Czwarta część światowego fenomenu, jakim bez wątpienia jest Dom z Papieru od piątku rządzi biblioteką Netfliksa. Jako fan marki oczywiście nie mogłem tego przegapić, a dziś przyszedł czas, by ocenić kolejną porcję odcinków. Recenzja serialu Dom z Papieru. Część 4.

Dom z Papieru. Część 4 – co to w ogóle znaczy?

Dom z Papieru dystrybuowany jest na nieco innej zasadzie niż większość seriali. Pierwszą serię względem oryginalnego hiszpańskiego telewizyjnego runu przemontowano i podzielono na większą liczbę krótszych odcinków. Te następnie Netflix opublikował w dwóch transzach oznaczając je jako Część 1 i Część 2, co stanowiło jeden pełny sezon. Po przejęciu pełnych praw do serialu Netflix kontynuował tę politykę, więc w lipcu zeszłego roku obejrzeliśmy Część 3, która rozpoczęła zupełnie nowy wątek, a od kilku dni możemy oglądać jego bezpośrednią kontynuację w Części 4. Stąd też w poniższym akapicie spodziewajcie się spoilerów z zakończenia zeszłorocznego spotkania z gangiem.

Dom z Papieru – podsumowanie części 3.

Dom z Papieru. Cześć 4 = walka z chaosem

1. Dom z Papieru Część 1
2. Dom z Papieru Część 2
3. Dom z Papieru Część 3
4. Dom z Papieru Część 4
5. Dom z Papieru Część 5 (2021)

Dom z Papieru. Część 3 zakończył się wielkim chaosem. Nairobi została postrzelona przez snajpera, a służby sfingowały morderstwo Raquell Murillo, Lizbony, któremu przysłuchiwał się Profesor. Załamany i roztrzęsiony Profesor kompletnie zapomina o planie i skupiając się na zemście oraz własnym bezpieczeństwie zostawia gang samemu sobie. A z doświadczenia wiemy, że co jak co, ale współpraca nie jest ich najsilniejszą stroną.

Palermo – WTF?!

Pierwsze połowa odcinków Części 4 stoi pod znakiem konfliktów i nieporozumień w grupie. I niestety jest to zdecydowanie najsłabszy element serii. W pierwszym sezonie postać Berlina nieustannie mąciła i ściągała problemy, ale w pewien sposób uzasadniały to więzi krwi łączące go z Profesorem. Tym razem mamy Palermo, starego znajomego Berlina i człowieka, którego obecność w gangu nie ma najmniejszego sensu. Jasne, gość był współtwórcą planu i zasłużył na szansę jego realizacji, ale umieszczanie tak nieodpowiedzialnego i nieprzewidywalnego szaleńca w środku to czysty idiotyzm. Posiada wszystkie cechy człowieka, który za nic nie powinien pojawić się w banku.

Palermo i jego kretyńskie wyczyny sprawia, że pierwsza część nafaszerowana jest głupotami. W sukurs idą mu Denver z jego rozterkami miłosnymi rodem z podstawówki, a także Artur Roman, człowiek, którego sama obecność kontynuacji tego serialu jest nieporozumieniem. Wszystkie te głupotki irytują jak nigdy wcześniej i co i rusz nasuwają pytanie „czemu do wykonania najbardziej spektakularnego skoku w dziejach Profesor zwerbował bandę debili?”.

Na Berlina też już czas

Do wad zaliczyć należy także kolejną dawkę retrospekcji odgrywających sporą rolę w pierwszej części serii. Twórcy po raz kolejny serwują całkiem sporo Berlina, ale w większości przypadków są to opowieści o niczym. Niekiedy są nieudolną próbą naświetlania motywacji Palermo, ale pamiętajmy, że jego czyny są tak bardzo pozbawione sensu i logiki, że nic ich nie wytłumaczy. Do minusów dołożyłbym też strzelaniny. W zamierzeniach spektakularne wychodzą idiotycznie, gdy kilka osób strzela do jednego biegnącego i nie chowającego się za osłonami kolesia. Często znaczny przerost formy nad treścią. A jakby tego było mało, seria urywa się w środku akcji, więc na finał wydarzeń musimy czekać co najmniej do serii piątej.

Za to później dorzucają do pieca!

Na szczęście przychodzą kolejne odcinki. Odcinki, które wprowadzają znane dotychczas napięcie i pchają do przodu genialny plan Profesora. Przygotujcie się na kilka wielkich shockerów i mnóstwo rewelacyjnych pomysłów. W dalszych odcinkach gang zaczyna wreszcie profesjonalnie współpracować, działać jak w zegarki, a w niepamięć odchodzą sztuczne dramy. Powracają również świetne „szkolne” sceny przygotowywania grupy do wykonania planu, ale tym razem w nieco innym wykonaniu. Trzeba bowiem wiedzieć, że plan Profesora sięga o wiele dalej niż pierwotnie sądziliśmy.

Dom z Papieru. Część 4 nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś. Serial naszpikowany jest fabularnymi bzdurami, które, tym razem zbyt mocno wpływają na odbiór całości. Na szczęście scenarzyści nie zapomnieli, jak budować napięcie i piętrzyć emocje. Jeśli wysilimy się i zapomnimy o głupotach (bardzo poważny zresztą) to po raz kolejny bardzo ciężko będzie się oderwać. Nie jest to arcydzieło, ale gwarantuje co najmniej dwa wieczory doskonałej zabawy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.