Po fali anulacji Jessica Jones oraz Punisher to dwa ostatnie marvelowskie seriale, jakie doczekały się nowych odcinków na Netfliksie. I chociaż ich los jest prawdopodobnie przesądzony nie mogłem odmówić sobie sprawdzenia kontynuacji historii brutalnego mściciela. Jak wypada Punisher w swoim drugim sezonie?

Kolejność oglądania seriali Marvela na Netflixie:
1. Daredevil – sezon 1
2. Jessica Jones – sezon 1
3. Daredevil – sezon 2
4. Luke Cage – sezon 1
5. Iron Fist – sezon 1
6. The Defenders
7. The Punisher – sezon 1
8. Jessica Jones – sezon 2
9. Luke Cage – sezon 2
10. Iron Fist – sezon 2
11. Daredevil – sezon 3
12. The Punisher – sezon 2

Akcja rozgrywa się około rok wydarzeniach z pierwszego sezonu. Frank Castle (Jon Berenthal) nie mogąc zagrzać miejsca wyruszył w bezcelową podróż po Stanach Zjednoczonych. Za sprawą Madani, jej zwierzchników CIA w zamian za „zasługi” zaoferowało mu wolność i wymazanie z akt sprawy Billy’ego Russo. Po wielomiesięcznej tułaczce Frank znajduje nadzieję na zagrzanie miejsca w niewielkiej miejscowości w stanie Ohio. Poznaje tam Beth, którą spędza naprawdę udany czas. Niestety Frank stając w obronie pyskatej nastolatki staje się celem bliżej niezidentyfikowanych, bardzo wpływowych ludzi. Punisher musi wrócić do tego, co robi najlepiej i zostawić za sobą kolejne stosy trupów. Tymczasem w Nowym Jorku do sprawności fizycznej dochodzi Billy Russo. Lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie, a później na jakiekolwiek funkcjonowanie, a Russo stopuje jedynie utrata pamięci. Nie pamięta kilku ostatnich lat życia, w tym wydarzeń jakie doprowadziły go do takiego stanu.

Trzy pierwsze odcinki to prawdziwy majstersztyk. Akcja pędzi na łeb na szyję, Frank wraca do swojej morderczej formy, a całość trzyma w ciągłym napięciu. Kulminacją tego pierwszego aktu jest odcinek rozgrywający się w na małym posterunku oblężonym przez dziesiątki uzbrojonych po zęby najemników. Jest moc!

Niestety kilka kolejnych epizodów straszy nudą. Akcja przenosi się do Nowego Jorku, gdzie Frank próbuje ochronić nastolatkę i jednocześnie dorwać Russo. Problem w tym, że przez większość czasu nie dzieje się zupełnie nic. Frank i Amy (Giorgia Whigham) ciągle się spierają, docierają i znów spierają, Madani nie wie czego chce, a po znakomitej akcji nie pozostaje ślad. Rozumiem, że scenarzyści chcieli uczłowieczyć Punishera, sprawić, że widzowie będą próbowali zrozumieć jego metody i tak dalej. Ale nie musieli przy tym rezygnować z najbardziej rozpoznawalnej cechy tej postaci, czyli braku jakiegokolwiek współczucia dla przestępców.

Na szczęście po 3-4 bardzo nudnych odcinkach następuje przełom. Intryga się zagęszcza, zaczynamy rozmieć o co w tym wszystkim chodzi i jaka w tym wszystkim jest rola nastolatki. Scenarzyści łapią drugi oddech i nie odpuszczają do samego finału. Finału bardzo satysfakcjonującego i napisanego tak, że może on zakończyć serial, jeśli Netflix skasuje swój kolejny hit.

Czas przyjrzeć się czarnym charakterom. O Billym Russo pisałem wyżej. Wraca bez pamięci, szuka swojego miejsca w świecie, a pomaga mu w tym jego terapeutka, dr. Krista Dumont. Gdy dowiaduje się, co go spotkało i dlaczego, wpada w niekontrolowany szał. Niestety scenarzyści nie zdecydowali się zbliżyć go do komiksowego odpowiednika, który przyjął ksywkę Jigsaw przez bardzo zmasakrowaną twarz. Serialowy Russo rozpacza na temat swojej facjaty, a w rzeczywistości posiada tylko kilka blizn. Trochę się tym rozczarowałem.

Znacznie ciekawszą postacią okazuje się tajemniczy John. Facet ubierający się niczym pastor, który w imię wiary masakruje wrogów, by osiągnąć cel. Historia Johna jest szalenie ciekawa, ale tylko niektóre wydarzenia z jego życia prywatnego i przeszłości poznajemy za pomocą flashbacków. Aby poznać go lepiej należy uważnie śledzić dialogi i w ten sposób stworzyć jego jakże interesującą genezę. John swoim spokojem przeraża, gdy tylko pojawi się na ekranie i spokojnie mógłby pociągnąć ten sezon bez Russo.

W ogólnym rozrachunku drugi sezon Punishera wypada nieźle. Gdyby scenarzyści mieli do zagospodarowania dziesięć, a nie trzynaście odcinków nie musieliby wypychać ich kompletnie niepotrzebnymi wątkami i mogliby skupić się na esencji serialu. Niemniej, gdy seria łapie drugi oddech wynagradza nam przynudzanie pomiędzy czwartym, a siódmym odcinkiem. Odpalajcie i przekonajcie się sami.