Batman: Przeklęty

Całkiem niedawno recenzowałem Batman: Biały Rycerz, bardzo oryginalną historię inaczej podchodzącą do legendy Mrocznego Rycerza. Za sprawą Egmontu możemy zapoznać się z kolejnym wizjonerskim albumem, tym razem spod ręki Briana Azzaerello i Lee Bermejo. Recenzja kontrowersyjnego komiksu tylko dla dorosłych pt. Batman: Przeklęty.

Bermejo, mój mistrzu

Recenzja komiksu Batman: Biały Rycerz
Biały Rycerz

Wyjątkowo zacznijmy od oprawy graficznej. Lee Bermejo stworzył komiksowe arcydzieło, które urzeka od pierwszego spojrzenia. Bermejo jak genialnym jest rysownikiem pokazał już w 2009 roku w komiksie Joker oraz dwa lata później w Batman: Noel. Jednakże w porównaniu do poprzednich komiksów kreska wygląda jeszcze bardziej autentycznie, a design postaci to absolutnie mistrzostwo świata. Dopieszczone w każdym detalu kadry często serwują zbliżenia na niesamowicie szczegółowe twarze. I nie tylko ludzkie. Gdy w epizodziku pojawia się Potwór z Bagien jego prezencja powoduje dosłowny opad szczęki. A nie wspomniałem jeszcze o strojach. Pełne szczegółów stroje postaci prezentują się niemalże filmowo. Powiewające poły marynarki, poluzowane pod szyją koszule to detale, których nie widujemy w komiksach. Strój Batmana wygląda jak uszyty, bardzo praktyczny kombinezon, a nie jak lateksowe wdzianko. No i Gotham. Przepięknie upiorne i mroczne miasto, na które chce się bezustannie patrzeć. Po prostu obłęd.

Joker nie żyje

Celowo rozpocząłem od oprawy, bowiem wszystko co najlepsze zawarto właśnie w niej. Ale po kolei. Z rzeki w Gotham zostaje wyłowione ciało Jokera. Śmierć Księcia Zbrodni potwierdza policja, a zabezpieczone ślady wskazują, że to Batman zakończył żywot swojego największego wroga. Ponadto Mroczny Rycerz został znaleziony poważnie ranny, co dodatkowo podsyca podejrzenia. Sam Batman nie pamięta nic z ostatnich kilku godzin i by rozwikłać zagadkę śmierci Jokera zwraca się o pomoc do Johna Constantine’a.

Przeklęty Batman

Obecność Johna Constantine’a zwiastowała mocno pokręconą fabułę. I tak właśnie jest. Constantine lubi manipulować, mieszać w głowach i bawić się swoimi śledztwami. Wodzi, więc za nos Batmana, który przez większość czasu robi za ofiarę losu. Przewrotnie to właśnie Constantine pcha śledztwo do przodu, a Batman trafia ciągle do ślepej uliczki. A jeśli nie do ślepej, a to do uliczki, gdzie zginęli jego rodzice. Tak, po raz n-ty przeżywamy kolejną wariację na temat wydarzeń w Crime Alley. Jest to wątek ściśle związany z wydarzeniami tego komiksu, ale ileż można…

Bałagan, tak można określić fabułę tego albumu. Dużo tutaj mistycyzmu, dużo wątków nadprzyrodzonych, które się ze sobą ciągle mieszają. Co i rusz pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Lubię niedopowiedzenia i zmuszanie czytelnika do rozmyślania na temat tego co właśnie przeczytał, ale w tym przypadku po prostu trudno się połapać. Sytuację ratują autorskie wizje postaci ze świata Batmana. W tym przypadku każde cameo to perełka, prawdziwy strzał w dziesiątkę. Ale to niestety wszystko.

Przeklęty Azzarello

Wiesz, jak umarli rodzice Bruce’a? To trzymaj się tej wersji. Pomysł Azzarello na kolejną wariację tego wydarzenia niestety rozczarowuje. Dziwi, że scenarzyści tak bardzo chcą odtwarzać ten wątek, chociaż czytelnicy mają tego po dziurki w nosi. Chciałbym napisać, że ten komiks musi znaleźć się na półce każdego fana DC. Wygląda obłędnie, nawet jeśli jego kwadratowy format jest bardzo nieustawny. Jeśli więc szukacie, czegoś na co można patrzeć bez końca to kupujcie, jeśli natomiast szukacie porywającej historii Mrocznego Rycerza to tutaj jej nie znajdziecie.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

Batman: Przeklęty

48,99 zł
6.3

FABUŁA

4.0/10

RYSUNKI

10.0/10

PRZYSTĘPNOŚĆ

5.0/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.