Oczekiwany spin-off serii Szybcy i Wściekli nareszcie w kinach. Hobbs i Shaw, bohaterowie będący najjaśniejszym punktem ósmego filmu głównej serii otrzymali własną produkcję! Czy spełnia oczekiwania, czy w ogóle ma sens? Recenzja filmu Szybcy i Wściekli: Hobbs i Shaw.

Rozłam w rodzinie

Zacznijmy jednak od otoczki. Seria Szybcy i Wściekli mocno zmieniła swój wizerunek. Z sensacyjnego filmu i mafii wśród fanatyków nielegalnych wyścigów, po wypełnione absurdami i humorem niedorzeczne akcyjniaki. Oczywiście taki kierunek odpowiada fanom, co widać na podsumowaniu kinowych wyników. Sam ewoluowałem od zatwardziałego przeciwnika czwartego filmu do wielkiego fana filmu Szybcy i Wściekli 8. To tam po raz pierwszy po jednej stronie stanęli Luke Hobbs (Dwayne Johnson) i Deckard Shaw (Jason Statham). Ich wspólne sceny to prawdziwe złoto! Nic dziwnego, że zdecydowano się na film poświęcony tej dwójce, nawet kosztem przesunięcia na 2020 rok filmu Szybcy i Wściekli 9. Niestety efektem tej decyzji był głośny bunt wśród obsady głównej serii mocno niezadowolonej z decyzji studia. Ponadto biorąc pod uwagę konflikt Johnsona i Vina Diesela możemy podejrzewać, że Hobbs i Shaw nie pojawią się w kolejnych filmach głównej serii, bądź ich role zostaną mocno okrojone.

Bardziej wściekli niż szybcy

Wracajmy jednak do filmu. Akcja Hobbs i Shaw rozgrywa się niedługo po Szybkich i Wściekłych 8. Luke Hobbs spędza wolny czas z córką, gdy odbiera telefon informujący o wielkim zagrożeniu biologicznym dla świata. Ten sam problem dotyka też Deckarda Shawa, który dowiaduje się, że jego źródłem zamieszania jest jego siostra, pracująca dla MI6. Kierowani innymi pobudkami serdecznie się nienawidzący Hobbs i Shaw muszą współpracować, by poradzić sobie z tajemniczą organizacją, której najmocniejszym punktem jest mechanicznie i genetycznie wzmocniony Brixton (Idris Elba).

Jak widzicie fabuła nie jest zbyt wymagająca. Jednak, podobnie jak w głównej serii, nie ona jest tutaj najważniejsza. To Hobbs i Shaw są gwiazdami produkcji i na nich skupia się cały ciężar filmu. I to zdaje egzamin! Panowie nieprzerwanie sobie dogryzają, ciągle skaczą sobie do gardeł, a całe to „śmiertelne zagrożenie dla świata” zdaje im się zwisać i powiewać. Dzięki temu jest niebywale zabawnie i, jak to w serii ostatnio bywa, widowiskowo.

Ubaw po pachy

Podczas przechadzki po garażu przy aucie mini Shawa pada świetne nawiązanie do filmu Włoska Robota z Jasonem Stathamem

Żarty są naprawdę dobre, a jeszcze lepiej wypadają gagi. Hobbs i Shaw ciągle udowadniają sobie, który jest większym twardzielem, który rozwali więcej złoli, i który zniesie więcej bólu. Ta durna rywalizacja nieprzerwanie bawi, nawet jeśli niektóre teksty są przeszarżowane. Humor poprawiają również dwa cameo, dwa równie udane. Nie zdradzę wam kto pojawia się w filmie, ale będziecie bardzo miło zaskoczeni, bo są to aktorzy dostarczający najlepsze komedie ostatnich lat.

Trochę Superman, a trochę Terminator

Cybernetyczny Brixton wypada za to średnio. Wydaje mi się, że twórcy przesadzili z implementacją złoczyńcy będącego miksem Supermana i Terminatora. Sam się zresztą nazywa Czarnym Supermanem. Brixton jest nadludzko silny, ma w oczach komputery, jego kręgosłup jest zbudowany ze stopów jakichś metali, a porusza się na automatycznym i transformującym się motocyklu. Jasne, sprawdza się to w walce z takim Hobbsem, ale zmienia serię w kolejny superhero movie. Szczerze wolałbym całą armię jednostrzałowców niż takiego Brixtona. No, ale grunt, że David Leitch dał radę wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Nie, to nie jest kino najwyższych lotów. Nie powalczy o Oscary, nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii kinematografii. Jednakże Szybcy i Wściekli: Hobbs i Shaw sprawi, że wyjdziecie z kina z przysłowiowym bananem na twarzy nie żałując wydanych na ten film złotówek. Ba, od razu odłożycie pieniądze na kontynuację. Ten film ma bawić. I robi to doskonale!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.