END OF THE F***ING WORLD – Recenzja

W piątek 5 stycznia na Netflixie pojawił się nowy serial. Wdzięczny tytuł End of the F***ing World mówił niewiele, ale przykuwał wzrok i zadziałał na tyle, że postanowiłem sprawdzić tę produkcję. Szybko okazało się, że jest ekranizacja komiksu Charlesa Forsmana o tym samym tytule. Zaczynało robić się ciekawie…

Historia umiejscowiona została w jakimś małym angielskim miasteczku. Poznajemy tam Jamesa, siedemnastolatka, który zdaje sobie sprawę, że jest inny niż jego rówieśnicy. W młodym wieku stracił matkę, a ojciec to jego zdaniem przygłupi dupek. James zdał sobie sprawę, że jest psychopatą i całe swoje dzieciństwo spędził na przygotowywaniu się do roli seryjnego mordercy. Po wykończeniu dziesiątek niewinnych zwierząt na swoją pierwszą ludzką ofiarę wybrał Alyssę, nową uczennicę w jego szkole.

Alyssa to z kolei młoda buntowniczka. Nienawidzi swojego ojczyma i biologicznej matki, która aby tylko pozostać na garnuszku chamskiego męża pozwala mu obrażać, lekceważyć i poniżać własną córkę. Wyszczekana małolata zagaduje do Jamesa i dziwnym zrządzeniem losu para postanawia ukraść samochód i uciec z miasta, a następnie odnaleźć biologicznego ojca Alyssy, który mimo nieobecności w jej życiu, każdego roku pamięta o jej urodzinach.

Serial składa się z ośmiu dwudziestominutowych odcinków i na dobrą sprawę mógłby być trwającym dwie i pół godziny filmem. Jednak podział na odcinki idealnie sprawdza się przy tym dość specyficznym klimacie. Mamy bowiem do czynienia z czarną komedią, która miejscami miesza się z ciężkim, mocno dołującym dramatem. Klimat podkreślają surowe barwy, posępna pogoda i bardzo.. hmm… normalni ludzie, bez makijażu, szminek i błyszczyków. Szczegóły, które razem tworzą bardzo charakterystyczną, nietuzinkową całość.

Zawarty w End of the F***ing World czarny humor mnie dosłownie rozwalał. James ze swoimi psychotycznymi przemyśleniami wypada jak parodia Dextera z początku serialu. Gdy Alyssa myśli, że chłopak w sumie fajny i mogłaby z nim być, James wyobraża ją sobie w kałuży krwi w różnych miejscach w domu. Sam James (Alex Lawther) jako wyalienowany, zamknięty w swoich wyobrażeniach nastolatek jest przekomiczny zawsze, gdy trzeba być „normalnym” człowiekiem. Nie ustępuje mu, a nawet lepiej wypada Alyssa (Jessica Barden), ponieważ jej cięty i zadziorny język wypada niesamowicie realistycznie. Pełna sarkazmu, wulgarności, zagubiona nastolatka została sportretowana fantastycznie i za każdym razem, gdy wdawała się z kimś w dyskusję czekałem na kolejną trafną i zabawna ripostę.

Co bym nie powiedział o fabule End of the F***ing World byłoby to spoilerem. Serial jest naprawdę króciutki i warto, a nawet należy, dać mu szansę. Jest zabawnie, jest mrocznie i jest dramatycznie. Może i trochę zwalnia w końcówce, ale i tak jest to jedno z oryginalniejszych doświadczeń na Netflixie. Polecam.

ALTERED CARBON – Pełny zwiastun

Oto pełny zwiastun najnowszej oryginalnej produkcji Netflixa. Serial Altered Carbon, bo taki będzie nosił tytuł przeniesie nas w przyszłość. W czasach, gdy istnieje możliwość przeniesienia ludzkiej świadomości do nowo stworzonych ciał pojęcie śmierci nie dotyczy już wszystkich. Głównym bohaterem będzie Takeshi Kovacs (Joel Kinnaman), który po 250 latach za pomocą wspomnianej technologii zostaje przywrócony do życia, by rozwiązać zagadkę pewnego morderstwa.

Serial wygląda niesamowicie, a efekty specjalne nie ustępują wysokobudżetowym filmom hollywoodzkim. Czuć inspirację Blade Runnerem, ale to tylko zaleta.

