Nigdy nie ukrywałem, że nie przepadam za serialowym uniwersum DC. Ani Arrow, ani Flash, ani Supergirl nie potrafiły mnie do siebie przekonać i utrzymać dłużej niż kilka pierwszych odcinków. Podczas, gdy rozważam zaliczenie Gotham na Netfliksie ląduje premierowa produkcja platformy streamingowej DC Universe. Obejrzałem cały pierwszy sezon, a niżej przeczytać recenzję serialu Titans!

Serial Titans opowiada o drużynie utworzonej przez Dicka Graysona. Dicka poznajemy, gdy pracuje jako detektyw w policji Detroit. Dick ponad rok temu wyjechał z Gotham, ponieważ co raz gorzej dogadywał się z Batmanem i przestał rozumieć metody stosowane przez Mrocznego Rycerza. Rosnąca frustracja sprawiła, że Robin zaczął przekraczać wytyczone przez mentora granice i wyżywać się na przestępcach. Dziś Greyson zajmuje się sprawami kryminalnymi, a nocami rozprawia się z przestępcami na własnych warunkach.

Przeszłość powraca, gdy Dick wpada na Rachel, nastoletnią dziewczynę, która wykazuje się zdolnościami parapsychicznymi. Rachel ścigana jest przez tajemniczą organizację, która nie przebiera w środkach, by zrealizować swoje cele. W międzyczasie w Austrii bez pamięci budzi się Kory. Kobieta wie tylko, że musi odnaleźć Rachel i bardzo szybko odkrywa, że posiada władzę nad ogniem… Losy tej trójki splatają się dość szybko, a po drodze dołącza do nich również zmiennokształtny Gar. Samotnik Greyson musi znów nauczyć się grać w drużynie i wziąć odpowiedzialność za swoich młodszych towarzyszy. Jednocześnie walczy ze swoimi demonami wiedząc, że nie zasługuje by nosić strój Robina.

Fabularnie pierwszy sezon jest dość nierówny. Naprawdę emocjonujące odcinki przeplatają się z nudnymi fillerami. W drugim odcinku Greyson i Rachel odwiedzają dawnych towarzyszy Robina. Hawk i Dove wypadają świetnie, a następnie znikają na kolejne kilka odcinków. Wracają dopiero w epizodzie dziewiątym, gdzie twórcy, nie wiedząc czemu, przedstawiają nam ich historię. Cały odcinek poświęcono dwójce, którą do tej pory widzieliśmy tylko raz… Dziwne, aczkolwiek zakładam, że para powróci w serii drugiej. Pomijając takie wpadki jest naprawdę nieźle. Poszczególne zwroty akcji zaskakują i nie są przy tym specjalnie naciągane. Zabrakło jedynie wyrazistego antagonisty. Upiorna rodzinka szalejąca w pierwszych odcinkach wydawała się strzałem w dziesiątkę, ale później zdecydowano się na kilka udziwnień i przetasowań.

Titans zainteresowało wszystkich fanów DC pierwszym zwiastunem. Zaskakująco brutalna zajawka pełna była krwi, a fragment, w którym Robin mówi „fuck Batman” zrobił wielką furorę. Zapowiadał się konkretny serial dla dorosłych fanów DC. I tutaj też jest różnie. Czasem poszczególne sceny urzekają mrokiem, szokują brutalnymi rozwiązaniami i okraszone są bardzo twardym językiem. Bardzo często po tych scenach pojawiają się bardzo głupiutkie momenty skierowane do nastolatków (np. Gar obawiający się wypicia jednego piwa). Te sceny skutecznie niszczą wczuwkę i pokazują, że twórcy stanęli w dziwnym rozkroku. Jakby nie mogli się zdecydować kto będzie widzem docelowym. Szkoda.

Titans zdało egzamin. Serial cierpi przez wspomniane wyżej decyzje, a także przez stosunkowo niski budżet. Twórcy musieli skorzystać z bardzo prostych i kłujących w oczy CGI jakby skąpiące kasy DC kompletnie nie wierzyło w ten projekt. W ogólnym rozrachunku jest nieźle i z przyjemnością obejrzę kolejną serię. Możecie dać mu szansę.

6/10