UNCHARTED: ZAGINIONE DZIDZICTWO – Recenzja

REKLAMA



UNCHARTED: ZAGINIONE DZIEDZICTWO

Rok temu ogrywaliśmy Uncharted 4, ostatnie spotkanie z Nathanem, Sullym i Eleną. Wraz z zapowiedzianym przed premierą Season Passem mieliśmy otrzymać dodatek do trybu singleplayer, który tworzony był już po premierze i przyszło nam na niego czekać aż 15 miesięcy. Naughty Dog postanowiło DLC przemianować na niemalże pełnoprawną odsłonę niewymagającą wersji podstawowej, a nawet znajomości serii. Natomiast fani mogą przekonać się, co słychać u wielkiej nieobecnej Uncharted 4, Chloe Frazer! Recenzja Uncharted: Zaginione Dziedzictwo.

Akcja gry (nie będę nazywał jej dodatkiem) rozgrywa się po wydarzeniach z Uncharted 4. Chloe, która nie towarzyszyła Nathanowi w jego ostatniej wielkiej przygodzie w dalszym ciągu zajmuje się handlem antykami i nie do końca legalnym sposobem ich pozyskiwania. Spotykamy ją, gdy przybywa do Indii, gdzie znajomy nagrał jej dużą robotę. Chloe postanawia zwerbować Nadine Ross, towarzyszkę Rafe i przeciwniczkę braci Drake z U4, która cudem przeżyła wielki finał tamtej opowieści. Nadine pozbawiona swojej grupy najemników i środków do życia przyjmuje ofertę i tym samym dostajemy kolejny, fantastyczny duet bohaterów, jakimi seria stała od zawsze.

Fabularnie szału nie ma. Jest to klasyczna przygodowa opowieść stawiająca na odkrywanie własnego ja i rodzinnych tajemnic, gdyż Chloe podąża śladem odkryć jej zaginionego ojca. Drugim aspektem jest związek Chloe z Nadine, które dopiero się poznają i obie mają zupełnie inny stosunek do braci Drake. I to właśnie ta interakcja przyćmiewa fabularne mielizny charakterystyczne dla kina przygodowego. Od dystansu i badania siebie nawzajem, przez nienawiść, aż do prawdziwej przyjaźni – to schemat znany od dekad, ale odpowiednio podany, dalej bawi. Wszystko dzięki charakterkom obu dziewczyn. Pełna luzu, rzucająca kąśliwe uwagi, niczym Nate, Chloe i zdystansowana, traktująca poważnie wszystkie zaczepki, Nadine idealnie do siebie pasują. I choć ubolewam, że w grze nie pojawił się również przekomiczny Cutter, to dwie panie tworzą duet na miarę marki, jaką jest Uncharted. Niestety kroku nie dotrzymuje im Asav, czarny charakter Zaginionego Dziedzictwa. Po rewelacyjnym przedstawieniu jego postaci na początku gry, z biegiem czasu mamy go co raz mniej, a gdy już się pojawi to nie wnosi zupełnie nic. Szkoda.

Rozgrywka to Uncharted 4 w pigułce. W miejsce Madagaskaru, pojawiają się Indie z bardzo rozległą lokacją, w której spędzimy jakieś 3 z 7 godzin potrzebnych na przejście gry. Pół otwarty teren jest bogaty w faunę i florę i podobnie jak „czwórka” zachwyca na każdym, dosłownie każdym, kroku. Ze względu na bogatszą w kolory naturę, gra miejscami wydaje się nawet ładniejsza od Kresu Złodzieja. Podczas zwiedzania, największej w historii serii, lokacji odnajdujemy małe świątynie, ukryte przejścia i rozwiązujemy proste łamigłówki. Znalazło się nawet miejsce na dość długi quest poboczny, którego zaliczenie nagradzane jest nagrodą w postaci artefaktu pomocnego w szukaniu skarbów.

