Uwielbiam Pacific Rim, nerdowski do granic możliwości film Guillermo del Toro. Fantastyczne sceny pojedynków, epicka muzyka i schematyczni do bólu bohaterowie. Niestety druga część pod tytułem Pacific Rim: Rebelia nie udźwignęła ciężaru i okazała się czymś w rodzaju aktorskiego anime trzeciej kategorii. I gdy wydawało się, że marka odejdzie w niepamięć Netflix postanowił zamówić anime na jej podstawie! Sprawdźmy! Recenzja Pacific Rim: The Black Sezon 1.

Australia upada przed Kaiju

Akcja Pacific Rim: The Black Sezon 1 przenosi nas do Australii. Pozbawiony pomocy z zewnątrz kontynent przegrywa wojnę z Kaiju. Część mieszkańców została ewakuowana, ale my zostajemy wraz z Tylorem i Hayley Travisami. Rodzice rodzeństwa byli pilotami Jeagera, więc musieli walczyć z Kaiju. Umieścili Taylora i Hayley wraz z innymi dzieciakami w prowizorycznej osadzie, gdzieś na pustkowiach i obiecali, że wrócą tak szybko, jak tylko się da. I tak mija pięć lat…

Taylor i Hayley ciągle żyją nadzieją na powrót rodziców. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie udało im się przeżyć. Zrządzeniem losu nastolatki znajdują treningowego Jeagera, który pozbawiony jest broni, ale jest w stanie umożliwić im dotarcie do Sydney, gdzie być może czeka pomoc. Problem w tym, że uruchomienie Jeagera ściąga Kaiju, a ocaleli Australijczycy bardzo zmienili się w ciągu ostatnich pięciu lat.

Trochę nudno

Siedem odcinków – tyle trwa Pacific Rim: The Black Sezon 1. Krótka seria zwiastowała dużo spektakularnej akcji, Kaiju i Jeagerów. Nic bardziej mylnego. Klimatu Pacific Rim tutaj jak na lekarstwo. Jedynie muzyka świetnie nawiązuje do pierwszego filmu. Oprócz pierwszego i ostatniego odcinka mamy bardzo dużo niewiele wnoszących dialogów. Sporo użalania się nad sobą i bardzo dużo schematów znanych z anime.

Twórcy postanowili zaszaleć i w anime tworzą zupełnie nową mitologię serii. W Australii pojawiają się najróżniejszego rodzaju Kaiju, a nawet hybrydy stworów z Jeagerami. Do tego dochodzi tajemnicze dziecko z… wielkiego słoika i pustynne siostrzyczki w przerażających maskach. Jakoś mi się to wszystko nie kleiło. Wszystkie te wątki można było śmiało wyciąć i zostawić prywatny oddział bezwzględnego Shane’a. To w jego obozie rozgrywają się najlepsze momenty całego sezonu.

Pacific Rim: The Black Sezon 1 – podsumowanie

Zawiodłem się. Pierwszy sezon Pacific Rim: The Black ma bardzo duży potencjał, który został zjedzony przez klisze i schematy anime. Osadzanie ciężaru fabuły po raz n-ty na nastolatkach, które straciły rodziców to temat tak ograny, że aż wstyd po raz kolejny po niego sięgać. Sytuacji nie ratuje spora doza retrospekcji, które spokojnie można było sobie darować. Być może sezon drugi (jeśli będzie) okaże się lepszy, ale na ten moment nie mogę tego polecić. No chyba, że mocno tęskniliście za Kaiju i Jeagerami.

Poprzedni artykułAVENGERS TOM 6: ZDERZENIE ŚWIATÓW | Mark Waid
Następny artykułKOSMICZNY MECZ: NOWA ERA Zwiastun #1
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię