmawia ze… sobą będącym w śpiączce. Mamy pamiętny korytarz oraz drzwi z napisem „don’t open, dead outside”. W innym majaku pojawia się Shane (Jon Bernthal, Punisher). Chłopaki siedzą w radiowozie obok strzelaniny, gdzie Rick został ranny i rozmawiają o tym, co się wydarzyło. Shane wie, że nie żyje, Rick wie, że go zabił i dzięki temu ich dialog-koleżeńska sprzeczka wypada tak dobrze. W kolejnej scenie pojawia się farma Hershela i sam senior (nie żyjący już Scott Wilson). Jest to kolejna fantastyczna rozmowa, przypominająca nam drogę Ricka. W ostatnim flashbacku pojawia się Sasha (Sonequa Martin-Green), ale wypada to słabo i wydaje się być mocno na siłę. W jej miejsce mogłaby pojawić się jakaś ważniejsza postać, jak Glenn lub Carl.

Kulminacja odcinka jest symboliczna. Rick decyduje się wysadzić most, dla którego ryzykował tak wiele i naraził się przyjaciołom (akurat ktoś zostawił całą skrzynkę dynamitu…). Gdy grupa pojawia się na moście i próbuje odciągnąć stado Rick pociąga za spust i wysadza przeprawę, a sam ginie w kłębach dymu. Pojawiają się łzy (również u mnie), panuje rozpacz, ale twórcy postanawiają ten druzgocący moment zniszczyć kolejnym idiotyzmem…

Okazuje się, że Rick przeżył. Porwała go rzeka, wyniosła gdzieś daleko. Wszyscy widzieli, jak pochłania go wybuch, a on sobie dryfował z martwą hordą z prądem rzeki. Wyrzuciło go na plażę, gdzie… akurat Jadis czekała na transport. Obiecała ludziom z helikoptera dostarczenie A (co, jak mniemam oznacza Alfę – przywódcę), ale przypadkiem trafiła na B (Betę?). I tak Rick uznany za zmarłego zostaje zabrany w stronę zachodzącego słońca. Byłem pewien, że tak po prostu nie umrze, ale to rozwiązanie było tak przewidywalne, że głowa mała.

Co dalej? Szykuje się kolejny, większy przeskok w czasie. Na krótkiej migawce kończącej odcinek widzimy… około 10-letnią Judith Grimes uzbrojoną w miecz Michonne i rewolwer Ricka. Szykuje się kompletna zmiana klimatu oraz przybycie Szeptaczy!!!

Ostatni odcinek Ricka nie jest najgorszy, ale też nie robi szału. Za dużo tutaj kretyńskich zbiegów okoliczności i skrótów myślowych. Cieszą fajne powroty okraszone świetnymi dialogami. Martwi za to brak osoby, która to dalej pociągnie. Norman Reedus, czyli Daryl otrzymał gigantyczną podwyżkę, sporą gażę zainkasuje też Melissa McBride, Carol, ale scenarzyści musza się bardzo postarać, by udźwignęli ciężar Ricka. Nie opuszczam jeszcze serialu i zobaczę, co tam dla nas przyszykowano.

6/10