Rano praca, popołudnia i wieczory z dziewczyną, w nocy sesje Mass Effect 2, a jeszcze chciałoby się coś poczytać… Zdarzają się luźniejsze chwile w pracy, lub wieczory bez grania na konsoli, więc w czwartek kupiłem nową książkę Dana Browna „Zaginiony Symbol„. Kilka postów wcześniej wspomniałem, że książkami zainteresowałem sie po przeczytaniu „Kodu Da Vinci”. Ta książka przedstawia dalsze przygody profesora Harvardu Roberta Langdona. Tym razem nie zaczyna się od trupa ale też podobnie. Specjalista od symboli Langdon na prośbę swojego przyjaciela bogatego masona Petera Solomona przybywa do Waszyngtonu aby wygłosić wykład odnośnie symboliki masońskiej. Przybywając do Kapitolu zastaje na miejscu ku swojemy zdziwieniu tylko odciętą dłoń przyjaciela z wytatuowanymi znakami oraz sygnetem rodu Solomona na palcu…

Od tego miejsca fabuła nabiera pędu. Tak jak poprzednio akcja dzieje się w krótkim przedziale czasu (12 godzin). Pełno zwrotów akcji i zakręconych zagadek, które tak bardzo przypadły mi do gustu w poprzednich dwóch książkach.
Największą wadą książki jest jej powtarzalność. Wspomniałem, że tym razem nie zaczyna się od trupa ale odcięta dłoń to rekompensuje. Przeciwinikiem Langdona jest wytatuowany Mal’akh, tak samo skrzywiony koleś jak Sylas z Kodu… czy asasyn, którego imienia nie pamiętam z Aniołów i Demonów. W Aniołach i Demonach mieliśmy Vittorię Vetrę, córkę zabitego na początku naukowca, w Kodzie DaVinci Sophie Neveu, wnuczkę zabitego Souniere’a, a tutaj niespodzianka…? Nic z tych rzeczy, jest siostra właściciela dłoni Petera Solomona. Tani chwyt i za trzecim razem nie bardzo można przymknąć na to oko.

Znów książka zawiera mnóstwo opisów historycznych, które w zdecydowanej większości są zebranymi przez autora bzdurami. Mi osobiście to nie przeszkadza, ponieważ nie znam się na historycznych dziejach loży masońskiej i fajnie mi się to czytało. Nie można oczywiście traktować tego serio jak zrobiło to wiele osób po lekturze Kodu… Należy brać to za czystą rozrywkę, a nie odkrywcze fakty dotyczące Jerzego Waszyngtona i spółki.

Mimo niedociągnięć, wtórności i pewnego rozczarowania (inaczej sobie to wyobrażałem) polecam Zaginiony Symbol jako czystą rozrywkę. Akcja jest naprawdę wartka i może nie ma aż takich zwrotów jak w Aniołach i Demonach, które swoją drogą były świetne i końcówka potrafiła zamieszać w głowie, to jednak nikt się nie zmęczy czytając te 600 stron.

Ocena ogólna 7/10

  • FABUŁA - /10
    0/10
  • RYSUNKI - /10
    0/10
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
    0/10

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.