Przyszedł czas na uporządkowanie wszystkich notatek i zakończenie mojego poradnika walk z bossami Dark Souls. Tutaj i tutaj są odnośniki do poprzednich dwóch części poradnika i nie przedłużając za wszelką cenę zapraszam do rozwinięcia w celu zapoznania się z ostatnią partią bossów, z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć w Dark Souls!


FOUR KINGS (New Londo Ruins)
Żeby w ogóle dostać się do tego bossa straciłem sporo godzin. Nie miałem pojęcia co trzeba zrobić i musiałem sprawdzić w internecie. Okazuje się, że po zabiciu wilczycy Sif dostajemy pierścień i ten pierścień musimy mieć na sobie aby dostać się do miejsca, w którym przesiaduje boss. W New Londo Ruins na niższym poziomie znajdują się owalne schody, kończą się w pewnym momencie i widzimy otchłań. Trzeba założyć Ring Covenant of Artorias i dopiero teraz skacząc dotrzemy do miejsca z bossem (jakaś ciemna otchłań czy coś w tym stylu).
Four Kings to prawdziwy wrzód na tyłku, ale można go szybko rozwalić. Najważniejsze w tym celu jest posiadanie zestawu zbroi Havela – opcjonalnego bossa, o którym pisałem w poprzedniej części poradnika (rycerz z wielką maczugą w miejscu łączącym Undead Shrine z Darkroot Basin). I chociaż moja postać nastawiona była na zręczność to w tym przypadku trzeba zachować się jak prawdziwy tank!
Zakładamy cały Havel’s Set, olewamy tarczę, a oburącz trzymamy dość mocną broń. W moim przypadku była to Lightning Spear +2 bądź +3 nie pamiętam dokładnie. Gdy pojawimy się w otchłani biegniemy od razu do bossa, uważając na staminę. Wciskamy namierzanie i pakujemy ile wlezie. Nie zawracamy sobie głowy unikami, tylko bierzemy wszystko na klatę (oczywiście potrzeba trochę mikstur leczących).
Po paru chwilach pojawi się drugi identyczny stwór, ale trzeba go zignorować i wykończyć pierwszego. Po zniknięciu biegniemy jak najszybciej do następnego, aby zabić go przed pojawieniem się kolejnej wersji. Chyba ostatecznie zabiłem jak nazwa wskazuje cztery wersje Four Kings zanim walka została uznana za zakończoną.
PINWHEEL (The Catacombs)
Pinwheel powiem szczerze nawet nie wiedziałem, że jest bossem. Wygląda na to, że jest podatny na ataki błyskawicami bo posiadając Lightning Spear + ileś tam walczyliśmy może z 15 sekund. I nie za bardzo wiem co napisać w jego sprawie… Potrzebujemy broń zadającą obrażenia elektryczne, biegniemy do przodu i pakujemy aż padnie. Cienias.
GRAVELORD NITO (Tomb of Kings)
Dochodząc do Nito chyba każdy zdołał się już zorientować, że do zabicia szkieletów należy posiadać broń Divine. Przyda się także i tym razem. Nito przywołuje dość sporo szkieletów, które zaatakuję zanim zdąży do nas dojść po pojawieniu się na arenie. A właśnie! Po wejściu na arenę należy zostać na miejscu. Nito jest wielki, ale za to powolny i niech sam do nas dojdzie. Czas zanim się zbliży można wykorzystać na wybicie szkieletów z pierwszej fali. Nieraz atakuje kolcami z daleka, ale można tego uniknąć i skupić się na wkurzających kościotrupach.
Gdy Nito się zbliży najlepiej użyć namierzania i krążyć wokół niego zadając ciosy, najlepiej oburącz (ja znów naparzałem go włócznią, ale nie zadawała mu dodatkowych obrażeń, więc jego słabością nie jest elektryczność). Co jakiś czas trzeba sprzątnąć kilka szkieletów (divine) i uniknąć ataku obszarowego, ale nie jest to trudne. Walka nie jest trudna.
CEASELESS DISCHARGE (Demon Ruins)
Zaraz na początku Demon Ruins musimy zmierzyć się z Ceaseless Discharge. Wielki, straszny, silny i… banalnie prosty boss. Dobra przesadzam, nie jest może banalny, ale można zastosować pewien trick. Ktoś może powiedzieć, że oszustwo, ale jeśli ktoś doszedł aż tutaj to i tak jest twardzielem, a w Dark Souls nie ma miejsca na fair play.