Pozostała część gry jest już absolutnie liniowa. Dostajemy kilka, różnorodnych lokacji, które przechodzimy w stylu Uncharted. W tych właśnie momentach najbardziej tęskniłem za Natem, Syllym i Eleną. Brakowało mi ich charyzmy, ich przekomarzanek i słynnego już „oh crap”. Mimo, że pojawiają się pościgi a’la Uncharted 4, jest wielki pociąg a’la Uncharted 2, jest ucieczka po dachach a’la Uncharted 3, to jednak brak postaci, które uwielbiamy zabiera grze to „coś”, co nie pozwalało oderwać się od pada.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo oferuje tez moduł multiplayerowy. Otrzymaliśmy to samo multi, co Uncharted 4. Mało tego, gracze posiadający przygodę Chloe mogą bez problemu grać z posiadaczami Kresu Złodzieja. Rewelacyjny pomysł!

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo to bardzo dobra gra, ale ma jedno poważne „ale” – Chloe i Nadine nie zastąpią Nate’a i Sully’ego… Jestem fanem serii od samego początku i naprawdę trudno wyobrazić sobie kolejne odsłony bez tej znakomitej dwójki, a już na pewno nie rok po premierze genialnego Uncharted 4. Może za kilka lat zatęsknię i będę liczył na coś z uniwersum na PS5, a póki co lepiej zagrać w którąkolwiek z poprzedniczek. Rozgrywka wiele się nie różni, ale jest tam Drake.

THE PUNISHER – Zwiastun!

REKLAMA



Netflix opublikował zwiastun serialu The Punisher opartego na komiksach Marvela. Franka Castle w wykonaniu Johna Berenthala pojawił się już w drugim sezonie Daredevila i został przedstawiony w taki sposób, że solowy serial stał się jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji Marvela.

Serial rozwinie wątek śmierci rodziny Franka i skupi się na jego prywatnej vendettcie przeciwko ludziom, którzy by go dorwać, zabili jego najbliższych. Zapowiada się wielkie, emocjonujące widowisko.

Premiera jeszcze w 2017 roku, ale dokładna data póki co owiana jest tajemnicą.

TOMB RAIDER – pełny zwiastun filmu

REKLAMA



Jest! W sieci zadebiutował pełny zwiastun filmu Tomb Raider. I niestety nie wygląda najlepiej…

Filmowy reboot opierać się będzie na growym reboocie przygód Lary z 2013 roku. I to chyba jedyna pozytywna informacja. Oprócz kilku scen odwzorowujących ujęcia znane z gry trzeba spodziewać się kinowego crapu. Niestety.

A fabuła? Lara Croft  podążać będzie śladami jej zaginionego ojca i zrządzeniem losu trafi na tajemniczą wyspę, gdzie odkryje, że ludzkości grozi wielkie niebezpieczeństwo i tylko ona może coś z tym zrobić. Meh…

Premiera w marcu 2018 roku

CALL OF DUTY: WWII – Nowy zwiastun kampanii dla jednego gracza

REKLAMA



Activision opublikowało pełny zwiastun kampanii dla jednego gracza Call of Duty: WWII. I muszę odwołać swoje narzekanie, po pierwszym zwiastunie sprzed kilku miesięcy!

Zwiastun wygląda dosłownie epicko! Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Naprawdę nie mogę się doczekać jak zaprezentuje się pełna gra!

Wrażenia z prywatnej bety Call of Duty: WWII

A oto oficjalny opis:
Call of Duty: WWII opowiada historię szeregowca Ronalda „Reda” Danielsa, młodego rekruta służącego w I Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych, który swą pierwszą w życiu bitwę toczy w trakcie lądowania w Normandii – jednej z największych operacji desantowych w historii. Po tym, jak udaje mu się przeżyć dramatyczne wydarzenia na plażach Normandii, Red trafia wraz z oddziałem do różnych zakątków Europy. W trakcie marszu na Niemcy bierze udział w słynnych bataliach, takich jak bitwa o las Hürtgen i bitwa o Ardeny. Jego wyprawa zaczyna się 3 listopada.

GENIUSZ ZBRODNI – Recenzja

REKLAMA



Szósta książka Chrisa Cartera, której bohaterem jest Robert Hunter wylądowała na moim czytniku podczas kilku dni urlopu. Ostatnie miesiące poświęciłem na nadrabianie komiksowych zaległości, ale powoli wracam do standardowego trybu czytania książek. Recenzja książki Geniusz Zbrodni.


Do tej pory ukazały się:

1. Krucyfiks 
2. Egzekutor
3. Nocny Prześladowca
4. Rzeźbiarz śmierci
5. Jeden za drugim
6. Geniusz zbrodni


Już w przedmowie Chris Carter ostrzega, że książka będzie inna niż poprzednie śledztwa Roberta Huntera. I ma w stu procentach rację. Całość zaczyna się od sielankowej atmosfery w jednym z przydrożnych barów. Wskutek wypadku rozpędzone auto wpada na parking przed barem i uderza w zaparkowanego tam forda taurusa. W fordzie otwiera się bagażnik, a w nim będący na miejscu szeryf znajduje… dwie ludzkie głowy. Aresztowany na miejscu właściciel auta po kilku dniach milczenia w areszcie FBI w Quantico informuje agentów, że będzie rozmawiał jedynie z Robertem Hunterem.

Tak, tym razem seryjny morderca znany jest nam od samego początku. Lucien Folter to najbliższy przyjaciel Huntera z czasów studiów kryminologicznych, który ostatnie 25 lat spędził testując teorie dotyczące seryjnych morderców. Obecny w areszcie FBI Hunter ma za zadanie skłonić Foltera do wyjawienia nazwisk ofiar i miejsc, gdzie ukrył ich ciała…

Geniusz Zbrodni to śledztwo, które dotyka osobiście Roberta Huntera, człowieka, o którym nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Nigdy nie lubił się zwierzać, opowiadać o sobie i swojej przeszłości, więc szósta książka otwiera przed nami karty będące do tej pory jego tajemnicą. Trzeba przyznać, że Carter kapitalnie wpisał nowe informacje w wydarzenia o jakich już wiedzieliśmy. Autor odkrywa przed nami wszystkie fakty i tłumaczy skąd wieloletnia bezsenność detektywa, skąd jego aspołeczny tryb życia. Oczywiście nie będą brnął dalej żeby nie spoilować tajemnic, ale bardzo mi się podobało.

Równie dobrze wypada postać Luciena. Facet zdobył dyplom wielkiej uczelni, posiadł wiedzę na temat najgroźniejszych morderców w historii i kumplował się z człowiekiem odpowiedzialnym za podręcznik słynnej sekcji behawioralnej FBI. Mając w ręku takie atuty, jest przeciwnikiem niemalże niemożliwym do rozgryzienia i tym samym stawia znak zapytania nad wszystkimi teoriami, jakimi kierują się spece od głów socjopatów i psychopatów.

Trudno do czegokolwiek się przyczepić. Geniusz Zbrodni czyta się jednym tchem, a nietuzinkowe podejście do tematu seryjnego zabójcy sprawia, że książka staje się czymś więcej niż kolejnym thrillerem. Jest to zupełnie inne doznanie niż fantastyczny tom 5 pt. Jeden za drugim i trudno je ze sobą jakkolwiek porównać. Jestem zachwycony.

NARCOS Sezon 3 – Recenzja

REKLAMA



NARCOS Sezon 3 – Recenzja

Późno zabrałem się za pierwsze dwa sezony Narcos. Gdy już do tego przysiadłem to wszystkie odcinki dwóch serii padły w ciągu tygodnia, a po wszystkim zacząłem czytać o Pablo Escobarze i stworzonym przez niego imperium. Koniec historii Escobara okazał się początkiem dla kartelu Cali, który dzieli i rządzi w najnowszej serii. Recenzja 3. sezonu Narcos.

Zgodnie z zapowiedzią z końcówki drugiej serii Javier Peña otrzymuje kolejne zadania i tym samym szansę na odkupienie win. Otrzymując stanowisko attaché DEA w Kolumbii oczekuje się od niego, że rozpracuje i wyłapie bossów kartelu Cali, który z dotychczasowej konkurencji Escobara, stał się największym producentem ciężkich narkotyków na świecie.

Dżentelmenów z Cali, bo tak nazywała ich prasa, poznaliśmy już w poprzednim sezonie Narcos, gdy po nieudanych negocjacjach, co do podziału amerykańskich terytoriów dostaw, Escobar postanowił siłą zmusić ich do kapitulacji. Tym razem to bracia Gilberto i Miguel Rodriguez, Pacho Herrera i Jose „Chepe” Santacruz rozdają karty, a po rozbiciu kartelu z Medellin przez pewien okres kontrolowali nawet 80% eksportu kokainy do USA.

Największą siłą trzeciego sezonu jest zupełnie inne spojrzenie na organizację przestępczą. Tam, gdzie Escobar budził respekt brutalną siłą i zastraszaniem, bossowie z Cali wzmacniali swoją pozycję przez tysiące łapówek wręczanych ludziom z najwyższych stanowisk administracyjnych, sądowych, czy kupując praktycznie większość policjantów w Cali. Jakby tego było mało, Dżentelmeni z Cali postanowili zagrać na nosie wszystkim i wynegocjować z rządem warunki poddania się. W ciągu pół roku mieli zrzec się wszystkich nielegalnie zarobionych pieniędzy, zachować kasę wygenerowaną przez ich legalne firmy i symbolicznie odsiedzieć jakiś czas w więzieniu. Plan genialny w swojej prostocie został zaakceptowany przez wszystkich oficjeli, ale Peña nie daje za wygraną i postanawia pokrzyżować im plany.

Tak zorganizowany kartel to zupełnie inne wyzwania dla agentów, a dla nas niesamowite widowisko, pełne zwrotów akcji i nieszablonowych rozwiązań. Tak, tym razem mamy mniej fragmentów „dokumentalnych”, a historia jest bardziej fabularyzowana. Są więc pościgi, brutalne strzelaniny, tortury i cała masa szpiegowskiej roboty po obu stronach barykady. Kartel z Cali posiada bardzo rozbudowaną siatkę swoich agentów, zwanych potocznie KGB z Cali, którzy świetnie radzą sobie z technologiami, a za pomocą przekupstwa mają dostęp do podsłuchów, poufnych dokumentów i wszystkich wrażliwych danych, które mogą zepsuć robotę DEA i CIA. Dla nas oznacza to prawdziwe podchody i dużo, naprawdę dużo emocji. Wiele scen wprowadza tak duże napięcie, że trudno wysiedzieć spokojnie przed telewizorem. Emocji scenarzyści nie odpuścili nam do samego końca i wierzcie mi, że są to naprawdę mocne sekwencje.

Pierwsze dwa sezony Narcos zachwyciły mnie swoją „innością”. Amerykański serial, w którym większość bohaterów mówi po hiszpańsku nie miałby wielkich szans w otwartej telewizji. Netflix zaryzykował, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Wszystkie rozmowy prowadzone w ojczystym języku urzekały autentycznością i dbałością o szczegóły. W trzeciej serii jest identycznie, nawet jeśli postaci znających angielski jest teraz sporo więcej. Bossowie, ich ludzie, urzędnicy – wszyscy rozmawiają po hiszpańsku, co stwarza niepowtarzalny klimat i na każdym kroku podkreśla, że jesteśmy na kolumbijskiej ziemi, a nie na kolejnej amerykańskiej kolonii. Ubóstwiam Narcos za takie szczegóły.

Trzeci sezon Narcos, okazuje się najlepszy ze wszystkich, lepszy niż dwie poprzednie serie razem wzięte. Niebywałe osiągnięcie scenarzystów trzeba docenić, bo zagrało dosłownie wszystko. Fantastycznie dobrane postaci, wielkie emocje i mnóstwo kipiących od napięcia scen sprawiły, że oglądanie każdej minuty z tych niespełna dziesięciu godzin to nieopisana przyjemność. Jestem zachwycony i z niecierpliwością oczekuję czwartego sezonu.

PUNISHER MAX TOM 2 – Recenzja

REKLAMA



PUNISHER MAX TOM 2

Pierwszy tom Punisher MAX uważam za małe arcydzieło. Nawet pomijając wyjątkową brutalność i bardzo ostry język, otrzymaliśmy dwie bardzo mocne historie i całą gamę niesamowicie interesujących postaci. Przyszedł czas na ciąg dalszy i dwie kolejne opowieści z portfolio najbardziej bezwzględnej postaci Marvela. Recenzja Punisher MAX Tom 2.

PUNISHER MAX TOM 1 – Recenzja

Podobnie jak w przypadku poprzednika, tom składa się z dwóch historii umieszczonych w 12 zeszytach. Są to dwie niezależne opowieści, ale w pewnych fragmentach odnoszą się do wcześniejszych wydarzeń i pojawiają się w nich poznane już postaci. Czytanie bez znajomości pierwszego tomu nie sprawia, więc żadnego problemu. Oczywiście zachęcam do sięgnięcia po początek serii MAX, ale i bez tego sobie poradzicie.

MATECZKA ROSJA

Pierwsze sześć zeszytów składa się na historię zatytułowaną Mateczka Rosja. Czyszczącego ulice Franka Castle odwiedza Nick Fury, którego poproszono o pomoc w załatwieniu delikatnej sprawy na terenie Rosji nie wywołując przy tym dyplomatycznego skandalu. Frank odrzucił już możliwość pracy dla CIA (Tom 1), ale Fury przekonuje go obietnicą dostępu do bazy danych przestępców największych amerykańskich agencji. Castle ma za zadanie uratować córkę naukowca, który opracował niesamowicie groźny wirus, a przed odejściem na tamten świat komórki wirusa zaaplikował dziewczynce.

Akcja całej historii rozgrywa się w Rosji w silosie atomowym umieszczonym na Syberii. Frank mając za partnera komandosa z Delta Force wpada w sytuację, w jakiej dawno go nie widzieliśmy. Musi zaufać narzuconemu przez rząd partnerowi, robić wszystko, by uratować dziewczynkę i znaleźć wyjście z przysłowiowej sytuacji bez wyjścia. Mateczka Rosja odkrywa też przed nami cechy Franka, które do tej pory skrzętnie skrywał. Dziewczynka przypomina mu własne dzieci, więc bez zastanowienia zasłania ją własną piersią. Tyczy się to też zadania, ponieważ przyjmując zlecenie postawił na szalę własne życie i to w sprawie, która na co dzień go nie interesuje. Frank ryzykuje zawsze, ale wie, że odchodząc zabierze ze sobą zastępy bandziorów i choć troszkę oczyści Nowy Jork. Tutaj, w dalekiej Rosji jego śmierć oznacza tylko tyle, że o Punisherze nikt więcej nie usłyszy. A jednak biorąc się za robotę stawia wszystko na jedną kartę. Najbardziej wymowna jest końcówka, gdzie Frank udowadnia, że jest mścicielem, jest swego rodzaju psychopatą, ale przede wszystkim jest żołnierzem i liczy się tylko wykonanie zadania.

Na deser dostaliśmy bardzo niestandardowe wcielenie człowieka z przepaską na oku. Nick Fury to stary wyjadacz, któremu boją się podskoczyć nawet najwięksi generałowie, a sam, nie przebierając w słowach, potrafi powiedzieć im co myśli o ich pomysłach i zaangażowaniu. Jest też bohaterem najzabawniejszych momentów tego szalenie poważnego komiksu, ale szczegółów nie zdradzę.

GÓRA JEST DOŁEM A CZARNE JEST BIAŁE

Kolejne sześć zeszytów wraca do klimatu wypracowanego w pierwszym tomie i niejako kontynuuje wątki tam przedstawione. Góra jest Dołem a Czarne jest Białe zaczyna się od przedstawienia nowego przeciwnika. Nicki Cavella powrócił z wygnania, gdy Frank Castle wybił głowy najbardziej liczących się nowojorskich rodzin mafijnych. Swój powrót postanowił naznaczyć pozbyciem się Punishera, a w tym celu rozkopuje grób rodziny Castle’a i bezcześci szczątki żony i dzieci, co ochoczo komentują i pokazują stacje telewizyjne i gazety. Punisher zaczyna popełniać błędy i bezsensownie ryzykować, a tym samym Cavella rośnie w siłę i jednoczy wokół siebie nowych bossów nowojorskich rodzin.

Punisher Max tanio kupicie w sklepie Egmontu

Druga historia przez pierwsze dwa zeszyty skupia się na samym Cavelli, a Frank Castle i jego kolejne kroki jest tylko tłem dla tego pierwszego. Poznajemy przeszłość Cavelli i jego, nierzadko szokujące decyzje. Gość jest kolejnym przeciwnikiem Punishera, który ma nie tylko nierówno pod sufitem, ale też wie jak to wykorzystać dla własnych korzyści. I choć dalsze wydarzenia i konfrontacja obu twardzieli nie są tak spektakularne, jakby mogło się wydawać, to cieszy, że Ennis potrafi stworzyć kapitalnie zarysowane postaci, które rekompensują pewne niedostatki w fabule. Powracają też kapitalna O’Brien i pozbawiony męskości Roth, którzy już nie pracują dla CIA. Kierowani własnymi sprawami wpadają na Castle’a i nawet stają po jego stronie. Świetna sprawa.

