Home FILMY BAD BOYS FOR LIFE | Recenzja filmu

BAD BOYS FOR LIFE | Recenzja filmu

Bad Boys for Life

Ostatnie lata w Hollywood to festiwal powrotów, remake’ów, rebootów i kontynuacji legendarnych serii. Jednak na żaden film nie czekałem, aż tak mocno jak na trzecią historię najlepszego buddy movie mojej młodości. Recenzja filmu Bad Boys for Life.

Trochę historii

El Camino: Film Breaking Bad – recenzja

Pierwszy film Bad Boys do kin trafił do kin w 1995 roku. Kontynuacja pojawiła się w roku 2003 zbierając mieszane recenzje, ale dostarczała masy rozrywki i kapitalnego humoru. Na część trzecią przyszło czekać nam aż 17 lat! W tym czasie kariera Willa Smitha nabrała wielkiego tempa, a Martin Lawrence na kilka lat zniknął z wielkiego ekranu. Sony próbowało kilka razy przywrócić markę, ale zawsze coś szło nie tak. Dopiero po wielu latach udało się zgrać terminy aktorów i prace na Bad Boys for Life mogły ruszyć z kopyta. Scenariusz napisali Joe Carnahan, Chris Bremner oraz Peter Craig, a za kamerą stanęli Adil El Arbi oraz Bilall Fallah. I zapamiętajcie te nazwiska, bo będzie jeszcze o nich głośno! Ale po kolei.

Bad Boys for Life?

Mike Lawrey (Will Smith) oraz Marcus Burnett (Martin Lawrence) od wielu lat biegają po Miami ścigając najniebezpieczniejszych przestępców. Jednak po legendarnych gliniarzach widać upływ czasu. Mike nie jest już „kuloodpornym Mike’em”, a Marcus bardzo poważnie myśli o emeryturze, tym bardziej, że właśnie urodził się jego pierwszy wnuk. I tutaj brawa za powrót Reggie’go, który pojawił się w przekomicznej scenie w części drugiej!

Fabuła kręci się wokół przeszłości Mike’a, który podczas swojej 25-letniej policyjnej kariery posłał na tamten świat dziesiątki przestępców i naraził się kolejnym setkom. Żona jednego z nich ucieka właśnie z więzienia i za pomocą swojego syna – zawodowego zabójcy szykuje bezwzględną zemstę. Tymczasem Marcus robi wszystko, aby zapomnieć o strzelaninach, pościgach i ciągłym zagrożeniu…

Coś więcej niż tylko akcyjniak

Jestem szczerze zaskoczony poziomem scenariusza. Spodziewałem się, że trzeci film będzie hołdował dokonaniom Michaela Baya i wszystko będzie podporządkowane kolejnym sekwencjom akcji okraszonym humorem słownym i sytuacyjnym. Zaskakująco film ma do opowiedzenia o wiele więcej. Historia jest pełna napięcia, zwroty akcji potrafią szokować, a ciąg przyczynowo-skutkowy naprawdę ma tutaj sens. W kilku momentach na sali kinowej zapanowała wymowna cisza i gdyby nie wszędobylski humor to mielibyśmy do czynienia z solidnym kryminałem. Naprawdę fantastyczna robota scenarzystów.

Strzelaj w rotor nie w pilota!

Sceny akcji Bad Boys for Life wbijają w fotel, mimo że ich rozmach jest mniejszy niż u Baya. W dwójce działo się więcej, akcja była o wiele bardziej spektakularna, ale przez to mało realistyczna. I chociaż bawiła to dużo bardziej podobało mi się to, co pokazała część trzecia. Zarówno pościgi, jak i strzelaniny są bardzo dynamiczne i widowiskowe, ale starają się trzymać chociażby umownego realizmu. Tym samym anonimowych trupów jest mniej, a ulice Miami nie są zrównane z ziemią. Jednakże nawet bez tego udało się dostarczyć sekwencje, które z przyjemnością odtworzę jak tylko film pojawi się na Blu-Ray.

Watcha gonna do?

Humor! Praktycznie każda scena akcji, a nawet każdy rozgrywający się dramat dostarcza masy fenomenalnego humoru. W żartach prym widzie niezastąpiony Martin Lawrence, dla którego jest to chyba najlepsza rola w życiu. Ciągle narzekający, podejmujący złe decyzje i nieustannie obrywający rykoszetem nierzadko doprowadza nas do łez. Zdarzały się momenty, że autentycznie płakałem ze śmiechu. Ponadto fantastycznie wypada interakcja starych wyg z młodzikami. Oddział młodych, utalentowanych policjantów chętnie korzysta z nowych technologii, stosuje inne metody obserwacji i nijak nie pasuje do metody „najpierw strzelaj potem pytaj” ochoczo stosowanej przez Mike’a. Świetnie to ze sobą kontrastuje i również prowokuje wiele świetnych żartów.

Bad Boys for Life!

Czekałem na Bad Boys for Life. Chciałem, żeby ten film się udał, chciałem, aby jakimś cudem zobaczyło go nowe pokolenie. Tymczasem produkcja przeszła najśmielsze oczekiwania. To inteligentny, bardzo dobrze napisany, pełen genialnego humoru film. Ponadto Will Smith i Martin Lawrence doskonale bawią się swoimi postaciami, a wytwarzająca się pomiędzy nimi chemia jest niepodrabialna. Idźcie do kina, a gwarantuję, że ubawicie się lepiej niż na jakimkolwiek filmie opisanym jako „komedia”. A Sony nich kręci część czwartą!

NO COMMENTS

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.