Co ciekawe zrezygnowano z polskiego tłumaczenia tytułu, które do niedawna brzmiało Modyfikowany Węgiel. Trzeba przyznać, że polski tytuł nie brzmi zbyt zachęcająco dla osób, które nie śledząc premier klikają coś, co wydaje się interesujące. W pełni rozumiem decyzję osób odpowiadających za polski rynek.

Premiera 2 lutego.

NINTENDO SWITCH – Wszystkie zapowiedzi MINI DIRECT

Wczorajszego popołudnia w sieci pojawił się wyczekiwany NINTENDO MINI DIRECT. Podczas 15 minutowej prezentacji pokazano zapowiedzi gier, jakie zadebiutują na konsoli Nintendo Switch w pierwszym półroczu tego roku.

Na pierwszy ogień zapowiedziano klasyka z konsolki Nintendo DS. W tym roku zagramy w The World Ends with You – Final Remix. Jest to jedna z wielu bardzo dobrych gier na DSa, więc chętnie sięgnę po nową wersję. Śmiało można założyć, że w niedługim czasie poznamy kolejne odpowiednio zremasterowane i przygotowane pod Nintendo Switch klasyki z tej magicznej konsolki.

Pokken Tournament doczeka się DLC z nowymi Pokemonami oraz avatarami trenerów. W pierwszej paczce, która pojawi się 31 stycznia dostaniemy grywalnego Pokemona Aegislash oraz wspomagające Mega Rayquaza oraz Mimikyu. Drugi rzut pojawi się 23 marca, a tam ekipę zasili Blastoise (!), a wsparciem zajmą się Mew i Celebi.

Kirby Star Allies zadebiutuje w tym roku. Niesamowicie kolorowa i sympatyczna platformówka zaoferuje szereg nowych ruchów oraz wprowadzi tryb kooperacji dla czterech graczy(!). Zapowiada się przesłodziaszna przygoda. Premiera 16 marca.

Hyrule Warriors: Ultimate Edition. Link powraca w odświeżonej wersji popularnego gatunku Musou. Wydanie zawiera wszystkie tryby, mapy i bohaterów jacy pojawili się wersjach WiiU i 3DS wraz ze wszystkimi DLC. Jako dodatek zapowiedziano stroje z The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Premiera wiosną.

Mario Tennis Aces. Raczej nie muszę tłumaczyć, że kolejną grą jest tennis z Marianem w roli głównej. Gra zaoferuje tryb fabularny, kilka trybów oraz walki bossami ze świata Nintendo. Wygląda to dość fajnie.

YS VIII: Lacrimosa of Dana. Czekałem na obniżkę ceny tego tytułu na PS4, ale teraz jestem pewien, że zagram w to na Switchu. Kolejna przygoda czerwonowłosego Adola w świecie pełnym magii i niebezpieczeństw. Każdy dotychczasowy Ys to mega przyjemna rozgrywka będąca połączeniem slashera i action RPG. W trybie przenośnym będzie się grało bardzo przyjemnie. Zagramy latem.

Donkey Kong Country: Tropical Freeze. Kolejny uznany tytuł z WiiU i 3DS znajdzie swoje miejsce na Switchu. Donkey Kong Country zawierać będzie wszystkie poziomy, jakie pojawiły się na WiiU, a za sprawą nowej postaci – Funky Kong pozwoli pobawić się początkującym graczom. Premiera 4 maja.

Dark Souls Remastered. Były plotki, były różne teorie, ale jednak to prawda. 25 maja na Nintendo Switch pojawi się Dark Souls. Tego samego dnia DS pojawi się na PS4, X1 i PC, ale wersję na Pstryka opracowuje inne studio. Tytuł uda się przenieść na Switcha bez problemu, ale strasznie boję się o wygodę grania w trybie przenośnym. Dark Souls wymaga wiele uwagi, szybkich decyzji i wygodnego pada. Jakoś tego nie widzę, ale z chęcią sprawdzę.

ANIHILACJA TOM 3 – Recenzja

Czas na wielki finał Anihilacji. Seria, której dwa pierwsze tomy przyszło mi recenzować doczekała się wyczekiwanej konkluzji. Czy armie Galaktyk przeciwstawią się wyniszczającej Fali Anihilacji, czy bohaterowie spełnią pokładane w nich nadzieje i po której stronie staną dotychczasowi antagoniści uniwersum? Sprawdźmy.


  1. ANIHILACJA TOM 1 – Recenzja
  2. ANIHILACJA TOM 2 – Recenzja
  3. ANIHILACJA TOM 3 – Recenzja

Pierwsza część składa się z sześciu zeszytów Annihilation #1-6. Dwa poprzednie tomy złożony z prologu i tie-innów prowadziły do tego właśnie wydarzenia. Akcja rozpoczyna się na planecie Daedalus 5, na obrzeżach Układu Kree. Richard Rider, Nova, dowodzi wojskami Zjednoczonego Frontu. Jego zaufanym doradcą jest Peter Quill, w przeszłości znany jako Star Lord. Na miejscu zameldowały się oddziały różnych kosmicznych ras, a pomóc postanowili również mocno niezależna Gamora, pałający rządzą zemsty na Thanosie Drax Niszczyciel, wygnany przez Kree Ronan Oskarżyciel, a nawet byli Heroldowie Galactusa. Rozpoczęło się odliczanie do wielkiej wojny.

Sześć zeszytów Anihilacji to niesamowicie widowiskowa opowieść o odwadze i poświęceniu. Gdy wojna rozpętuje się na całego, nie ma tutaj niezniszczalnych wojowników. Moc wroga jest przeogromna, więc zginąć może każdy i tak też się dzieje. Trup ściele się naprawdę gęsto, a oprócz przypadkowych żołnierzy mamy sporo ofiar wśród znanych już postaci. Niektórzy poświęcają się dla dobra wszystkich, inni oddają życie chroniąc bliskich, a jeszcze inni popełniają głupie błędy i giną zupełnie niepotrzebnie. Odpowiadający za scenariusz Keith Giffen bardzo dobrze oddał realia wojny. Walka z Falą Anihilacji nie przypomina komiksu superbohaterskiego, a raczej rozpaczliwą obronę przed nieuniknioną katastrofą.

Bardzo pozytywnie zaskakują bohaterowie. Zarówno Nova, jak i Quill wiedzą, że nie pomogą każdemu, wiedzą, że ktoś musi zginąć żeby inni mogli przeżyć i nie rzucają górnolotnych frazesów. Sami są gotowi na poświęcenie i nie zatrzymują tych, którzy zgłaszają się na ochotnika. Z przyzwoitością i moralnością wygrywa zimna kalkulacja i dzięki temu czyta się to tak dobrze. Oczywiście powraca wątek współpracującego z Annhilusem Thanosa. Wątek pełen ciekawych dialogów i mocnych zwrotów akcji, tym bardziej, że na życie tyrana czyha nakręcony Drax Niszczyciel. Oprócz nich nie zapomniano o niesłusznie skazanym Ronanie Oskarżycielu, który nawet w obliczu zagłady Wszechświata nie cofnie się przed zemstą nad najbardziej wpływowym rodem Kree.

Oprócz świetnego finału Anihilacji album zawiera trzy inne zeszyty. Dwa z nich do Anihilacja: Heroldowe Galactusa. Opowiadają o losach czterech Heroldów Pożeracza Światów po wielkiej wojnie. Krótkie historie poszczególnych Heroldów są bardzo zróżnicowane  i zaskakująco fajne, nawet jeśli postaci, choć potężne, nie są pierwszoplanowymi bohaterami Marvela. Ostatni zeszyt zatytułowano Anihilacja: Akta Korpusu Nova. Zeszyt składa się z metryczek dotyczących ważniejszych postaci, jakie przewinęły się przez trzy tomy Anihilacji. W poprzednich albumach, tego typu wstawki mieliśmy na końcu każdego z zeszytów, ale rozwiązanie z ostatniego jest dużo lepsze. Pełni to rolę małej encyklopedii kosmicznych bohaterów, antagonistów oraz sytuacji politycznej pomiędzy poszczególnymi rasami. Bardzo przydatna skarbnica wiedzy!

Finał Anihilacji spełnia oczekiwania. Mocna o wielkiej wojnie, o prawdziwej odwadze i wielkich poświęceniach. Trudno się oderwać i naprawdę szkoda, że kończy się tak szybko. Na szczęście niedługo pojawi się kontynuacja w cyklu Anihilacja: Podbój, na który czekam z wypiekami na twarzy.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

Zdjęcia z planu AVENGERS 4

Wyciekły najnowsze zdjęcia z planu Avengers 4. Fotki zdają się potwierdzać krążącą po sieci teorię, że bohaterowie w jakiś sposób przeniosą się w czasie. Wcześniej pojawiło się kilka zdjęć, które sugerowały flashbacki, ale w świetle nowych możemy śmiało założyć, że jakiś rodzaj podróży w czasie jest bardzo prawdopodobny.
Tony Stark w kurtce SHIELD, ogolony Kapitan Ameryka w stroju z pierwszych Avengers oraz Ant-Man, który nie wiem co robi w tym miejscu. Co ciekawe, każdy z bohaterów ma na dłoni dziwne urządzenie. Czyżby w ten sposób przenieśli swoją świadomość do momentu ataku Chitauri na Nowy Jork?

Przypominam, że premiera Avnegers: Wojna bez Granic 26 kwietnia tego roku, a mniej więcej rok później w kinach pojawi się Avengers 4.

Na drugiej fotce kolaż wyluzowanej atmosfery w przerwach pomiędzy zdjęciami.

BRIGHT – Recenzja

Bright – najdroższy film Netflixa, w obsadzie jedna z największych hollywoodzkich gwiazd oraz arcyciekawa tematyka zaintrygowały na tyle, że film wpisałem na listę najbardziej oczekiwanych produkcji zaraz za Gwiezdnymi Wojnami. Jak wyszło?

Jakieś dwa tysiące lat temu na Ziemi pojawił się Władca Ciemności, Pan Mroku czy inny potężny madafaka. By odeprzeć twardziela, większość ziemskich ras zawiązało przymierze. Ludzie, Elfy, Krasnoludy i przedstawiciele pomniejszych społeczności razem stawili czoła złu i wypędzili wroga. Jedynie Orkowie wybrali przeciwną stronę, a po przegranej stali się najbardziej pogardzaną częścią społeczeństwa.

W ten sposób przeskakujemy w czasy współczesne. Świat wygląda jak ten, w którym mieszkamy, ale wśród nas jakby nigdy nic żyją Elfy, wróżki, magowie, czy właśnie Orkowie. Nick Jakoby (Joel Edgerton), Ork niepełnej krwi ze spiłowanymi kłami służy w policji. Przez jego błąd postrzelony został jego partner Scott Ward (Will Smith), a sprawca, również Ork, nie został nigdy ujęty. Wszyscy, wraz z Wardem, obwiniają Nicka, że ten w ramach rasowej solidarności pozwolił uciec przestępcy. I tak, oto wyjątkowo niezgrany duet musi sobie zaufać i dalej współpracować, bo nikt inny nie chce Orka za partnera, a Ward nie ma za bardzo wyjścia. Intryga zawiązuje się, gdy partnerzy odpowiadając na wezwanie dotyczące strzelaniny, na miejscu znajdują przestraszoną Elfkę, która jest w posiadaniu magicznej różdżki, jednego z trzech legendarnych artefaktów, którego używać mogą jedynie osoby posiadające specjalne preferencje, tzw. Świetliści (tytułowe Bright). Różdżki znajdując się w posiadaniu nieodpowiednich osób są w stanie otworzyć portal i wpuścić czyhającego na okazję Władcę Ciemności.

I co? I niestety nic. Serio. Trochę ponad dwugodzinny film rozkręca się zbyt wolno i nudno, a na koniec nie starcza czasu na efektowną konkluzję. Zdecydowana większość produkcji skupia się na policyjnej robocie, skorumpowanych gliniarzach, gangach Los Angeles, w których miejsce Salvatrucha, Crips czy Bloods zajmują ugrupowania pogardzanych Orków. Na dobrą sprawę Bright wygląda bardziej jak uboga produkcja wzorowana na filmie Bogowie Ulicy (tego samego reżysera) niż oryginalna mieszanka thrillera z fantasy. Brak tutaj zdecydowania, w którą stronę ma pójść fabuła, brak tutaj wyrazistych bohaterów, brak sensownych antagonistów i wątków godnych zapamiętania. Nie wiem, czy to pierwotny zamysł, czy wizja ewoluowała podczas produkcji, ale pomysłowa otoczka fantasty jest niczym pusta w środku bańka mydlana. Nie ma tam dosłownie nic.