Znów będzie dycha! Punisher MAX Tom 2 niczym nie ustępuje pierwszemu albumowi, a pokazując ludzką stronę Franka, w kilku aspektach go nawet przewyższa. Razić może zbyt obrazowa brutalność, a wrażliwych mogą odrzucić wyjątkowo wulgarne dialogi, ale wszystkie te zabiegi mają na celu podkreślenie świata w jakim działa gość z czaszką na klacie. Fantastyczna seria, którą czyta się z zapartym tchem!

Egzemplarz do recenzji dostarczył Egmont

BODYGUARD ZAWODOWIEC – Recenzja

RECENZJA



BODYGUARD ZAWODOWIEC

Za sprawą Deadpoola Reynolds stał się aktorem, który przyciąga widzów do kina, a filmy w jakich bierze udział wydają się lepsze. Mieliśmy świetne Life, a teraz czas na jego spotkanie z Samuelem L. Jacksonem w komedii sensacyjnej Bodyguard Zawodowiec. Recenzja.

Michael Bryce (Ryan Reynolds) pracuje w popularnej wśród zamożnych i ważnych firmie ochroniarskiej. Nie oceniając ich stylu życia i czynów jakich dokonali, Bryce skupia się na tym, by zapewnić im maksymalne bezpieczeństwo, gdy płacą za jego usługi. Z kolei Darius Kincaid (Samuel L. Jackson) to płatny morderca mający na koncie setki wypełnionych kontraktów. Drogi obu panów wielokrotnie krzyżowały się podczas zleceń, więc lekko mówiąc nie pałają do siebie sympatią. Zrządzeniem losu, Bryce zostaje zatrudniony do ochrony Kincaida, który zgodził się zeznawać przeciwko białoruskiemu dyktatorowi Dukowiczowi. Ludzie Dukowicza muszą zrobić wszystko, by Kincaid nie dotarł do sądu w Hadze na czas.

Bodyguard Zawodowiec od pierwszych chwil pokazuje z czym będziemy mieć do czynienia. Film to hołd produkcjom lat 80. i 90. ubiegłego wieku, czasów, w których John McClane biegał na bosaka wśród terrorystów, Tango i Cash próbowali oczyścić swoje imię, a Riggs wciągał stonowanego Murtaugh, co raz to gorsze sprawy kryminalne. Mamy więc dążącego do perfekcji, stawiającego na eleganckie rozwiazywanie spraw, Bryce’a, a kontrastem dla niego jest narwany, lekceważący wszelkie zagrożenie Kincaid. Styl buddy movie sprawdza się tutaj idealnie i wywołuje nawet tęsknotę za filmami z tamtego okresu.

Wysoka kategoria wiekowa pozwoliła twórcom na wrzucenie dziesiątek wulgaryzmów i przekomicznych odmian słowa motherfucker w wykonaniu Samuela L. Jacksona. I mimo, że dialogi nie bawią tak, jak mogłyby to robić, to w słownych potyczkach obu panów znajdzie się kilka perełek. Po seansie śmiałem się, że rolę życia zagrała Salma Hayek. Wcielając się w, osadzoną w więzieniu, żonę Kincaida ma parę genialnie zagranych monologów i przy tym dostarcza najzabawniejszych tekstów w filmie.

Czystej akcji jest tutaj naprawdę sporo, ale nie szykujcie się na coś niesamowicie spektakularnego. Walka wręcz, strzelaniny, ciągłe ucieczki i obowiązkowy długi pościg to standardowy zestaw kina akcji ze wszystkimi tego zaletami i wadami (wtórność). Bohaterowie ze śmiesznymi one-linerami rozprawiają się z wrogami, ale trochę to nie współgra z brutalną i bezwzględną otoczką (zamach terrorystyczny na cywili). Z reguły nie mam problemu z odróżnieniem filmu od rzeczywistości, ale kilka pomysłów lekko zaskakuje i dziwią pomysły scenarzystów.

