Nie ukrywam, że czekałem na ten film bardziej niż na Czarną Wdowę. Pierwszy film z Michaelem Jordanem i Królikem Bugsem oglądałem jakąś niepojętą liczbę razy w latach 90. Kosmiczny Mecz: Nowa Era na papierze miał dość proste zadanie – dostarczyć raz jeszcze to samo i dobrze przy tym bawić. Udało się?

LeBron James

Mimo wielkiego sukcesu filmu i wielkich chęci wytwórni Warner Bros. nie udało nakręcić sequela Kosmicznego Meczu z genialną obsadą z lat 90. Podobno Michael Jordan nie był zainteresowany powrotem na wielki ekran i postanowił skupić się na końcówce swojej niesamowitej kariery. Po drodze planowano szereg spin-offów – z Jeffem Gordonem (NASCAR), Tigerem Woodsem (golf) czy Tonym Hawkiem (skateboarding), jednakże nic z tego nie wyszło. Aż do dziś, bowiem po 25 latach i wielu zawirowaniach (film zapowiedziano już w 2014 roku) otrzymaliśmy kontynuację, a główna rola przypadła niepisanemu następcy MJ’a – LeBronowi Jamesowi. Tym samym na Kosmiczny Mecz poszedłem z rodzicami, a na Kosmiczny Mecz: Nowa Era zabrałem swoje dzieci.

Kosmiczny Mecz: Nowa Era

LeBron James, gwiazda filmu Kosmiczny Mecz: Nowa Era gra oczywiście siebie. Co ciekawe filmowy LeBron nie jest kryształowym sportowcem i przykładnym ojcem. Chłop w profesjonalnym sporcie osiągnął wszystko i teraz pragnie, aby syn poszedł w jego ślady. Chłopak co prawda kocha koszykówkę, ale nie ma zamiaru być czynnym sportowcem. Miłość do sportu pożytkuje do stworzenia gry komputerowej, a jego autorski algorytm czytania ruchów skanowanych zawodników robi niesamowite wrażenie. W ten oto sposób Dom James zostają uprowadzony przez… zagnieżdżone na serwerach Warnera złośliwe oprogramowanie. Al. G. Rythm (Don Cheadle) jest, więc programem, który zarządza tzw. Serwerwersum. To tutaj znajdują się pliki i światy wszystkich marek Warnera. Marek, które twórcy bezlitośnie wykorzystują w filmie (o tym w kolejnym akapicie). LeBron, by uratować syna musi, zgadliście, wygrać mecz z drużyną stworzoną przez Al. G. Rythm. Pomoże mu w tym Królik Bugs!

O chaosie

Przez cały seans zastanawiałem się nad targetem filmu Kosmiczny Mecz: Nowa Era. Jestem dzieciakiem lat 90. i, jak wspomniałem na wstępie, pierwszy film zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Liczyłem, że kontynuacja będzie takim samym skarbem dla moich dzieciaków, bo choć pokolenia się zmieniają to animki dalej bawią tak samo. Tymczasem twórcy w drugim akcie filmu (po wprowadzeniu i przed meczem) zaserwowali nam teledysk easter eggów, odniesień i odwiedzin na planie wielu franczyz zarządzanych przez WarnerMedia…

Uśmiechniecie się po wizycie w Matrixie, uśmiechniecie się biorąc udział w pościgu z Mad Maxa, Wonder Woman, a nawet uśmiechniecie się, gdy mignie wam Gra o Tron. Pytanie tylko: po co to wszystko? Wygląda na to, że twórcy postanowili zagrać na nostalgii ludzi takich jak ja zapominając, że ma to być komedia familijna. Zanim doszło to meczu zdążyliśmy obejrzeć chyba cały katalog filmów, animacji i seriali medialnego giganta. Przytłaczające i kompletnie zbędne. Najgorsze, że najbardziej cierpi na tym Królik Bugs i cała zgraja animków.

Looney Tunes – zaginieni w akcji

Sporym rozczarowaniem filmu Kosmiczny Mecz: Nowa Era jest zepchnięcie na tło Królika Bugsa i animków. Sam Bugs staje się nieodłącznym partnerem Jamesa, ale pomijając kilka sekwencji w animowanej części filmu niknie z biegiem czasu. Podczas meczu Bugsa praktycznie nie ma. Lola i Duffy mają swoje krótkie momenty, ale głównie robią za tło. Jest to naturalnie wina przeładowania filmu odniesieniami do blockbusterów i Warnerowych marek. Raczej nie o to tutaj chodziło.

Kosmiczny mecz

Dochodzimy do najważniejszego punktu filmu Kosmiczny Mecz: Nowa Era, czyli meczu! Przeciwnikami LeBrona i drużyny animków jest tzw. Goon Squad. Swoista fuzja koszykarzy i koszykarek NBA z drapieżnymi zwierzętami, żywiołami itp. Ich design to prawdziwy popis grafików, a zdolności wykraczają dalece poza koszykarskie zasady. Nic dziwnego, bowiem mecz odbywa się na zasadach gry komputerowej młodego Jamesa. Mamy, więc wirtualne ściany zamiast band, losowe power-upy oraz niezrozumiałe mnożniki punktów. Tutaj akcja za 30 (trzydzieści!) punktów to tylko rozgrzewka przed prawdziwymi combosami.

Efektem takiego podejścia jest z jednej strony brak zrozumienia zasad przez widzów, a z drugiej pełna dowolność gagów i popisów Looney Tunes. Kojot Wiluś szaleje na parkiecie, Taz wiruje szybciej niż czas, Babcia po swojej akcji dostaje zniżkę seniora, Porky freestyluje w pojedynku raperskim, a Duffy… jest Duffym. Początkowo, mając w pamięci jak świetnie wyszło to w pierwszym filmie, byłem tym wszystkim rozczarowany. Jednak, gdy zobaczyłem jak niesamowicie bawi to moje dzieciaki zrozumiałem, że chyba trzeba podchodzę do tego zbyt ostro. Młodzi momentalnie zapomnieli, że nudzili się przez wcześniejsze pół godziny i zanosili się śmiechem oglądając kolejne szalone pomysły. Nie ma, więc tego złego…

Kosmiczny Mecz: Nowa Era – podsumowanie

Ciężki orzech do zgryzienia. Kosmiczny Mecz: Nowa Era to film stojący w rozkroku pomiędzy fanserwisem dla dzieciaków lat 90., którzy teraz zabrali do kin swoje dzieci, a nowymi odbiorcami. W filmie mamy setki odniesień do innych produkcji studia, a raptem 2-3 do filmu sprzed 25 lat (akurat żart z Michaelem Jordanem to prawdziwe złoto!). Niemniej wiem, że film wyląduje na mojej półce i będziemy do niego wracać co jakiś czas. Bo w całym tym bałaganie każdy znajdzie coś dla siebie.

Poprzedni artykułCZARNA WDOWA | Recenzja filmu | Kinowe Uniwersum Marvela
Następny artykułOSZUSTKA | Janelle Brown | Wydawnictwo Agora
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię