Usługa Disney+ wystartowała w listopadzie ubiegłego roku w USA i Holandii. Platforma mająca w garści takie marki jak Star Wars, Marvel, czy całą bibliotekę FOX nie spieszy się z wyjściem na szerokie wody, a my na swoją wersję serwisu musimy poczekać zapewne do 2021 roku. A szkoda, bo na platformie wylądował serial, jakiego do tej pory nie widzieliśmy, a jakiego bardzo potrzebowaliśmy. Recenzja pierwszego sezonu The Mandalorian.

Łowca nagród z sumieniem

Akcja serialu Jona Favreau rozgrywa się jakiś czas po upadku Imperium. W Galaktyce zapanował względny spokój, ale Imperialne niedobitki zaszyły się na niektórych planetach i tam rozkręcają swoje szemrane interesy. Zlecenie od takich właśnie ludzi przyjmuje ukryty za hełmem Mandalorianin. Mando, bo tak o nim mówią inni jest łowcą nagród, a jego najnowsze zlecenie dotyczy dostarczenia żywcem pięćdziesięcioletniego poszukiwanego. Robota jak każda. Do czasu, aż okaże się, że ów pięćdziesięciolatek to w rzeczywistości dziecko nieznanej rasy. Rasy, do której należał znany nam wszystkim Mistrz Yoda. Targany wyrzutami sumienia Mando decyduje się nie oddawać małego i tym samym staje się celem numer jeden dla całej gildii łowców nagród.

Historia tygodnia

Recenzja filmu Gwiezdne Wojny Epizod IX: Skywalker Odrodzenie

Pierwszy sezon serialu składa się z ośmiu odcinków. Jednakże jego konstrukcja odbiega nieco od dzisiejszych standardów. Wątek główny, jakim jest ratowanie siebie i zielonego stworka jest tutaj przyczynkiem do wielu mniejszych historii rozgrywających się na przestrzeni poszczególnych odcinków. Raz Mando stara się odzyskać rozkradzione części swojego statku, innym razem pomaga mieszkańcom rolniczej planety. Mamy również polowanie na poszukiwanego przestępcę, a wisienką na torcie jest wyciąganie osadzonych w kosmicznym więzieniu, czyli klasyczny heist movie.

Jeśli czytaliście moje teksty to wiecie, że jestem fanem nieprzerywanych fillerami historii. Tymczasem forma zaprezentowana przez pierwszy aktorski serial w świecie Gwiezdnych Wojen okazuje się strzałem w dziesiątkę. Siłą uniwersum wykreowanego przez Georga Lucasa są przeróżne światy i jeszcze bardziej zróżnicowane postaci. I Jon Favreau doskonale to uchwycił w swojej produkcji. Jasne, są odcinki słabsze, ale każdy z nich prezentuje nieco inne podejście do opowiadania historii. Są widowiskowe, napakowane akcją sekwencje, jak ta z pierwszego odcinka. Są kapitalne dialog, jak ten pomiędzy dwoma szturmowcami w finale. A dodatkowo dowiemy się czegoś więcej o Mandalorianach.

Baby Yoda kradnie show

Serial, mimo, że opowiada o ubóstwianych przez fanów łowcach nagród, pewnie przeszedł by bez większego echa, gdyby nie jeden malutki szczegół. Dosłownie malutki, ponieważ każdy odcinek skrada Baby Yoda (bo tak Internet ochrzcił tego stworka). Maluch rozbraja praktycznie w każdej scenie i zjada na śniadanie wszystkie słodziaki z Biedronki razem wzięte. Baby Yoda jest generatorem większości humorystycznych scen, a wiele z nich doczekało się masy przeróbek i memów. Stworek zupełnie zasłużenie rozbił bank i z miejsca stał się ikoną Gwiezdnych Wojen deklasując lansowanego swego czasu BB8. Szczególnie, że o ostatnich filmach zapominamy szybciej niż politycy o swoich wyborczych obietnicach.

The Mandalorian to bardzo udana produkcja i wielki atut platformy Disney+. Pod względem realizacji serial nie odbiega od filmów kinowych i jeśli tak będą prezentować się zapowiedziane produkcje MCU to Netflix, HBO i Amazon mają czego się bać. A nam pozostaje czekać na oficjalny start platformy w naszym kraju.

Najlepsze aplikacje VPN do Disney+
https://www.comparitech.com/blog/vpn-privacy/best-vpn-disney-plus/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.