Capcom zaskoczył mnie zapowiadając nowe IP, a nie kolejną kontynuację czy wariację jednego z ich hiciorów. Co by nie mówić to w ostatnich latach spadli w moim prywatnym rankingu wydawców prawie na samo dno. Poukrywane DLC na płytach, co raz gorsze części Resident Evil skutecznie zrażały mnie do ich produktów. Dopiero co napisałem recenzję bardzo udanego Resident Evil Revelations, a teraz tworzę tekst na temat Remember Me, które udało mi się skończyć podczas wczorajszej ulewy. W recenzji postaram się odpowiedzieć na pytanie, które zadawałem sobie przed zdobyciem gry, czyli czy warto dać za nią 200zł?
Przenosimy się do roku 2048 do Neo-Paryża. Metropolii, która włada korporacja Memorize przechowująca, zmieniająca, modyfikująca ludzką pamięć. Miasto składa się ze wspaniałego Mnemopolis, zamieszkanego przez bogatych i ważnych oraz obrzydliwych slumsów nękanych przez stwory nazwane leaperami.
Główna bohaterka to młoda dziewczyna o imieniu Nilin (uderzająco podobna do Eliki z Prince of Persia). Nilin znajduje się w więzieniu La Bastille, które w ramach odbywania kary usuwa pamięć skazańcom. Dzięki pomocy ‚głosu’ o imieniu Edge dziewczynie udaje się zbiec przed kompletnym wymazaniem wspomnień. Wie jak się nazywa, ale kim jest i co robi dowie się dopiero w trakcie gry, a my mamy jej pomóc.
Co ważne fabułkę udało się całkiem zgrabnie sklecić, nie pozostawia ona niedosytu. Całość została rozplanowana, aby grę uważać za zamkniętą całość. Poruszone wątki zostają wyjaśnione w całości i za to brawa. Opowieść świetnie wpisuje się klimat produkcji. Paryż przyszłości jest piękny i zarazem obleśny, gdy zejdziemy do slumsów. Technologia przyszłości egzystuje obok skupisk biedoty. Daje do myślenia….
Czas na najważniejsze, czy grę samą w sobie. Remember Me nie miał dużej kampanii, więc pewnie przejdzie bez echa. Trochę szkoda bo gra się bardzo przyjemnie nawet mimo małego skomplikowania. Przez 99% czasu gry pocinamy po mieście, wdrapujemy się na budynki i walczymy. Jeśli ktoś pomyślał Enslaved to ma rację.
System wspinania jest banalny i bardzo zautomatyzowany, co dla mnie osobiście jest wadą. Wystarczy naciskanie jednego przycisku i wskazanie kierunku analogiem, a Nilin skoczy, złapie, podciągnie się, wdrapie i tak dalej. Szkoda, że nie pola do popisu graczom, albo przynajmniej wyboru przy poziomie trudności. Żeby było jeszcze słabiej to lokacje są proste jak drut, wszędzie pojawia się wskaźnik celu, a do niego prowadzi tylko jedna droga. Znów szkoda, bo był potencjał na stworzenie fajnych etapów z rozbudowaną eksploracją. Tym bardziej, że grafika jest świetna i bardzo dobrze oddaje klimat Neo-Paryża.
Walka skopiowana została z nowych Batmanów, czyli stosuje aktualnie najpopularniejszą wśród twórców mechanikę. Przeciwnik przed atakiem zostaje podświetlony, więc wciskamy X i unikamy ciosu dalej budując własne combo.
Combo natomiast są całe… cztery! Poważka, i to wykonywane za pomocą dwóch przycisków (kwadrat i trójkąt). Ale jest jedno ale – podczas rozgrywki odblokowujemy tak zwane presseny. Presseny nadają znaczenie każdemu z ciosów składających się na combo.  Najlepiej opisać to przy pomocy screena.
Presseny podzielone są na grupy, pierwsza grupa leczy Nilin, druga zadaje obrażenia, trzecia przyspiesza odnawianie ciosów specjalnych, a czwarta pomaga tworzyć łańcuchy poprawiające obrażenia innych przycisków.
W widoczne po lewej stronie sloty (u mnie wyglądały inaczej, może to zależy od poziomu trudności?) umieszczamy poszczególne presseny tak, aby stworzyć najbardziej dopowiadające nam combo. Przykładowe Combo 1 rozpoczynamy za pomocą Y(na PS3 trójkąt), kolejny Y to już premia do zdrowia, dalej YYX zadają obrażenia i na koniec YY odnawia specjala, a X pomnaża tę wartość.
Mamy dowolność w kreowaniu combosów, musimy jedynie trzymać się schematu kolejności, bowiem w miejsce z szarym Y możemy wstawić tylko presseny z Y, dostępne po prawej. Podczas rozgrywki zbieramy punkty doświadczenia, za które odblokowujemy kolejne presseny, bo początkowe combo może składać się co najwyżej z trzech ciosów.
Opuściłem akapit o grafice, bo chociaż bardzo przyjemna dla oka to jednak nie wyskakuje ponad dzisiejsze standardy.
Przy Remember Me spędziłem bardzo miłe, chociaż krótkie 7 godzin (tyle trwa gra). Tytuł przeskakuje trochę półkę z napisem średniak, ale trzeba też pamiętać, że jest to zabawa na raz. Drugie podejście, przynajmniej w moim przypadku, nie będzie miało miejsca. Mój egzemplarz aktualnie cieszy się sporym zainteresowaniem na gametrade.pl i mam nadzieję, że uda się go upłynnić zanim bardziej spadnie cena.
Pisząc te dwa ostanie zdania mam namyśli to, że jeśli macie wydać na to 200zł to nie warto. Równie dobrze można wynaleźć Enslaved za jakieś 40zł i bawić się równie dobrze lub nawet lepiej. Czekać na obniżkę lub tanie egzemplarze używane.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.