Co robić? Zaczynamy walkę, przyciągamy uwagę stwora i wywabiamy go do zamglonego przejścia, którym przyszliśmy. Stojąc przy mgle czekamy aż się zbliży na wyciągnięcie miecza. Naparzamy w rękę aż spadnie w przepaść. W tricku chodzi o to, że przy zamglonym przejściu potwór utrzymuje się tylko krawędzi, nie ma na czym się oprzeć, gdy go zranimy. I to by było na tyle jeśli chodzi o tego bossa.
DEMON FIRESAGE (Demon Ruins)
Google nie pomogło mi znaleźć wyraźnego screena, więc wrzuciłem najlepsze co miałem. Mniejsza z tym, ważna jest taktyka nie jego wygląd.
Co ciekawe na tym etapie gry udało mi się zrobić broń zadającą obrażenia od ognia i dość mocno się zdziwiłem, gdy okazało się, że ognisty potwór otrzymuje więcej obrażeń od broni ognistej niż od mojej elektrycznej włóczni (!). Taką, więc broń polecam. W moim przypadku był to miecz z duszy bodajże Queelag (tej pani z pająku) z atrybutem tylko +1.
Demon robi bardzo duże zamieszanie w tunelu, w którym przyjdzie nam walczyć. Wszystko przez jakieś pnącza/pędy, które niszczy swoją maczugą czy co on tam przy sobie nosi. Zasięg ma dość spory, ma ataki obszarowe, których chyba nikt nie lubi. Najlepszą taktyką jest utrzymywanie się za nim i nawalanie go od tyłu. Raczej nie przyda się namierzanie, bo mimo swoich rozmiarów potwór jest zwinny i szybki, więc często zmienia pozycję, a automatyczne namierzanie nieraz wariuje. Troszkę cierpliwości i boss padnie po paru seriach.
CENTIPEDE DEMON (Demon Ruins)
Największym problemem w tej walce jest lawa. Stonoga z łatwością pocina po rozżarzonej powierzchni, my natomiast giniemy dość szybko. Warto załadować trochę leczących flaszek przed przystąpieniem do walki.
Najpierw po pojawieniu się na arenie zasuwamy wzdłuż prawej ściany. Będzie tam dość wygodna wysepka, zupełnie wystarczająca do pokonania bossa. Jak potwór dotrze na miejsce trzeba będzie blokować jego ciosy i zbliżać się do niego. Najlepiej wejść pod stwora, włączyć pod nim namierzanie i atakować nogi lub ogon. Jeśli ogon odpadnie, dobijamy go i zachodzimy stonogę od tyłu. Krótka seria i potem powtarzamy kolejność. Nie będzie trudno, gdy już nauczymy się jego zachowań.
THE BED OF CHAOS (Lost Izalith)
Najdziwniejszy boss w grze. Coś w rodzaju żyjącego drzewa. Dziwny jest dlatego, że po pierwsze wygląda dziwnie (geniusz…), a po drugie walka z nim ma niestandardowy przebieg. Co najciekawsze postępy w walce zapisują się i po śmierci można kontynuować od pewnych nazwijmy to checkpointów. Ale po kolej.
Warto ubrać coś lekkiego, co nie będzie spowalniało naszych ruchów, olewamy obronę. Po zjechaniu zboczem biegniemy przy lewej stronie do żółtej bańki. Boss będzie uderzał gałęziami, więc trzeba uważać. Jeśli uda się wskoczyć w bańkę uderzamy w rdzeń, aż zostanie zniszczony. Po zniszczeniu najprawdopodobniej czeka nas śmierć… Potem zasuwamy od ogniska do znów do bossa i pozostaje prawa strona. Po zniszczeniu rdzenia z bańki bossowi wyrosło długie ramię, którym niszczy posadzkę i bardzo łatwo można spaść w przepaść. Są to najtrudniejsze fragmenty, bo jak wiadomo manewrowanie postacią w DS jest toporne, a kilka razy trzeba zmienić kierunek biegu lub przeskoczyć rozpadlinę. Jak uda się doskoczyć do bańki to rozwalamy rdzeń i…  zapewne zgon.
Po powrocie musimy dostać się do serca demona, czyli lecimy na wprost. Bardzo bolesny bywa atak obszarowy ogniem, więc wypada założyć coś co zapewnia ochronę przed ogniem. Po zbliżeniu się do potwora zapadnie się ziemia i wylądujemy na korzeniach. Trzeba szybko dostać się do jego wnętrza. Tutaj po ataku obszarowym bardzo łatwo zginąć, więc trzeba działać szybko. Gdy uda się dobiec do wejścia szybko rozwalamy gałęzie, uważając na staminę of course. Wreszcie po dotarciu do serca walimy wszystkim co mamy i w końcu walka zostaje zakończona.