Mimo, że nie jest to film, o którym rozmawiać będziemy po latach, to Bodyguard Zawodowiec robi to co robić ma – bawi. Świetnie dobrani bohaterowie, mnóstwo zabawnych tekstów i przezabawna Salma Hayek wystarczają, by wyjść z kina z przysłowiowym bananem na twarzy.

DEADPOOL TOM 7: GRZECH PIERWORODNY – Recenzja

REKLAMA



Po słabiutkim szóstym tomie, który skupił się na bombowym wieczorze kawalerskim i oficjalnym ślubie Deadpoola, wracamy do głównej linii fabularnej. Czy Brian Posehn wrócił do formy? Recenzja komiksu Deadpool Tom 7: Grzech Pierworodny.

Deadpool spędza wolny czas ze swoją demoniczną żoną, ale będąc mężem Pani Ciemności, trudno liczyć na dłuższą chwilę spokoju. Nasyłane przez Draculę zastępy wampirów nie dają im wytchnienia, więc rozjuszona Shikla namawia Deadpoola na ostateczne rozprawienie się z krwiopijcami. Deadpool przyciąga z przeszłości młodą Dazzler i oszukując ją, że jest przyszłym członkiem Fantastycznej Czwórki, namawia ją do pomocy przy niszczeniu wampirzych gniazd.

Tymczasem agentka Preston (czy Presbot, jak nazywa ją Deadpool) przypadkiem pojawia się w miejscu walki Avengers z Orbem, gdy ten zdetonował oko Watchera (patrz Grzech Pierworodny). Oko Uatu ujawniło tajemnice bliskich wszystkim osobom znajdującym się w polu rażenia. Tym samym agentka Preston dowiaduje się, że Deadpool ma córkę! Mało tego, będący na miejscu agent Adsit doświadcza jeszcze jednej tajemnicy Deadpoola. Tajemnicy tak strasznej, że Adsit woli zachować ją dla siebie.

Wyprawa Deadpoola w celu odnalezienia córki to powrót do nieskrępowanej jatki i kapitalnej zabawy. Znów dostajemy świetne poczucie humoru i żarty burzące czwartą ścianę (Dazzler z przeszłości: wow, to teraz Nick Fury jest czarny?), które przy tym nie są zbyt nachalne i nie wydają się wymuszone. Brian Posehn bardzo dobrze wpasował Deadpoola w świat nowoczesnych komiksów i nawet jeśli napakuje w swoje historie wampiry, potwory, diabła, duchy martwych prezydentów, to wszystko zaskakująco ze sobą współgra i dobrze definiuje postać Deadpoola.

W całym tym szaleństwie znajduje się też miejsce na kilka poważniejszych chwil. Jak pokazał tom 3 pt. Dobry, zły i brzydki, Deadpool w swojej historii ma do opowiedzenia coś więcej niż tysiące czerstwych żartów. Grzech Pierworodny podejmując temat jego córki kilkukrotnie wskakuje w poważniejsze tony i robi to naprawdę dobrze. Mało tego, w dalszej części komiksu poznajemy wspomnienie Deadpoola, jakie zobaczył agent Adsit i jest to mocny twist, który zapewne napędzi wydarzenia z przyszłych odsłon.

Komiks kupicie w księgarni Egmontu

Nie podobała mi się za to kreska Johna Lucasa. Rysownik odpowiada za pięć z sześciu zeszytów, co skutecznie mnie do niego zraziło. Lucas upodobał sobie mocno powykręcane twarze i zdeformowane ciała, a przez to cały komiks przypomina zestaw karykatur. Nawet jeśli dobrze to wyszło w przypadku Preston i jej ciała a’la Terminator, to przy większości bohaterów i złoczyńców wygląda po prostu źle. Dużo bardziej odpowiada mi styl Scotta Koblisha odpowiadającego za ostatni zeszyt.

Co tu dużo gadać, Deadpool znów jest Deadpoolem, jakiego uwielbiam. Poprzedni tom można uznać wypadkiem przy pracy. Tom 7 pt. Grzech Pierworodny oprócz dobrego humoru, dostarcza całkiem ciekawą fabułę i dokłada kolejną cegiełkę z przeszłości Wade’a. Jedna z lepszych praca Posehna.

GRZECH PIERWORODNY – Recenzja

REKLAMA



GRZECH PIERWORODNY

Wielkie wydarzenia w świecie Marvela od zawsze miały niebywały wpływ na superbohaterów. Po Wojnie Domowej (Civil War) i Tajnej Inwazji (Secret Invasion) przyszedł czas na wydarzenia elektryzujące fanów w 2014 roku. Recenzja komiksu Grzech Pierworodny.

Ziemscy superbohaterowie otrzymują informację, która do tej pory wydawała się zupełnie nierealna. Ktoś zamordował Uatu, Watchera obserwującego wszystko, co dzieje się w naszej część Wszechświata. Wszystkowiedzący olbrzym padł ofiarą zabójstwa, a jego oczy zostały wydłubane. Kto byłby zdolny do zaskoczenia Obserwatora, który przecież wie wszystko? I, co najważniejsze, jaki miał w tym cel? Sprawą zajmuje się sam Nick Fury, który wracając z emerytury, kompletuje skład, jaki w jego mniemaniu najlepiej poradzi sobie z tą stricte kryminalna zagadką.

Komiks składa się z zeszytów Original Sin #0-8, przy czym numer #0 przybliża nam rasę Watchera. Dowiadujemy się jak Obserwatorzy dzielą między sobą obszary oraz dlaczego zdecydowali się nigdy nie interweniować w życie mieszkańców poszczególnych światów, choćby groziła im zagłada. Pozostała część komiksu skupia się na sprawie morderstwa i robi to pierwszorzędnie! Podczas śledztwa na jaw wychodzą co raz to bardziej szokujące informacje, a na bohaterów i czytelników czeka kapitalny fabularny twist, który mocno zmienia całą naszą widzę o uniwersum.

Komiks zawiązuje też nowy wątek fabularny w kilku swoich seriach. W pewnym momencie, jedno oko Watchera zostaje zdetonowane, a wszystkie osoby znajdujące w jego polu rażenia poznają sekrety ich bliskich. Wpływa to m.in. na Avnegersów. Spider-Man dowiaduje się, że radioaktywny pająk przed śmiercią ugryzł kogoś jeszcze (patrz Spider-Man: Szczęście Parkera), Thor odkrywa, że ma siostrę, a Bruce Banner zostaje porażony informacją o tym, że Tony Stark miał swój wkład w jego przemianę w Hulka. Wątki są kontynuowane w poszczególnych seriach, które wkrótce będziemy mogli przeczytać w Polsce.

Komiks Grzech Pierworodny kupicie w sklepie Egmontu

Grzech Pierworodny robi kapitalną robotę łącząc bohaterów w dość niestandardowe zespoły. Black Panther, Ant-Man i Emma Frost podążają jednym z tropów, innym zajmują się Doktor Strange wraz z Punisherem, a swoje śledztwo prowadzą także Zimowy Żołnierz, Gamora i Moon Knight. W pewnym momencie drogi wszystkich krzyżują się i nie zawsze są to miłe spotkania. Niestety w parze ze świetną obsadą nie idą złoczyńcy. Rolę czarnych charakterów otrzymali tutaj goście z piątej ligi złoczyńców Marvela. Wyglądający jak The Thing i zamieniający wszystko w złoto Dr. Midas, zabójczyni Exterminatrix i Orb, koleś głową w kształcie gigantycznego oka. Towarzyszy im grupa bezrozumnych, którzy dzięki swojej sile, stanowią jakieś tam wyzwanie, ale Jason Aaron mógł bardziej się postarać w temacie „złoli”.

Mimo słabych przeciwników Grzech Pierworodny broni się świetną historią i wielkim twistem, który wpływa na całe uniwersum. Brak mocnych „villainów” rekompensują ponadto tarcia pośród superbohaterów przez ich odmienne podejście do zadania. Bardzo dobre czytadło!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont

ZNAJDŹ MNIE

378FaniLubię to
50ObserwującyObserwuj
58ObserwującyObserwuj
207ObserwującyObserwuj

Polecane