Najbardziej oczekiwany serial tego roku już za nami. 20 grudnia na Netflixie zadebiutował pierwszy sezon Wiedźmina, opartego na opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego. Tytułowa rola przypadła w udziale hollywoodzkiej gwieździe, Człowiekowi ze Stali – Henry’emy Cavillowi. Warto było czekać?

Ale kim ty jesteś, żeby oceniać?!

Na początek przyznam się bez bicia – nie czytałem sagi Sapkowskiego. Dawno temu, w czasach liceum zaliczyłem pierwsze krótkie opowiadania, ale to tyle. Wiedzę o wykreowanym świecie czerpałem z gier CD Projekt Red. Nie będzie to więc recenzja człowieka punktującego różnica między materiałem źródłowym, a serialem. Nie będę czepiał się wyglądu Triss, ani różnic w charakterze Yennefer. Skupię się na tym, jak odbiera serial osoba, która kojarzy postaci i mniej lub więcej rozumie wykreowany świat.

O Wiedźminie, ale nie do końca

Pierwszy odcinek dość brutalnie wprowadza widzów w świat Wiedźmina. Zaczynając od widowiskowej walki z kikimorą, poprzez soczyste dialogi, brutalną uliczną bójkę, aż do wielkiego Nilfgaardzkiego oblężenia Cintry. Tutaj też poznajemy główne postaci i mniej więcej dowiadujemy się o czym będzie pierwszy sezon serialu.

Polecam:
Nawiedzony Dom na Wzgórzu

Pierwszy sezon składa się z ośmiu godzinnych odcinków. O dziwo głównym wątkiem okazuje się historia Ciri. Dziewczyna uciekła z Cintry i słuchając rady swojej babki próbuje odnaleźć Geralta z Rivii jednocześnie unikając tropiących ją żołnierzy Nilfgaardu. W porównaniu do Geralta i Yennefer jej wątek jest najmniejszy, dlaczego więc uznałem, że to główny wątek serialu? Odpowiedź w kolejnych akaptiach.

Dzisiaj będzie jutro, a jutro było dawno temu

Cechą charakterystyczną pierwszego sezonu Wiedźmina jest kompletnie pomieszana chronologia wydarzeń. Praktycznie wszystkie wydarzenia, w których biorą udział Geralt i Yennefer rozgrywają się w przeszłości o czym nikt nas nie informuje. Chronologię ustalamy obserwując postaci. Gdy pojawia się ktoś to już zginął wiadomo, że dana scena rozgrywa się wcześniej. Ile wcześniej? Dla przykładu biorąc pod uwagę, że król Folset w jednej ze scen wygląda na około 45 lat to impreza z kolejnego odcinka, gdzie jest dzieciakiem rozgrywa się jakieś trzydzieści lat wcześniej. Dla odmiany cały wątek Ciri rozgrywa się w (serialowej) teraźniejszości i to on spina oba pozostałe w finałowym odcinku.

Po co tak komplikować? Lauren Hissrich najwyraźniej wpadła na pomysł, że tylko tak jest w stanie dobrze przedstawić genezę poszczególnych postaci. I to… całkiem niezły pomysł. Dość szybko idzie się przyzwyczaić do takiego podejścia, a układanie chronologii w głowie to fajna zabawa. Tym bardziej, że dochodząc do finału dobrze znamy ostatnie lata Geralta i całą dotychczasową magiczną karierę Yennefer. Ciri natomiast pozostanie zagadką co najmniej do kolejnej serii.

Potwór tygodnia

Pomieszana chronologia sprawiła, że serial nie ma ciągłej fabuły. Historia Geralta rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat, więc siłą rzeczy nie mamy tutaj jednego wątku. Mamy więc tułającego się po świecie Wiedźmina, który szuka roboty, załatwia potwory, odbiera nagrody, przepuszcza je na alkohol i panie do towarzystwa i rusza w dalszą drogą. W międzyczasie poznaje Jaskra, który z czasem z irytującego barda zmienia się w jego jedynego przyjaciela, poluje na smoka i wpada w środek małżeńskiego konfliktu w Cintrze. Niektóre te sekwencje nie mają dla całości większego znaczenia, ale część zgrabnie prowadzi nas do aktualnej sytuacji i stopniowo wpasowuje Geralta w ciąg wydarzeń. Działa to zaskakująco dobrze!

Historia Yennefer ciągnie się przez ponad 30 lat. Od poniżanej zdeformowanej dziewczyny, poprzez dysponującą wielką, ale nieokrzesaną mocą uczennicę aż po znaną i potężną czarodziejkę. Jej wątek wielokrotnie wybija się na pierwszy plan i przyćmiewa wyczyny Wiedźmina. I tutaj również po ciężkim początku wszystko nabiera pary, a jak się rozkręci to bardzo trudno się oderwać.

Ale o co chodzi?!

Dla wielu pokręcona chronologia będzie największym problemem pierwszego sezonu. Mnie bardziej uwierało pobieżne tłumaczenie niektórych praw rządzących światem. W jednym z odcinku Geralt mierzy się ze Strzygą. Co prawda Wiedźmin tłumaczy zainteresowanym skąd biorą się tego typu potwory, ale jest to trochę niezrozumiałe i musiałem tłumaczyć żonce jak to działa. Podobnie odgrywające dość sporą rolę Prawo Niespodzianki. Tutaj również ja się pogubiłem, a można było to jakoś zgrabnie zreferować. Oczywiście fani książek pewnie się z tego śmieją, ale serial rządzi się swoimi prawami i niektóre rzeczy trzeba po prostu wytłumaczyć.

A jednak się udało

Wielu wieszczyło spektakularna porażkę, ale Wiedźmin wybrnął i naprawdę się udał. Nie wszystko tutaj zagrało, miejscami wkrada się nuda, ale jest to fantasy jakiego telewizja potrzebuje. Świetni bohaterowie, soczyste dialogi i spora dawka brutalności dają nadzieję na świetlaną przyszłość i jeszcze kilka mocnych sezonów. Oby tylko nie skończył, jak Gra o Tron.

1 KOMENTARZ

  1. Mały komentarz od fana Sagi. Poniekąd tak jak napisałeś żeby zacząć oglądać serial trzeba choć trochę kumać o co chodzi, to jednak laik przywiedziony przed TV wielkim i chwytliwym tytułem już po pierwszym odcinku stwierdzi że nie rozumie przekazu…ale że zapłacił za subskrypcje platformy to zagryzie zęby i obejrzy drugi, po czym rzuci pilotem w ekran rozgoryczony właśnie brakiem chronologii. Dlatego przestrzegam dopiero od piątego odcinka gdzie bardziej zrozumiała jest postać Jaskiera i akcja zaczyna się kierunkowość w specyficzne powiązania pomiędzy Gerardem, Yennefer i Ciri zaczniecie układać w głowie kto tu jest właściwie dobry, zły i może trochę brzydki 😀. I dlatego zachęcam do obejrzenia sezonu do końca. A powiem tylko ze od strony FX drugi sezon będzie o kevel lepszy !!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.