Carnage: Czerń Biel i Krew

Wydawnictwo Mucha Comics wydało właśnie kolejny komiks, który przede wszystkim stawia na oryginalną formę, jakże niestandardową dla innych serii Marvela. Zapraszam do zapoznania się z recenzją komiksu Carnage: Czerń Biel i Krew.

Na album Carnage: Czerń Biel i Krew składają się zeszyty #1-4 miniserii Carnage: Black, White & Blood. 4 zeszyty przekładają się na 12 krótkich opowieści wielu scenarzystów i rysowników. Znajdziemy wśród nich carówno czołowych twórców Marvela jak i tych nieco mniej znanych, ale niemniej utalentowanych artystów. Na pokładzie znaleźli się (chronologicznie): Tini Howard, Benjamin Percy, Al Ewing, Donny Cates, Chip Zdarsky, Ram V, Dan Slott, Karla Pacheco, Alyssa Wong, Ryan Stegman, Declan Shalvey i Ed Brisson. Ilustracje dostarczyli Ken Lashley, Sara Pichelli, John McCrea, Kyle Hotz, Marco Checchetto, Javier Fernandez, Greg Smallwood, Chris Mooneyham, Gerardo Sanoval, Joe Bennet, Stephen Mooney, Scott Hepburn. Czerwień nałożyli Juan Fernandez, Mattia Iacono, Rachelle Rosenberg, Eric Arciniega, Andres Mossa. Projekt genialnej okładki wykonał Patrick Gleason.

Czerń, biel i krew

Na początek kilka słów wyjaśnienia czym jest seria Czerń Biel i Krew? Jest to antologia opowieści poświęconych danej postaci z uniwersum Marvela. Pisane przez różnych scenarzystów i ilustrowane przez różnych rysowników zeszyty łączy wyjątkowa forma artystyczna. Cały album podany jest jedynie w trzech kolorach, tytułowych czerni, bieli i… krwi. Tak znana z japońskiej mangi czerń i biel podlana jest krwistą czerwienią, która daje niesamowity kontrast dwóm bazowym barwom. Jest to naturalnie wielkie pole do popisu dla rysowników i kolorystów. Co skrzętnie wykorzystują w tym albumie.

12 opowieści

Carnage: Czerń Biel i Krew to antologia dwunastu zupełnie innych historii. Widać, że pracujący przy komiksie artyści mieli bardzo dużą swobodę. Nie musieli trzymać się ani gatunkowych ram, ani marvelowskiego kanonu. W efekcie otrzymaliśmy bardzo zróżnicowaną mieszankę. Dla przykładu obok historii rozgrywającej się po evencie King in Black (2020) mamy opowieść o rekinie powiązanym z symbiontem Carnage’a. Ja, jak zwykle, jestem fanem tych mniej oczywistych, bardziej szalonych pomysłów. Uwielbiam wątek rozgrywający się na statku pirackim albo ten na Dzikim Zachodzie. Z niemniejszą przyjemnością czyta się masakrę na… Comic Conie, horror z udziałem dręczonego przez ojczyma chłopca czy postapokaliptyczną historię ostatnich ludzi na ziemi…

Poziom poszczególnych historii jest bardzo różny. W pamięci zapadają te najbardziej kreatywne, gdzie oprócz zaskakującego czasu i miejsca akcji mamy bardzo widowiskowe ilustracje. Zdarzają się bowiem rozdziały, które nie zachwycają ani pod względem fabularnym, ani graficznym. Oczywiście jest to spowodowane dowolnością artystyczną osób zaangażowanych w projekt. Przewrotnie jednak taka mieszanka wywołuje syndrom jeszcze jednej strony. Trudno odłożyć komiks przed sprawdzeniem co dostaniemy na kolejnej stronie. A jak już na niej jesteśmy to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zajrzeć do kolejnego rozdziału.

Carnage: Czerń Biel i Krew – podsumowanie

To jeden z tych komiksów, które po prostu muszą znaleźć się na półce kolekcjonera. Carnage: Czerń Biel i Krew to pięknie wydana i równie niesamowicie zilustrowana antologia o jednej z najbrutalniejszych postaci Marvela. Poziom niektórych opowieści może nie zachwyca, ale całością jestem po prostu oczarowany. I bardzo mocno polecam!

Komiks wydany w Polsce przez Mucha Comics
Egzemplarz pochodzi z prywatnej kolekcji

Carnage: Czerń, Biel i Krew

56 zł
9.3

FABUŁA

8.0/10

RYSUNKI

10.0/10

PRZYSTĘPNOŚĆ

10.0/10
Poprzedni artykułPOGROMCY DUCHÓW. DZIEDZICTWO | Recenzja filmu
Następny artykułSMALL WORLD | Patryk Vega | Recenzja filmu
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię