Hiszpański fenomen, który podbił serca widzów na całym świecie doczekał się trzeciej serii. Serii, która miała przedstawić zupełnie nową historię i stanąć przed wyzwaniem logicznego związania akcji po niezostawiającym wątpliwości finale serii drugiej. Recenzja serialu Dom z Papieru: Część 3.

Dwa lata w raju

1. Dom z Papieru Część 1
2. Dom z Papieru Część 2
3. Dom z Papieru Część 3
4. Dom z Papieru Część 4 (2020)

Od spektakularnego skoku na hiszpańską mennicę minęło dwa i pół roku. Członkowie gangu podzieleni na dwójki wiodą spokojne życia, ale ze względu na międzynarodowe listy gończe nie szaleją z wydawaniem skradzionej fortuny. Jednakże nic nie mogło trwać wiecznie. Znudzona życiem na cudownej, niemalże bezludnej wyspie Tokio wyjeżdża poszaleć, a zazdrosny Rio popełnia niewybaczalny błąd – dzwoni do niej z rzekomo niewykrywalnego telefonu satelitarnego. W efekcie zostaje pojmany, a Tokio zmuszona do ucieczki. Targana poczuciem winy zwraca się o pomoc do Profesora. Ten wraz z Raquel, jej córką i matką spędza cudowny czas gdzieś w Tajlandii. Jednak na wieść o aresztowaniu Rio postanawia pomóc chłopakowi i raz jeszcze zbiera drużynę.

Nowy plan, nowy zespół

Do Profesora, Tokio, Denvera, Nairobi i Helsinki dołączają Mónica Gaztambide jako Sztokholm oraz Raquel Murillo jako Lizbona. To jednak nie koniec, ponieważ nowy plan potrzebuje świeżej krwi. Dołączają Palermo – dawny kumpel Profesora i Berlina, mistrz spawalnictwa Bogota oraz milczący Marsylia. A plan? Gang nie tylko chce uwolnić Rio, ale też, a może przede wszystkim, ukraść złoto składowane w Narodowym Banku Hiszpanii. Tylko, czy to kolejny, dopracowany w najmniejszych szczegółach plan, czy desperacka próba odegrania się Profesora za śmierć Berlina.

Część 3 Domu z Papieru składa się z ośmiu odcinków. Niestety tak, jak w przypadku pierwszej i drugiej części fabuła urywa się w krytycznym momencie, a na wszystkie wyjaśnienia przyjdzie nam jeszcze sporo poczekać. Szkoda, że zdecydowano się na powtórzenie tego zabiegu, tym bardziej, że Netflix wykupił prawa do marki i nie musiał oglądać się na hiszpańską telewizję, która dostarczyła historię napadu na mennicę.

Mając z głowy tę niedogodność należy wspomnieć, że… to dalej ten sam serial, który tak nas wszystkich wciągnął. Plan wykradzenia narodowych rezerw złota jest nam przedstawiany stopniowo. Co pewien czas dostajemy wspominki z okresu przygotowań, gdy Profesor przedstawiał swoim ludziom sposób na rozwiązanie możliwych problemów. Bawi to równie mocno, co poprzednio.

Plan (nie)idealny

Tym razem jednak dochodzą nowe zmienne w postaci niedopracowanego planu. Kradzież złota Profesor, Berlin i Palermo planowali lata temu, ale nie doszedł do skutku przez zbyt wiele niewiadomych. W tej serii Profesor wraca do pomysłów swojego brata, poprawił, co mógł, ale mimo to wiele rozstrzygnięć zależy od szczęścia i korzystnego układu innych części planu. Ponadto wiele nauczyli się śledczy, którzy mocno oberwali przez poprzedni napad i nauczeni doświadczeniem sami podejmują ryzykowne decyzje i starają się działać wbrew procedurom, które Profesor ma w małym paluszku. To wszystko sprawia, że po raz kolejny mamy wielkie emocje, sporo zwrotów akcji i naprawdę dramatyczne sceny.

Bzdurne wątki

Dom z Papieru w serii trzeciej nie ustrzegł się jednak błędów. Największą głupotą jest powrót Arturo Romana. Wkurzający Arturito wraca w trzeciej serii… nie wiadomo po co. Na początku myślałem, że to chwilowe cameo, mrugnięcie okiem do fanów, ale nie. Arturo dostaje swój durnawy, bezsensowny wątek, z którego absolutnie nic nie wynika. Kompletna strata czasu. Nie podoba mi się też postać nowej śledczej – Alicii Sierry. Bezwzględna inspektor w bardzo zaawansowanej ciąży z czasem zmienia się w karykaturkę z nieśmiesznymi zachciankami realizowanymi przez jej podwładnych. Jasne, jest ona wielkim wyzwaniem dla Profesora, ale przeszarżowano z jej sposobem bycia. Zachowuje się jakby wyrwała się z anime. Czasem mniej znaczy więcej.

A jadnak dalej bawi

Dom z Papieru: Część 3 nie robi tak dobrego wrażania jak seria premierowa. Po prostu wiemy czego się spodziewać i bardziej liczymy na to, że twórcy zaskoczą nas nowymi, niespodziewanymi twistami. To się poniekąd udaje, ale dużo łatwiej wychwycić podążanie na skróty. Niemniej, jeśli obejrzenie ośmiu odcinków zajęło nam jedynie dwa wieczory to świadczy to jedynie o tym, że znów się udało osiągnąć sukces. Koniec końców to serial, który niesamowicie wciąga i elektryzuje przed ekranem. Nawet jeśli czepiamy się niektórych wątków to i tak oglądamy z zapartym tchem. A oto przecież chodzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.