Z względu na epidemię koronawirusa film Bloodshot błyskawicznie trafił do serwisów VOD. Jak wypada nowa komiksowa ekranizacja od Sony? Recenzja filmu Bloodshot.

Bloodshot z kart komiksu

Ekranizacja oparta jest na komiksie, który został stworzony w 1992 roku przez Kevina VanHooka, Dona Pelina i Boba Laytona. Bloodshot od tamtego czasu wydawany był nakładem Valiant Comics (1993-1996), następnie Acclaim Comics (1997 – 1999), a od 2012 roku nakładem Valiant Enternainment. 130 wydawanych dotychczas zeszytów można podzielić na siedem cykli różnych scenarzystów. Cykl czwarty zatytułowany Bloodshot Odrodzenie spod ręki Jeffa Lemire ukazał się w Polsce dzięki wydawnictwo KBOOM w czterech tomach. W 2020 roku wydawana jest siódma seria autorstwa Tim Seeleya.

Komiks jeszcze przede mną, więc w recenzji nie będę poruszał zbieżności i różnic pomiędzy filmem, a materiałem źródłowym. Skupiam się, więc w całości na kinowej produkcji z Vinem Dieselem w roli głównej.

Zabili go i uciekł

Bloodshot hołduje klasycznej zasadzie „zabili go i uciekł”. W skrócie komandos Ray zostaje pojmany. W niewoli jest świadkiem zamordowania swojej żony, a następnie… sam otrzymuje śmiertelny postrzał. Ray budzi się jakiś czas później w zaawansowanym technologicznie laboratorium doktora Hartlinga. Okazuje się bowiem, że jego ciało poddano eksperymentalnej metodzie, dzięki której nie tylko przywrócono go do życia, ale również zastąpiono krew mikroskopijnymi maszynami zwanymi nanitami. Ray szybko dochodzi do siebie i interesuje go jedynie krwawa zemsta nad człowiekiem, który zabił jego żonę.

Ale to już było

Od samego początku można przewidzieć, w którą stronę zaprowadzi nas fabuła. Bloodshot nie sili się na jakąkolwiek głębię i ochoczo korzysta z wszędobylskich klisz i schematów. Oprócz bardzo fajnego wyklarowania z czym mamy tutaj do czynienia twisty są bardzo przewidywalne. Już na samym początku wiemy co zobaczymy w finale. To bardzo prosta i nieskomplikowana opowieść. Na dodatek bardzo przypominająca fabułę klasyka akcji jakim jest Uniwersalny Żołnierz z Van Dammem i Lundgrenem.

Akcji też czegoś brakuje

Bloodshot jest komiksem brutalnym, jednakże Sony nie zdecydowało się na brutalne sceny. Mimo, że mamy wielkie strzelaniny, rzucanie ludźmi, przygniatanie i samochodami, czy przebijanie na wylot pięściami (a przynajmniej to słyszymy z offu) to próżno szukać tutaj krwi. Tę widzimy jedynie w scenach dialogów czy przy dłuższej scenie z kimś postrzelonym. Jest to klasyczne PEGI 13 kompletnie nie pasujące to tego typu produkcji. To tak jakby Rambo strzelał gumową amunicją. Ponadto sam Bloodshot mimo ogromnych zdolności okazuje się wielkim worem na amunicję. Nie unika kul, nie stosuje dywersji, tylko przyjmuje wszystko na klatę i czeka na regenerację. Czekając na ciekawe pojedynki dostajemy tylko nieustannie dziurawionego jaki sito Raya prącego do przodu bez jakiegokolwiek namysłu. Bardzo rozczarowujące.

Gdy jest dynamika, nieważna jest logika. Chyba…

Kolejny problem to niedostateczne wytłumaczenie zdolności Bloodshota. Przez cały film dowiadujemy się jedynie, że nanity leczą jego wszystkie rany, że ma połączenie z siecią skąd może ściągać potrzebne mu informacje i momentalnie je przyswajać. Nie wiemy natomiast w jaki sposób to robi. Czy ma w oku komputer, czy może jego mózg przyswaja te informacje. W jednym momencie sprawdza wytrzymałość swoich kości, a kilka chwil później przez przeszukiwanie międzynarodowych baz danych namierza złoli na drugim krańcu świata, czy uczy się pilotować Gulfstreama. Ray potrafi wszystko „bo tak jest i już”, a my mamy się nie czepiać szczegółów. Dla większej dynamiki po prostu zrezygnowano z logiki.

Bloodshot to mocno przeterminowany film na podstawie komiksu. Produkcje bazujące na historiach obrazkowych mocno ewoluowały i dziś nie wystarczy pokazać fanom ich ulubioną postać i liczyć dolary wpadające do sakwy. Trzeba czegoś więcej, czegoś co odróżni produkcję od masy akcyjniaków sc-fi lat 90. Wystarczy spojrzeć na flagową serię Vina Diesela – Szybcy i Wściekli, gdzie brak logiki i fabuły z nawiązką rekompensuje porywająca akcja i całkiem niezły humor. A tego Bloodshotowi po prostu zabrakło.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.