Budżet wynoszący aż 90 milionów dolarów to ogromna ilość gotówki biorąc pod uwagę, że film nie pojawi się w kinach. Tak wielka kasa dawała nadzieję, na nietuzinkową widowiskowość, która może sprawić, że zapomnimy o słabej fabule. Nic z tych rzeczy. Reżyserią zajął się David Ayer, gość stojący za Legionem Samobójców (Suicide Squad) i razem z nim przyszły identyczne problemy. Bardzo chaotyczne, trudne do ogarnięcia sceny akcji uzupełnione są o przestarzałe zwolnienia, których współcześnie się już nie stosuje. Pomiędzy bohaterami nie czuć żadnej chemii, nie jest to ani buddy movie, ani bromance. Ot, po prostu dwójka wkurzających policjantów, którzy się nie lubią. I tyle. Umieszczone w filmie żarty w ogóle nie śmieszą, a rzucane na siłę niby zabawne teksty budzą uśmiech, ale politowania…

Bright dostanie sequel. Czy to dobrze? Tak, ponieważ jest w tym potencjał, który w rękach bardziej utalentowanego scenarzysty i lepszego reżysera może jeszcze pozytywnie zaskoczyć. Jeśli macie Netflixa, zobaczcie i wyróbcie własne zdanie, może przypadnie wam do gustu, a większa oglądalność to też większa motywacja do stworzenia kolejnych wysokobudżetowych oryginalnych produkcji dla Netflixa i konkurencj. Mi zabrakło fabuły, akcji i przede wszystkim magii, tej dosłownej i tej w przenośni.

HOMELAND – Nowy zwiastun 7. sezonu

W sieci pojawił się świeżutki zwiastun 7. serii Homeland. Nowy sezon kontynuuje wątki rozpoczęte przed rokiem, co w samo w sobie jest swego rodzaju nowością. Od czwartego sezonu, każda seria zaczynała się od jakiegoś przeskoku w czasie, nowego miejsca akcji i zupełnie nowej intrygi. Tym razem będziemy świadkami starcia Carrie z Prezydent Keane, która po zaprzysiężeniu okazała się kimś zupełnie innym, niż wszyscy uważaliśmy.

Zwiastun jest w odbiciu lustrzanym, w zasadzie nie wiem z jakiego powodu. Jeśli pojawi się inna wersja, podmienię wideo.

Poniżej pierwszy zwiastun 7. sezonu oraz link do mojej recenzji serii 6. Premiera nowej serii 11 lutego. Podobnie, jak poprzednio, dzień po amerykańskiej premierze, odcinki wskoczą na HBO GO.

 

PUNISHER MAX TOM 3 – Recenzja

Punisher stał się stałym punktem na mojej stronie. Rewelacyjna seria autorstwa Gartha Ennisa i równie dobry serial udowadniają, że na rynku jest miejsce dla kontrowersyjnego i wyjątkowo brutalnego bohatera. Czym zaskakuje i co dostarcza tom trzeci serii Punisher Max?


PUNISHER MAX TOM 1 – Recenzja
PUNISHER MAX TOM 2 – Recenzja
PUNISHER MAX TOM 3 – Recenzja


Tradycyjnie w albumie znajdziemy dwie samodzielne historie po sześć zeszytów każda. Album wydany jest w twardej oprawie, a scenariusz do obu historii stworzył Garth Ennis. Tom to również dwóch rysowników Leandro Fernandez i Goran Parlov, ale trzeba przyznać, że ich styl jest podobny i nie mamy wrażenia obcowania z dwoma innymi tworami. Wszystkie rysunki są, jak zwykle, bardzo sugestywne, dosadne, a jednocześnie nie uciekają od realizmu.

HANDLARZE NIEWOLNIKÓW

Pierwsze sześć zeszytów zebrano pod tytułem Handlarze Niewolników. Frank upatrzył sobie jednego z brutalnych aflonsów, który powinien pożegnać się z tym światem. Podczas akcji nieoczekiwanie pojawia się Viorica jedna ze zmuszanych do prostytucji dziewcząt z Europy, która sama postanowiła wykończyć swoich oprawców. Po rozmowie z dziewczyną Frank zdał sobie sprawę, że musi zabić jeszcze sporo osób..

Handlarze żywym towarem to nie jedyne zmartwienie Punishera. Podczas akcji musiał obezwładnić dwójkę policjantów, co przez ambitnych policyjnych karierowiczów do stworzenia medialnej nagonki na mściciela. Jak wiadomo, większość policjantów akceptuje robotę Punishera, bo po pierwsze wyręcza ich w wielu kwestiach, po drugie nie bawi się w żadne przepisy i procedury, a przede wszystkim oczyszcza miasto z największych szumowin, dla których kara więzienia nie stanowi żadnego straszaka.