Dziki (Duke’s Archives)

Przechodząc z Anor Londo do Duke’s Archives musimy zmierzyć z silniejszymi odmianami dzika z Undead coś tam. Dziki są dwa, ale w bezpiecznych odstępach, więc w danym momencie walczymy z jednym. Utrudnieniem pomijając opancerzenie knura są ciasne korytarze. Trzeba dość uważnie manewrować żeby nie dać się przyszpilić przy ścianie. Uważamy oczywiście na staminę, bo blokowane ciosy zabierają jej sporo i konsekwentnie kontrujemy.

SEATH OF SCALELESS (Duke’s Archives oraz Crystal Cave)

Z tym bossem przyjdzie nam się zmierzyć dwukrotnie. Za pierwszym razem na bank zginiemy. Kryształowy smok jest w tym momencie nieśmiertelny. Spory spoiler wiem, ale może pomóc zaoszczędzić zebrane dusze. Przed przejściem przez mgłę do bossa należy założyć Rare Ring of Sacrifice. W ciągu gry znajdujemy kilka takich pierścieni. Po śmierci założona sztuka zostaje zniszczona, ale postać nie traci dusz. To jest najlepsze miejsce do wykorzystania pierścienia, ponieważ po śmierci nie wracamy do ogniska, a przenosimy się do innej lokacji.

Starcie drugie (Crystal Cave)

Będąc w Crystal Cave możemy na serio zabrać się za smoka. Ważne, aby założyć coś chroniącego przed klątwą. Pierścień Cursebite (można znaleźć w New Londo Ruins) i jakaś zbroja z wyższym współczynnikiem ochrony przed klątwą mogą być nieodzowne.
Po wbiegnięciu na arenę trzeba zniszczyć cienki kryształ (będzie dobrze widoczny), dzięki temu smok jest podatny na ataki. Najlepszą pozycją jest trzymanie się z boku smoka. Zakładając, że smok jest środkiem tarczy zegara, najlepiej ustawić się na godzinie 4 lub 8. Będziemy wtedy narażeni tylko na ataki bocznym ogonem i ewentualnie co jakiś czas kopnięcie/tupnięcie. Luzik.

GWYN LORD OF CINDER (Kiln of the First Flame)

Ostatni i najpotężniejszy madafaka w całej grze. Jest naprawdę silny, bardzo szybki i nie daje chwili wytchnienia. Najlepsze jest to, że wygląda… normalnie. Oprócz szpanerskiego miecza to taki zwykły, troszkę większy rycerzyk. Założę się, że każdego zaskoczy przy pierwszej walce. A jest przekonany, że podejść będzie więcej niż jedno.
Wcale nie taki groźny, nie?

Broń z obrażeniami od błyskawic nie zadaje mu dużych obrażeń, ale Lightning Spear +5 to jedyna sensowna włócznia, którą posiadałem przed walką, więc jej używałem. Gwyn bardziej podatny jest na ogień, więc drugi slot to miecz (chyba) Furysword z duszy Queelag.
Z tarczami też zastosowałem dwa warianty. Razem z włócznią duża tarcza Eagle Shield +10. Natomiast z mieczem lekka tarcza (tutaj nie jestem pewien bo miałem 3 podobne) Shield +5. Dlaczego lekka? Ponieważ lekką tarczą można parować ciosy, a Gwyn co zaskakujące może być parowany,  a zadawane w ten sposób obrażenia poważnie uszczuplają jego pasek zdrowia. Tutaj zaczęły się schody, ponieważ przez całą grę nie wykorzystywałem parowania, a trzeba do tego mieć wprawę i nauczyć się wyczuwać moment. Polecam osobom, które jak ja nie zajmowały się parowaniem powrót do jednego z pierwszych etapów, gdzie mieliśmy przeciwników z mieczami i trenowanie na nich parowania.

Parowanie jest to pierwszy wariant w jaki pokonać można dość łatwo ostatniego bossa. Osoby, które są biegłe w parowaniu pokonają Gwyna w 3-4 minuty. Poważnie! I to tylko, gdy będzie miał farta (Gwyn, nie gracz). Ja niestety nie byłem, aż tak dobry i kilkakrotnie zostałem ostro sprowadzony do parteru.
Dlatego wykorzystałem nieco mieszaną taktykę. Aby to dość prosto opisać zerknijcie na screen niżej.

po wejściu na arenę ten głaz będzie po lewej

Po wejściu na arenę po lewej dość blisko gracza stoi sporawy głaz. Należy podbiec za ten głaz, aby zasłaniał nam Gwyna. Ten wykorzysta swój silny atak z wyskoku. Dzięki skale i profilaktycznie podniesionej tarczy nie powinien nas tknąć. Mając tarczę, która absorbuje dużo obrażeń nie spalając całej staminy (np. Eagle Shield +10) możemy krążyć wokół skały kontrując jego ciosy włócznią. Włócznią dlatego, że jest to najbezpieczniejsze. Niestety wymaga to ciągłej uwagi i dość dużo czasu. Przed graczem i Gwynem bezwzględnie cały czas musi być skała. W innym przypadku po serii jego ciosów spalimy całą wytrzymałość i potem do piachu.
Po kilku próbach nauczyłem sprawnie przełączać uzbrojenie i co jakiś czas próbowałem wykorzystać parowanie, aby zabrać mu więcej energii. Dzięki takiej taktyce Gwyn w końcu padł i mogłem obejrzeć zakończenie gry.

To już koniec poradnika, a raczej opisu mojej przygody z bossami Dark Souls. Gra dostarczyła mi bardzo dużo frajdy, a jej ukończenie uważam za bardzo duży sukces. Polecam każdemu eksperymentowanie z bossami, bo nic tak nie cieszy jak ubicie skubańca według własnego przepisu.