Tej premiery nie mogłem odpuścić! Choć wiedziałem, że film żadnym arcydziełem nie będzie. Że nie powali mnie zwrotami akcji. Że nie będę zachwycał się wewnętrznymi rozterkami bohaterów. Wiedziałem to wszystko, a jednak czekałem jak głupi na możliwość wybrania się w końcu do kina. I wiecie co? Jestem szczęśliwy, że to obejrzałem! W rozwinięciu moje wrażenia.
Niezniszczalni 2 (The Expendables 2) jak już chyba każdy wie jest hołdem w stronę kina akcji lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Przy pierwszym filmie udało się zebrać największe ikony filmów typu 'zabili go i uciekł’. Tym razem liczba dawnych nieco zapomnianych gwiazd jest jeszcze większa. I to jest największa siła tego filmu. Zaznaczam od razu, że wybierając się do kina najlepiej znać się na filmach pokroju Rambo, Szklana Pułapka, Terminator, Komando, Transporter, Romeo musi umrzeć i tak dalej. Praktycznie przez całe 90 minut atakowani jesteśmy nawiązaniami do dokonań każdego z aktorów, ale po kolei.

Fabuła jest do bólu sztampowa, ale przyda się lekki zarys. Grupa najemników, którym przewodzi Barney Ross (Sylvester Stallone) wykonując zadanie dla pana Church (Bruce Willis) traci jednego ze swoich, a także cenny ładunek. Wiadomym jest, że wyznacznikiem kolejnych scen będzie pragnienie zemsty oraz konieczność odzyskania bardzo ważnego przedmiotu nie cackając się z napotkanymi przeciwnikami. Stąd też kapitalne hasło w wykonaniu Sly’a, które powtarzałem pod nosem przez cały weekend: track’em, find’em, kill’em!

Film w porównaniu do poprzedniej części, aż kipi od akcji. Zanim pojawił się na ekranie tytuł filmu padło około 200 trupów, dosłownie. I tak jest praktycznie przez cały czas. Strzelanie, wybuchy, latające członki, hektolitry krwi. Co najważniejsze każda z postaci/ikon ma swoje pięć minut. I tak oglądamy brutalnego Sly’a grającego postać zdecydowanie wzorowaną na Rambo. Statham i Jet Li walczą w stylu postaci ze swoich wielu podobnych filmów. Jean Cloude Van Damme jako główny zły Vilain (słowo Villain przez dwa 'l’ oznacza łotr/czarny charakter) wykorzystuje kopniaki z wyskoku jak robił to w Krwawym Sporcie czy Kickboxerze. Bruce Willis jako pan Church w stylu Johna McClane dogaduje Arnie’mu. Ten z kolei jest parodią Terminatora i nie omieszka wspomnieć, że jeszcze tutaj wróci lub wrócił. Dolph Lundgren, czyli filmowy Gunner ma magistra z chemi, a jak wiadomo aktor jest doktorem chemii. Jednak to chyba Chuck Norris spowodował, że szczerzyłem się najbardziej. Jego Booker (przy wymawianiu brzmi podobnie do Walker, ale to może doszukiwanie się podobieństwa na siłę :)) wśród najemników to żywa legenda. Same jego pojawienie się w na ekranie to już parodia, a nie zapomina nawet przytoczyć żartów o Chucku.
Najbardziej cieszy autoironia aktorów. Chłopaki jadą po sobie równo. Utarczki słowne, których jest na prawdę sporo są zrealizowane świetnie, a ilość 'mrugnięć’ do widza jest olbrzymia. Rozmowa Willisa ze Schwarzenegerem wykorzystująca ich najsłynniejsze kwestie jest przezabawana, a zarazem wskazująca na ogromny dystans aktorów. Jest tego oczywiście więcej. Jason Statham w filmie nazywany jest Christmas. Ja to rozumiem jako grę słów. Jako jeden z nielicznych gra w nowych filmach, więc w ten sposób ironicznie nazywany jest gwiazdką (Christmas – gwiazdka, star – gwiazda). Z resztą utwierdza mnie w tym zdanie jednego z bohaterów ’w tym roku gwiazdka przyszła wcześniej’. Ten sam aktor po walce na pięści z kastetami po wszystkim stwierdza, że ’nic nie przebije klasyki’, co ewidentnie odnosi się pośrednio do tego gatunku filmów.
Jak wspomniałem na początku trzeba do filmu podejść z odpowiednim nastawieniem. Osobiście wspomniane wcześniej tytuły rządziły moim dzieciństwem dlatego wyłapałem wiele smaczków, których na przykład nie zauważyła moja żona (mimo wszystko film też jej się podobał). Rozpisałem się, ale warto było, bo z czystym sumieniem polecam wybranie się do kina na Niezniszczalni 2, czy jak kto woli Expendables 2 (przyzwyczaiłem się do polskiego tytułu, bo oryginał trudno jest przetłumaczyć, żeby miało sens na plakacie filmowym). Jeśli jesteście spragnieni ciągłego strzelania, wybuchów i prawdziwych twardzieli, a nie jak ktoś powiedział metroseksualnych facetów w kalesonach łażących po ścianach to jest to film dla Was. A jeśli tak jak dla mnie byli oni bohaterami dzieciństwa to po prostu musicie to obejrzeć!
  • FABUŁA - /10
    0/10
  • RYSUNKI - /10
    0/10
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
    0/10

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358
Poprzedni artykułMroczny Rycerz Powstaje – Recenzja
Następny artykułLooper – Recenzja
Adam Grochocki
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.