Handlarze Niewolników to historia nieco różniąca się od poprzednich. Akcja i brutalne eliminowanie wrogów zeszło na drugi, a nawet trzeci plan. Bardziej skupiamy się na nietuzinkowych postaciach, tworzenie których Ennis opanował do perfekcji. Viorica to tylko z pozoru klasyczna „dziewczyna w opałach”. Jest inteligentna, zdecydowana i potrafi namieszać. Po stronie złoli mamy fantastyczne zderzenie nowej i starej szkoły prowadzenia „biznesu”. Młodzi starają się działać w białych rękawiczkach i nie zostawiać śladów, za to nowo przybyły do Nowego Jorku senior hołduje klasycznym rozbojom, zastraszaniu i torturom. Są jeszcze wspomniani wcześniej policjanci wśród, których zapanował podział na zwolenników i przeciwników polowania na Punishera. Słowem dzieje się!

Pośrodku tego wszystkiego znajduje się Frank Castle. Nie zależy mu na opinii społeczeństwa, ale wymuszony konflikt z policją zdecydowanie utrudnia mu pracę. Do tego mając na głowie Vioricę musi wykombinować plan pozbycia się mafii. Mafiosi znają już Punishera, wiedzą dokładnie do czego jest zdolny i odpowiednio się przed nim zabezpieczają. To wszystko składa się na niebywale interesujący splot wydarzeń. Wydarzeń zakończonych jak zwykle słodko gorzką konkluzją i fantastycznym podsumowaniem. Powtarzam się, ale Handlarze Niewolników to kolejna perełka spod ręki Ennisa.

BARRAKUDA

Jeśli śledzicie informacje o drugim sezonie Netflixowego Punishera, to na pewno słyszeliście, że w serialu może pojawić się Barrakuda, jeden z największych madafaków wśród przeciwników Franka. Zrządzeniem losu, druga historia trzeciego tomu Punisher Max nosi właśnie tytuł Barrakuda!

Frank śladem wielkich pieniędzy dociera do finansowej mafii, którą wpisał na swoją listę. Trop wiedzie na słoneczną Florydę, więc wraz z bohaterem opuszczamy zatęchły, brudny Nowy Jork, by podziwiać trochę rajskich krajobrazów z ulubionych miejscówek milionerów. Słysząc o Punisherze, boss Harry Ebbing zatrudnia niebywale brutalnego Barrakudę, by ten rozprawił się z Castle’em. Zapowiada się wielki pojedynek.

I tak w rzeczywistości jest. Frank na wycieczkę nie mógł zabrać swojego arsenału, więc na miejscu pojawia się uzbrojony jedynie w nóż, bez planu, bez wsparcia i jakiegokolwiek rozeznania. To z kolei sprawia, że jego konfrontacja z Barrakudą jest zupełnie inna niż pojedynki z poprzednich historii Ennisa. Barrakuda to nie kryminalista zasłaniający się zastępami swoich najemników, a jednoosobowa armia o skuteczności porównywalnej do Franka. To genialnie zobrazowane sceny akcji, zaskakująco dużo sarkastycznego humoru i świetnie wybrane miejsce akcji. Naprawdę epickie starcie!

Chyba nie muszę wspominać, że druga historia to również fantastyczne postaci. Barrakudę już znacie, jest bezkonkurencyjny. Harry Ebbing to z kolei boss, który zaskakująco dba o swoich ludzi. Dużo fajniej od bossa wypada jego żona zdradzająca go dosłownie z każdym napotkanym facetem. Aktualnie uwiodła prawą rękę Ebbinga, czyli ambitnego Dermota, z którym chciałaby przejąć interesy męża. Tego typu wątki poboczne wychodzą Ennisowi po prostu znakomicie!


Punisher MAX Tom 3 niczym nie ustępuje dwóm poprzednim albumom, jestem nawet skłonny powiedzieć, że jest od nic lepszy. Wszystko za sprawą lekko zmienionej narracji, która okazała się powiewem świeżości oraz przede wszystkim za sprawą Barrakudy, przeciwnika jakiego do tej pory nie widzieliśmy. Po raz kolejny maksymalna ocena!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

HELLBOY TOM 1 – Recenzja

Za sprawą Egmontu na polskim rynku pojawiła się reedycja Hellboya. Śliczne wydanie w twardej oprawie zawiera dwie opowieści, które są świetną okazją, by przybliżyć sobie tę arcyciekawą serię. Jeśli znacie dokonania Mike’a Mignoli to pędźcie do sklepów, a jeśli tytuł nic wam nie mówi, to czytajcie dalej!

