Lockdown dał się we znaki wszystkim, również twórcom filmowym i telewizyjnym. Jednakże, o ile branża filmowa sobie jakoś poradziła, tak twórcy The Grand Tour musieli największe plany odłożyć na bliżej niesprecyzowaną przyszłość. Na kolejny specjalny odcinek musieliśmy czekać grubo ponad rok, ale wreszcie jest! Recenzja The Grand Tour Presents: Lochdown.

Szkocja!

Polecam recenzje:

The Grand Tour Presents: Seamen
Farma Clarksona

Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May nie mogli jechać zagranicę, więc w odcinku Lochdown wybrali się do malowniczej Szkocji. Tutaj postanowili sprawdzić, dlaczego stare amerykańskie auta nigdy nie sprawdziły się w Europie. Łupem Clarksona padł Lincoln Continental Mark V, Hammonda Buick Riviera Boattail, a Maya Cadillac Coupe de Ville. Trio miało przejechać całą Szkocję, by dostać się na Hebrydy Zewnętrzne, ale najpierw musieli wydostać się z ciasnych uliczek Edynburga…

Twórcy The Grand Tour za każdym razem przechodzą sami siebie. Lochdown wygląda obłędnie. Szkockie krajobrazy rażą po oczach swoim pięknem, ale cudownie dobrane filtry tylko podkreślają wspaniałe widoki. Całość uzupełniają fenomenalne ujęcia z góry, widoki przeróżnych szkockich zamków i górskich serpentyn. Coś pięknego!

Trochę chaotycznie

The Grand Tour Presents: Lochdown był odcinkiem skleconym na szybko. Dotychczas każda większa wyprawa była planowana i przygotowywana miesiącami. Wyjazd do Szkocji pojawił się jako zastępstwo wielkiej przygody w Rosji, jaką sami prezenterzy zapowiadali już dawno. Nic, więc dziwnego, że zabrakło lepiej przygotowanej eskapady. Mamy tutaj co prawda wszystko, czego możemy oczekiwać od legendarnej trójki, ale każdy z tych aspektów trochę kuleje.

Lochdown w odróżnieniu do Seamen oraz A Wild Hunt cierpi na brak spójności. Na początku pojawiają się przyczepy kempingowe, które dość szybko odchodzą w niepamięć. Za moment trio przesiada się do amerykańskich supersamochodów, które znikają po 5 minutach, podobnie jak wątek polowania u boku bliżej niezidentyfikowanych ważniaków. Gdzieś w międzyczasie pojawia się klasyczne topgearowe destruction derby, gdzie amerykańskie zwykłe auta mierzą się z radziecką myślą techniczną (jest polski polonez!!!). Ewidentnie widać, że te elementy zostały dodane na szybko, by urozmaicić przygodę i dołożyć materiału montażystom. Miejscami wiele rzeczy nie trzyma się kupy. Ale wszystko ratują, jak zawsze:

Clarkson, Hammond i May!

Mimo wszystko Trio w dalszym ciągu ma to coś co przykuwa do ekranu. Nawet największą głupotę potrafią przekuć w coś interesującego i rozbawić widzów. Ta niepowtarzalna charyzma Clarksona, Hammonda i Maya bije od ekranu tak mocno, że wybaczamy wszystkie nudniejsze momenty.

The Grand Tour Presents: Lochdown – podsumowanie

Nie da się ukryć, że Lochdown to najsłabszy z trzech odcinków specjalnych The Grand Tour. Odcinek, który wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby nie pandemia. Osobiście bardzo się cieszę, że twórcom udało się coś nagrać, bo każda minuta z Clarksonem, Hammondem i Mayem to najlepiej spędzony wieczór od tygodni. A trio wróci, gdy świat na to pozwoli!

Odcinek obejrzycie na Amazon Prime Video

Poprzedni artykułGODZILLA vs. KONG | Zapowiedź wydania Blu-Ray
Następny artykułSZYBCY I WŚCIEKLI 9 | Zapowiedź wydania 4K UHD/Blu-Ray/DVD
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię