W zeszłym roku Capcom dał wielką plamę wydając Resident Evil 6. Grę, która chciała zadowolić każdego, a nie zadowoliła nikogo, a przynajmniej nie wyobrażam sobie, że ktoś mający styczność z serią uznał RE6 za tytuł co najmniej niezły. W ramach pokuty dokonano konwersji uznanego  na Nintendo 3DS Resident Evil Revelations na duże konsole i pecety. Miałem okazję zapoznać nim zapoznać i oto moje wrażenia.
Na początek przyznam, że za bardzo nie wiem, gdzie chronologicznie znajduje się Revelations. Wszystko wskazuje na to, że gdzieś pomiędzy RE3, a RE4. Jill Valantine i Chris Redfield są jeszcze partnerami (ostatnim razem miało to miejsce w pierwszej części) i pracują w organizacji BSAA (Bioterrorism Security Assessment Alliance, ehh te japońskie nazwy organizacji). Jill oraz jej tymczasowy partner Parker wpadają na trop należącego do organizacji terrorystycznej wycieczkowca, który dryfuje gdzieś na Morzu Śródziemnym.
Cała właściwa akcja rozgrywa się na wspomnianym statku wycieczkowym o nazwie Queen Zenobia i jest to fantastyczny pomysł! Dzięki takiemu zabiegowi mamy namiastkę legendarnej już rezydencji w okolicach Racoon City czy posterunku R.P.D. z części drugiej. Jest tutaj wiele pokładów o różnym klimacie i wystroju. Kajuty załogi, kajuty klasy VIP, oczywiście mostek, promenada(?) i tajne laboratorium, którego w żadnej grze RE nie może zabraknąć.
Parę razy opuszczamy statek, by wcielić się na parę minut w inną postać rozszyfrowującą spisek na innym krańcu globu, czy w retrospekcjach dowiedzieć się czegoś o innych postaciach.

Ogólnie rzecz biorąc fabuła to standard dla serii. Od razu wiadomo kto zdradzi, zła postać przez odpowiednią fryzurę wygląda jak zła postać i tak dalej i tak dalej. Zastanawiam się czy ktoś celowo umieszcza w scenariuszu takie bzdury, czy może kryje się za tym jakaś poważna myśl przewodnia… Nie będę się nad tym rozwodził, bo bądź co bądź dostałem do czego oczekiwałem. Nie mniej, nie więcej.

Pod względem rozgrywki jest to najlepszy Resident Evil od wielu lat! Umieściłbym go tylko troszkę poniżej czwóreczki. Uważam, że jest dokładnie tym czym powinien być RE5 i RE6 – klimatyczną grą z elementami survival horroru.
Jest tutaj wiele chodzenia ciasnymi korytarzami i zwiedzania statku. Nie obyło się bez backtrackingu, ale uważam go tutaj za zaletę. Możemy do woli śmigać przejściami, które udało nam się odblokować/otworzyć/uruchomić po całym statku. Dokładnie tak jak w pierwszych odsłonach serii. Przykładowo idziemy korytarzem do zaznaczonego punktu na mapie, po drodze mijamy drzwi ze znakiem kotwicy, których nie możemy otworzyć nie mając klucza z takim znakiem. Za jakiś czas znajdujemy klucz i możemy wrócić w to miejsce po ciekawe przedmioty lub ulepszenia, o których później. Nie jest to wymagane i jeśli nie chcemy wracać do wcześniej zamkniętych miejsc (o ile nie będzie to celem misji) to nie musimy tego robić. I o to chodzi!
W tej części także można chodzić i strzelać. I wcale się to nie gryzie ze stylem rozgrywki podobnym do początków serii! Postać nie porusza się zbyt szybko, ale to w zupełności wystarcza aby odpowiednio radzić sobie z wrogami. I wcale nie potrzeba systemu chowania się za osłonami z RE6.

Wrogowie to moim zdaniem najsłabszy element gry. Zamiast zombie, las plagas czy majini umieszczono tak zwane B.O.W. (bio organic weapon). Pierwszymi przedstawicielami tej klasy były słynne lickery, więc wiadomo, że chodzi o wszelkiej maści potwory nie mające wiele wspólnego z mutacjami człowieka. I w ten sposób strzelamy do wilków, krwiożerczych rybek akwariowych, skaczących, niewidzialnych predatoro – niedźwiedzi i tym podobnych. Są też człekokształtne odkurzacze (z trąbą zamiast twarzy) w roli standardowego mięsa armatniego. Ja tego nie kupuję i zdecydowanie wolę zombie, tym bardziej, że na tym statku sprawdziłyby się rewelacyjnie.

Revelations jest konwersją z 3DS i pozostawiono modułowy podział rozgrywki. Etapy są krótkie, zakończone cliffhanger’ami, a kolejny epizod rozpoczyna się od serialowego Previously in Resident Evil Revelations… Niby fajne, ale mnie przy epizodach trwających 25 minut rozpraszało. Poza tym grafika odstaje od dzisiejszych standardów. Podczas rozgrywki się tego zbytnio nie zauważa, ale gdy kończąc RE przesiadłem się na Remember Me w oczy rzuciła się kolosalna różnica w oprawie graficznej.
Resident Evil Revelations zaskakuje bardzo pozytywnie. Powrót do korzeni jeśli chodzi o styl rozgrywki to paradoksalnie duży powiew świeżości serii. Uważam, że tytuł powinien kosztować mniej niż 60$, bo mimo dodanego jednego trybu jest to ciągle konwersja z konsolki przenośnej. Gdy konsolowa cena spadnie do 100 zł brać i grać, bo póki co lepszego residenta nie znajdziecie!
PS. Czy tylko ja nie ogarniam jaki sens ma strój do nurkowania, który nosi w paru etapach Jessica  ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.