Finał sagi Skywalker zadebiutował w kinach. Marka miała swoje wzloty i upadki, ale od zawsze przyciągała do kin miliony fanów i naprawdę trudno znaleźć kogoś kto nie widziałby czym jest miecz świetlny. Jak wypada kolejna odsłona kultowej marki? Recenzja filmu Gwiezdne Wojny Epizod IX: Skywalker. Odrodzenie.

Tłumacze musieli dokonać tutaj mocnej tytułowej ekwilibrystyki, ponieważ The Rise of the Skywalker trudno przetłumaczyć nie narażając się na śmieszność. Wyszedł twór podobny do serii spin-offów (Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie, Solo. Gwiezdne Wojny – historie), ale również w tym przypadku trzeba było iść na kompromis. Taka już uroda naszego pięknego języka. Ale do rzeczy.

Dawno temu w odległej Galaktyce.

Nowa Trylogia Gwiezdnych Wojen:

1. Epizod VII: Przebudzenie Mocy

2. Epizod VIII: Ostatni Jedi
3. Epizod IX: Skywalker. Odrodzenie

Historia zaczyna się tradycyjnie i chwilę po klasycznych napisach jesteśmy rzuceni w wir akcji. Już w pierwszych sekundach okazuje się, że Imperator Palpatine żyje i od dawna wciela w życie swój wielki plan, a jego wykonawcą ma zostać Kylo Ren. Tymczasem stłamszeni i zdziesiątkowani Rebelianci pod wodzą Generał Lei Organy szukają sposobu na postawienie się Imperium. A Rey? Rey chce zostać Jedi, więc całe dnie uczy się panować nad Mocą.

Skywalker. Odrodzenie – szału nie ma, ale…

Fabuła Skywalker. Odrodzenie lekko mówiąc nie powala. Całość swoją konstrukcją przypomina film przygodowy z lat 80. Bohaterowie co i rusz wpadają na nowe tropy, które prowadzą ich do kolejnej części układanki. Pełno tutaj bardzo szczęśliwych zbiegów okoliczności, na widok których przewraca się oczami. Scenarzyści nie zaskoczyli ani razu wybierając najbezpieczniejszą i tym samym najprostszą ścieżkę. Więcej dramatyzmu mieliśmy już w animowanych Wojnach Klonów.

Czy to bardzo źle? Nie. I mówię to jako ktoś kto nie jest wyznawcą mitologii Gwiezdnych Wojen. Marka spowszedniała mi już jakiś czas temu i do kolejnych filmów podchodzę bez większych emocji. A jednak czas spędzony na Skywalker. Odrodzenie nie uważam za stracony. Jest trochę etosu, epickości, sceny akcji są bardzo widowiskowe, a pojedynki z mieczami świetlnymi to czysta esencja tego świata. Co prawda nie znajdziemy tutaj wiele więcej, ale specjalnie się nie dłużyło.

Oczywiście pełno tutaj dziur i skrótów myślowych. Anulowano kilka niewygodnych faktów z Ostatniego Jedi, w wielu momentach zastosowano koszmarne skróty myślowe, a wiele spraw pozostało niewyjaśnione. Wiele wydarzeń pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, a do tego mamy kilka zarysowanych i urwanych wątków. Jest jeszcze humor, a raczej jego brak. Żarty są bardzo słabe, w zasadzie wszystkie zabawne momenty zbiegają się do słownych przepychanek Finna i Poe. Szkoda.

Gwiezdne Wojny Epizod IX: Skywalker. Odrodzenie to film… w sam raz na raz. Ogląda się go bezboleśnie, jest widowiskowy, ale nie ma w sobie nic, co zachęciłoby do powtórnego obejrzenia. To po prostu familijna produkcja bez większych ambicji. Obejrzeć i zapomnieć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.