Titans, serial przygotowany przez streamingową platformę DC swoim pierwszym sezonem mocno zaskoczył dostarczając chociaż mocno naciąganej to solidnej rozrywki dla pełnoletnich fanów DC. W raz z drugą serią oczekiwania mocno wzrosły, ale serial miał wszystko by im sprostać. Dał radę? Przed wami recenzja Titans Sezon 2.

Zapomnijcie o wydarzeniach z pierwszej serii

Titans:
1. Titans sezon 1
2. Titans sezon 2
3. Titans sezon 3 (2020)

Zaczynamy tam, gdzie pożegnaliśmy się rok temu. Tytani zebrali się, by uratować Rachel więzioną przez jej demonicznego ojca. I już w pierwszym odcinku mamy pierwsze rozczarowanie. Wątek budowany co najmniej przez połowę pierwszej serii zostaje zakończony po trzydziestu minutach serii drugiej. Tak, scenarzyści w pewnym momencie uznali, że serial idzie w złą stronę i postanowili zapomnieć o zdecydowanej większości wydarzeń z pierwszej serii.

W ten sposób przeskakujemy o kilka miesięcy do przodu. Dick zebrał młodych Tytanów, by ci zamieszkali z nim w Titans Tower w San Francisco. Apartament miał być ich bazą wypadową, ale rzeczywistość okazała się zgoła inna. Gar, Rachel i Jason całe dnie spędzają na szlifowaniu sztuk walki i w ogóle nie biorą udziału w akcjach. Sfrustrowane dzieciaki szukają sposobu na wyrwanie się w teren, ale ich plany biorą w łeb, gdy w mieście pojawia się Deathstroke – człowiek, który doprowadził do rozpadu drużyny pięć lat temu.

Deathstroke – świetny pomysł, a wykonanie…

Niewtajemniczeni muszą wiedzieć, że marvelowski Wade Wilson, czyli Deadpool jest zrzynką ze złoczyńcy DC. Powstał jako parodia Slade’a Wilsona, ma podobne zdolności i również jest najemnikiem, jednakże z czasem jego charakter zaczął się zmieniać i dziś to już kompletnie inna postać. 

Głównym antagonistą drugiej serii jest wspomniany Deathstroke, Slade Wilson. Napakowany i genetycznie zmodyfikowany najemnik Deathstroke zaczynał jako przeciwnik Młodych Tytanów, by w końcu trafić do pierwszej ligi antagonistów DC. W drugim sezonie Titans Deathstroke jest już niesławnym mordercą na zlecenie, a wobec Tytanów i Dicka Greysona ma specjalne plany.

Już w pierwszych odcinkach zdajemy sobie sprawę, że coś poszło bardzo nie tak. Ktoś w DC zdał sobie sprawę, że młodzi Tytani, Rachel i Gar oraz Kory nie są zbyt interesujący i nie da się na nich zbudować mocnej serii. Sięgnięto, więc po starą gwardię. Hawk, Dove i Donna dołączają do stałej obsady, a jakby tego było mało spychają młodzież na dalszy plan. Przez większość odcinków młodziaki tylko siedzą naburmuszone w apartamencie, a gdy już biorą udział w akcji… tworzą kolejne problemy do rozwiązania.

Wincyj bohaterów, wincyj

Rozwiązanie o tyle dziwne, że nie przeszkodziło twórcom wprowadzić zupełnie nowych bohaterów. Mamy córkę Deathstroke’a Rose, mamy jego syna Jericho, a przede wszystkim mamy Superboya i Krypto. Potężny niczym ostatni syn Kryptona Connor jest mentalnym dwulatkiem. Łatwowiernym i wiecznie szukającym rozrywek dzieckiem w ciele Człowieka ze Stali. Tym samym Connor jest najjaśniejszym punktem serii, i jedynym bohaterem, w którym wszystko zagrało tak jak powinno. Jest jeszcze Bruce Wayne o twarzy ser Jorah Mormonta. Wayne, który pojawia się w koszmarach, wizjach, a jeśli ktoś spotyka go w realu to tylko bredzi popijając whisky. Kolejna spartolona postać.

Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów

Mniej więcej połowa z trzynastu odcinków drugiej serii to… retrospekcje. Tak, tracimy kilka dobrych godzin na przyswajanie informacji, które można było streścić w kilku zdaniach. Co stało się z Aqualadem, co stało się z Jericho, jak rozpadli się Tytani, czy co porabiali Hank i Dawn. Poziom jest różny, można znaleźć kilka lepszych momentów, ale i tak są to zupełnie historie, które jedynie potwierdzają, że scenarzyści nie bardzo wiedzą co robić.

Głupie głupoty… 

Na papierze wszystko wygląda znakomicie. Zrezygnowano z demonów Rachel, postawiono na ikonicznego przeciwnika z krwi i kości i… wtopa. I to gigantyczna. Tytani w drugim sezonie są niemiłosiernie chaotyczni. Seria od samego początku boryka się z brakiem pomysłu na fabułę, a raczej brakiem pomysłu na cokolwiek. Wydarzeniami rządzi nieopisany chaos, a bohaterowie to prawdziwe intelektualne ameby. Scenariusz razi tak bezczelnymi głupotami, że aż dziw bierze, że DC tego nie skasowało podczas kręcenia…

…i najgorszy finał w historii telewizji

Finał. Finał, który zapisze się w annałach telewizji i będzie przykładem dla każdego, kto chciałby spróbować swoich sił w tym medium. Wszystkie wątki rozwiązane są tak debilnie, że brakuje mi cenzuralnych słów, którymi mógłbym to opisać. Finałowa walka jest tak banalna, że mogłaby się rozegrać w drugim odcinku. Drugi wątek tego sezonu wypada kapkę lepiej, ale oznacza to tylko tyle, że jest słaby.

Oczywiście najważniejszym punktem tej serii jest jej kulminacja, czyli śmierć jednego z Tytanów. Co się tutaj odwaliło… Nawet nie wiem, jak opisać tę śmierć. Jest tak głupia, tak bezsensowna i tak naciągana, że zaczniecie sobie zadawać to samo pytanie co ja – po co ja to oglądałem. To się po prostu nie mieści w głowie. Czy ten serial ma jakiegoś showrunnera, który robi coś więcej niż podpisywanie faktur? To jest poziom jakiejś taniej fanowskiej produkcji z YouTube, a nie flagowego serialu DC. Koszmar.

Boli od samego patrzenia

Nie powinienem być złośliwy, bo naprawdę wierzyłem w tę produkcję, ale twórcy nie zostawili mi wyboru. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że scenariusz napisał jakiś nie do końca skompilowany algorytm, a nie żywy człowiek. Fabuła, bohaterowie, dialogi, efekty specjalne i sceny walki – to absolutne dno. Dawno nie obejrzałem nic tak złego. Trzymajcie się z daleka. Bardzo daleka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.