Hellboy swoje imię zawdzięcza pochodzeniu. Wskutek tajemniczego rytuału naziści szukający broni masowej zagłady nieopatrznie przywołują na Ziemię pół-demona. Odbity przez Amerykanów, Hellboy mieszka i wychowuje się w USA, gdzie po kilku latach staje się agentem B.B.P.O (Biuro Badań Paranormalnych i Obrony). Wraz z kilkoma towarzyszami o unikalnych cechach i zdolnościach zajmuje się rozwiązywaniem zagadek paranormalnych na całym świecie. Komiks ukazywał się w formie szeregu miniserii, które składały się z kilku kolejnych zeszytów. W ten sposób przedstawione opowieści były w dużym stopniu samodzielne i nie wymuszały znajomości dziesiątek wcześniejszych rozdziałów i masy tie-inów, charakterystycznych dla Marvela i DC.

NASIENIE ZNISZCZENIA

Pierwsza zawarta w tym albumie historia to również pierwszy rozdział przygód Hellboya. Mignola w dość zwięzły sposób przedstawia origin bohatera, który rozwijany w kolejnych tomach. Po krótkim wstępie przeskakujemy prawie 50 lat do przodu, gdy Hellboy jest cenionym i zaufanym agentem B.B.P.O. Agenci zostają wysłani z pozoru prostą misją zbadania „domu, w którym straszy”. Upiorna posiadłość Cavendishów okupiona jest mroczną tajemnicą, a obecność Hellboya w tym miejscu okazuje się nie do końca przypadkowa…

Pierwszy tom rzuca w czytelnika wszystkim, co Hellboy ma najlepsze. Świetny, sarkastyczny główny bohater, który dużo gada, dużo narzeka i nie stroni od walki. Bohater to jednak nie wszystko, ponieważ nawet najlepsza postać zniknie bez śladu w fabularnej mieliźnie. Paranormalna intryga ochoczo odwołuje się do znanych legend, historii z dreszczykiem i nie boi się wykorzystywać ikoniczne postaci znanych na całym świecie dzieł grozy. Nasienie Zniszczenia może nie powala na kolana złożoną intrygą, ale nie można jej odmówić unikalnego klimatu i fajnych twistów. Gdy pierwszy raz przeczytałem tę historię Hellboy wskoczył do czołówki moich ulubionych komiksowych bohaterów.

OBUDZIĆ DIABŁA

Druga opowieść tego albumu to Obudzić Diabła. Akcja w głównej mierze rozgrywa się w pobliżu zamku podobno nieśmiertelnego Vladimira Giurescu. Gość jest podobno wampirem i odżywa przy pełni Księżyca. Giurescu jest jednak tylko płotką, ponieważ prawdziwym zagrożeniem dla Hellboya, a przede wszystkim świata jest Grigori Rasputin, rosyjski czarnoksiężnik, który posiadł tajemną wiedzę i chce sprowadzić na nasze głowy mityczny Ragna Rok (tak, pisany w ten sposób).

Obudzić Diabła w 1997 roku otrzymało Nagrodę Eisnera, czyli największe wyróżnienie jakie może otrzymać twórca komiksu (taki branżowy Oscar). I nic dziwnego, ponieważ jest to genialna opowieść, pełna zwrotów akcji, nieszablonowych rozwiązań i fantastycznie pokręconych postaci. Jest tutaj dosłownie wszystko, czego oczekujemy od dobrego komiksu. Trudno o coś, co byłoby lepszą esencją twórczości Mignoli.


Oddzielny akapit dotyczy samej prezentacji komiksu. To wydanie zostało posiada twardą, miłą w dotyku czarną oprawę ze złotymi napisami. Fantastycznie wygląda na półce. W środku zaś zachwycają rysunki i bardzo specyficzne nakładane kolory. Kadry są dość oszczędne w szczegóły, ale z każdego z nich wylewa się swoista posępność kipiąca od oryginalności. Tego typu minimalizm na swój niebywały urok, a kolory tylko potęgują wrażenie. Raz całe stronice skąpane są w odcieniach czerni, innym razem dominuje zieleń, a jeszcze innym wszystko przedstawiono w czerni i bieli. W zasadzie przed zmianą strony możemy być pewni tylko jednego – Hellboy zawsze jest krwistoczerwony i mocno akcentowany na pierwszym planie. Prawdziwe dzieło sztuki.

Same zachwyty, ale nie mogło być inaczej. Hellboy Tom 1 zawiera dwie świetne opowieści i naprawdę próżno szukać czegoś o podobnym klimacie i równie dobrym wykonaniu. Pewnie mógłbym coś skrytykować, ale nie miałoby to sensu, ponieważ jest to komiks, który poznać powinien każdy. Każdy!

AMAZING SPIDER-MAN TOM 2: PRELUDIUM DO SPIDERVERSUM – Recenzja

Peter Parker na dobre powrócił i znów przywdział strój Spider-Mana. Recenzowany jakiś czas pierwszy album nowej serii (pt. Szczęście Parkera) okazał się bardzo fajną rozrywką dla każdego fana Pająka. Jednak dopiero w Preludium do Spiderversum wszystko staje na głowie i szykuje nas na wielkie wydarzenia w przyszłości!

Na album składają się zeszyty Amazing Spider-Man #7-8, Superior Spider-Man #32-33 oraz zeszyt wydany z okazji Free Comicbook Day (Dnia Darmowego Komiksu). Tom zawiera zeszyty z dwóch różnych serii, a przede wszystkim stanowi wstęp do Spiderversum, którego premiery oczekujemy w pierwszych miesiącach przyszłego roku.

Pierwsze dwa zeszyty to ciąg dalszy perypetii Petera Parkera, który po długiej nieobecności wciąż próbuje odnaleźć się sytuacji do jakiej doprowadził Otto Octavius, gdy przejął jego ciało. Peter wciąż nie ma zbytniego pojęcia, jak prowadzić wielką firmę oraz jak dzielić swoje obowiązki. Otto nie zawracał sobie głowy pomniejszymi przestępcami, a Peter nie może znieść myśli, że musi iść na korporacyjne spotkanie, gdy właśnie ktoś komuś ukradł torebkę. Na domiar złego ma na głowie Silk przy, której nie może powstrzymać swoich instynktownych żądzy. W zeszytach pojawia się również Kamala Khan, Ms. Marvel, która jest postacią przezabawną i świetnie współpracuje ze Spider-Manem.

Prawdziwy wątek główny miga pomiędzy poszczególnymi stronami pierwszych dwóch zeszytów. Gdzieś pomiędzy wymiarami i liniami czasowymi egzystuje Karn, ubrany w dziwną maskę człowiek, który energię życiową czerpie z zabitych Spiderów w najróżniejszych światach. Karn bez żadnego problemu może odwiedzić każde miejsce w czasoprzestrzeni, a ponadto dysponuje mocą, którą może zgładzić każdego superbohatera. Tym samym w historię wplątuje się Otto Octavius (Superior Spider-Man), który pojawiając się w 2099 roku wpada na trop Karna i postanawia zbudować wielką drużynę Spider-Manów z całego multiversum. W skład wchodzą wszelkie odmiany Petera Parkera, których historia potoczyła się inaczej niż ta dobrze nam znana.

Preludium do Spiderversum, jak sama nazwa wskazuje jest jedynie wstępem do głównych wydarzeń największego eventu w dziejach Pająka, co nie znaczy, że jest nudno. Slott przedstawił nam kilkanaście odmiennych światów i kilku bardzo różniących się od siebie Spider-Manów. Samo kompletowanie drużyny zostało przedstawione w bardzo fajny sposób, bo za jednym zamachem poznajemy origin Spider-Mana z innego świata oraz to, jak ten świat wygląda i jakimi prawami się rządzi.

Warto sięgnąć po Amazing Spider-Man Tom 2: Preludium do Spiderversum. Jeśli samo nadchodzące wydarzenie będzie tak dobre, jak wstęp to historia wskakuje na szczyt najbardziej oczekiwanych komiksów. Jest dramaturgia, jest, multum postaci, jest humor oraz świetne rysunki. Bardzo, ale to bardzo dobre!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont

ZNAJDŹ MNIE

898FaniLubię to
49ObserwującyObserwuj
64ObserwującyObserwuj
220ObserwującyObserwuj

Polecane