Zmusiłem wczoraj żonę na nocny wypad do kina. 21.30 to dość późna pora na kinowy seans, ale jeśli nie było czasu wcześniej to niestety trzeba się dostosować. Musiałem użyć małego szantażyku ponieważ żona nie za bardzo przepada za filmami 'zabili go i uciekł’, ale po dwudziestu minutach została wciągnięta w wir akcji. Mission Impossible: Ghost Protocol to najlepszy film w gatunku od pamiętnej części pierwszej! To co dzieje się podczas ponad dwugodzinnego seansu zostanie w głowach na długo. Film zawładnął mną kompletnie, więc ta recenzja będzie bardzo subiektywna i zapewne mało obiektywna. Zapraszam do rozwinięcia.
 
Cała fabuła jest do bólu sztampowa. W wyniku intrygi w powietrze zostaje wysadzony Kreml (?!), a winą zostaje obarczony niestrudzony agen Ethan Hunt (Tom Cruise) i organizacja IMF. W konsekwencji prezydent USA wprowadza Ghost Protocol co oznacza odcięcie się rządu od IMF oraz wpisanie agentów na listę potencjalnych terrorystów. W ten sposób Hunt, a wraz z nim dwójka innych agentów: Jane Carter (Paula Patton) oraz Benji Dunn (Simon Pegg) i analityk Sekretarza Obrony Brandt (Jeremy Renner) na własną ręką muszą uniknąć zdeterminowanych Rosjan i dowieść swojej niewinności… no i jeszcze uchronić świat przed wojną nuklearną. Nie ma co się dalej rozpisywać, ograne, spodziewane i niezbyt wyszukane zwroty akcji to tutaj chleb powszedni.
Co z tego, że to fabularny crap jeśli nie można oderwać wzroku od ekranu? Film jak pisałem na wstępie trwa trochę ponad dwie godziny i praktycznie każda jego minuta to ocierająca się o geniusz akcja. Wyjątkiem jest jedna nudnawa rozmowa w drugiej części filmu, ale można potraktować ja jako chwilę oddechu.
Konstrukcja scen akcji, o których wspominam od początku jest na prawdę niesamowita. Hasło przyświecające tej odsłonie MI to jak widać na plakacie No plan. No backup. No choice (bez planu, bez wsparcia, bez wyboru) i dzięki temu ogląda się to tak dobrze. Wszystkie plany i pomysły bohaterów mają sprawiać wrażenie wymyślanych na bieżąco. Nie ma, więc wielkiego opanowania agentów jakie widzieliśmy w MI2 i MI3. Co chwila coś się psuje, pojawia się coś niezapowiedzianego i trzeba improwizować. Używane podczas wykonywania misji gadżety są niekiedy tak nierealne, że aż śmieszne, ale jednak bawią oko.
Niesamowitości dodają miejsca akcji. Na początek rozróba w więzieniu w Budapeszcie, potem infiltracja Kremla. Dalej mamy Dubaj, a w nim największy budynek świata Burj Khalifa i zapierająca dech w piersiach wspinaczka Hunta kilkaset metrów nad ziemią. Wreszcie Bombaj i fantastyczny pojedynek w najnowocześniejszym garażu świata. Obłęd!

Bohaterowie są tak bardzo szablonowi, jak tylko można sobie wyobrazić. Ethan Hunt – profesjonalny, zadufany w sobie, nieufający zbyt wielu osobom superman. Jane to kobieta, która musi uwierzyć w siebie i poradzić sobie ze stratą. Benji to zespołowa maskotka i żartowniś, tutaj Simon Pegg spisuje się znakomicie. Lubię tego aktora, zawsze sprawia wrażenie zabawnego gościa. Brandt natomiast ma pewną tajemnicę, której boi się wyznać przyjaciołom. Szablon za szablonem, ale dzięki postaci Benji’ego i kilku gierkach słownych Brandta film zyskuje zastrzyk humoru, którego bardzo potrzebował. W kilku momentach na prawdę szczerze się śmiałem i za to kolejny plus. 

Jeśli masz wolny wieczór zdecydowanie warto wybrać się na Mission Impossible Ghost Protocol. W kategorii kina rozrywkowego jest to dla mnie drugi najlepszy film 2011 roku, zaraz za Incepcją i troszkę przed Sherlock Holmes: Gra Cieni. Pozytywne wrażenia gwarantowane!

Poprzedni artykułImmortals – Recenzja
Następny artykułThe Avengers 3D – Recenzja
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię