Podczas, gdy The Walking Dead przeżywa małą rewolucję, spin-off podąża swoją drogą, serwując każdego roku kompletnie nowy pomysł na serię. Seria czwarta mocno przetrzebiła szyki wśród głównych bohaterów, a jej zakończenie rzuciło pomysł na sezon piąty. Jak wyszło w praktyce? Recenzja pierwszej połowy sezonu, czyli Fear The Walking Dead 5A.

1. Fear the Walking Dead Sezon 1
2. F
ear the Walking Dead Sezon 2
3.
Fear the Walking Dead Sezon 3
4.
Fear the Walking Dead Sezon 4 (4A, 4B)
5. Fear the Walking Dead Sezon 5 (5A, 5B)

Podczas, gdy mieszkańcy Alexandrii, Wzgórza i Królestwa codziennie walczą o byt grupa Alicii, Stranda i Morgana potrafi uruchamiać samoloty. Może nie najlepiej nimi latać, ale kto by się tym przejmował. Nie przejęli się też bohaterowie, którzy wznieśli się w powietrze, przelecieli kilkaset kilometrów i… rozbili się w pobliżu elektrowni jądrowej. Na miejscu poznają zupełnie nowe zagrożenie i trafiają na grupę całkiem zaradnych dzieciaków. Tymczasem Strand, Charlie, Sarah i Wendell szukają sposobu, by dotrzeć do przyjaciół i jednocześnie próbują poradzić sobie z nową, niezbyt przyjaźnie nastawioną grupą.

Pierwsza część piątego sezonu jest… dziwna. Nawet bardzo. Niestety w scenariusz tej serii pisany jest chyba na kolanie, a im dalej w las tym większy chaos. Wątek Stranda rozjaśnia jedynie obecność Daniela, który w ostatnich seriach grał jedynie epizody. I to tyle. Morgan i Alicia za wszelką cenę chcą pomóc ludziom, którzy ich pomocy nie chcą i nie potrzebują. W zasadzie to obecność bohaterów przysparza niepotrzebnych problemów doskonale radzącym sobie ludziom. Podobnie zawodzi kretyńsko napisany wątek miłosny pomiędzy June i Johnem. Ani to romantyczne ani interesujące.

Światełkiem w tunelu jest pojawienie się Dwighta, który opuścił The Walking Dead i dołączył do ekipy Morgana. Wątek człowieka z blizną wpisuje się w poziom tego sezonu i również nie dowozi. Dwight trafia na Johna i June szukając swojej żony Sherry, która co jakiś czas zostawia mu wiadomość ze wskazówkami swojego aktualnego miejsca przebywania. I tyle. Dwight szuka kolejnych karteczek, jest milutki dla reszty. Spodziewałem się jakiegoś spięcia z Morganem, ale powiedzieli sobie, że nie warto rozpamiętywać przeszłości. I tyle…

Pierwszy raz nie wiem, co więcej napisać o tym serialu. Osiem odcinków tego sezonu jest tak mdłe i nic nie wnoszące do uniwersum, że zapominamy o wszystkim już podczas odcinka. Mógłbym opowiedzieć o przygodzie Al, ale jest tak nudna, że zasnąłem podczas emisji. Mógłbym opowiedzieć o Grace czyszczącej ze szwendaczy skażoną strefę, ale jej działania nie mają większego sensu. Mógłbym opowiedzieć o grupie dzieciaków, ale okazuje się, że ich wątek pozbawiony jest logiki. Wreszcie mógłbym opowiedzieć o nowej zmilitaryzowanej grupie, ale nic się o nich nie dowiedzieliśmy oprócz tego, że noszą bajeranckie zbroje i mają helikoptery.

Jestem bardzo rozczarowany dotychczasowym poziomem piątego sezonu Fear the Walking Dead. Scenariusz zabłądził bardziej niż bohaterowie, fabuła przez osiem odcinków drepcze w kółko, by w końcówce znów wszystko zrestartować i otworzyć kompletnie nowy wątek. Jest po prostu źle. Sezon tak zły, jak grafika, którą przyozdobiłem tę recenzję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.