Spider-Man: Bez Drogi do Domu zachwycił w grudniu, a Doktor Stranger w Multiwersum Obłędu spełnił pokładane w nim nadzieje dwa miesiące temu. Przyszedł czas na film, który był dla mnie pewniakiem, bo to przecież Taika Waititi, który tchnął nowe życie w Odisnona tworząc fantastyczny Thor: Ragnarok. A jednak tym razem coś „nie pykło”. Recenzja filmu Thor: Miłość i Grom.

Filmy IV Fazy MCU

1. Shang-Chi i Legenda Dziesięciu Pierścieni
2. Eternals
3. Spider-Man: Bez Drogi do Domu
4. Doktor Strange w Multiwersum Obłędu
5. Thor: Miłość i Grom
6. Black Panther: Wakanda Forever (11.2022)
7. Ant-Man and the Wasp: Quantumania (23.02.2022)
8. Strażnicy Galaktyki vol. 3 (05.05.2023)

Bracia Russo w epilogu Avengers: Koniec Gry zastawili na Taikę małą pułapkę. Thor dołączył do Strażników Galaktyki, by nieść pomoc potrzebującym we Wszechświecie. I wątek ten jest punktem wyjścia do Thor: Miłość i Grom. Niestety został potraktowany po macoszemu, a Strażnicy sprowadzeni są do tła i kilku żartów z Thora. Nie wiem nawet czy Drax wypowiada jakiekolwiek słowa w tych paru scenach. Strażnicy wkrótce ruszają w drogę, a Thor rusza na pomoc Lady Sif, która ucierpiała w starciu z potężnym Gorrem, znanym jako Bogobójca. Świadomy, że kolejnym celem Gorra będzie Nowy Asgard, Odinson rusza na Ziemię, by stawić mu czoła. Na miejscu czeka go nie lada niespodzianka, bowiem Nowego Asgardu broni… Potężna Thor!

Potężna Thor

Doktor Jane Foster zachorowała na raka. Gdy nowotwór został wykryty był już w czwartej fazie… bez szans na leczenie. Pogodzona z losem Jane z jakiegoś powodu czuje się „wołana” przez Mjolnir, którego roztrzaskane szczątki (za sprawą Heli w Thor: Ragnarok) są atrakcją turystyczną Nowego Asgardu. W jej obecności młot składa się w całość, a Jane zyskuje moc Thora. Tak wygląda filmowy origin Potężnej Thor. W komiksach Jasona Aarona wyglądało to inaczej, bowiem zanim Jane mogła unieść Mjolnir Thor stał się Niegodnym (Grzech Pierworodny). W Thor: Miłość i Grom Odinson może swobodnie podnosić młot, mimo że ten należy teraz do Jane. Co ciekawe ze względu na to, że Mjolnir został poskładany z rozbitych szczątków uzyskał kilka nowych zdolności, których może pozazdrościć jego były posiadacz.

Dużo za dużo

Taika Waititi postanowił pod każdym względem przebić Ragnarok. I to największe przekleństwo filmu Thor: Miłość i Grom. Przy dość krótkim czasie trwania (ok 1:59 ze wszystkimi napisami) mamy tutaj całe stosy wątków. Nowy Asgard, historia związku Thora i Jane, kolejne spotkanie Thora i Jane, Gorr, Walkiria, kongres bogów, a to wszystko podlane tonami nawiązań do komiksów Jasona Aarona. Może i trudno się w tym wszystkim pogubić, bo jednak Taika poukładał to całkiem nieźle, ale nie da się uciec od wrażenia, że wszystkiego jest po prostu za dużo jak na jeden film. W efekcie sporo tutaj cięć, przeskoków, zmian klimatu i tonu narracji, aby tylko zdążyć przed finałem. Cierpią na tym najważniejsze wątki filmu – relacja Thora i Jane oraz Gorr Bogobójca

Bogobójca, który nie zabija bogów

Christian Bale jako Gorr robi doskonałą robotę. Jest przerażający, jest odrażający i naprawdę niebezpieczny. Z tym, że w Thor: Miłość i Grom tego w ogóle nie widać. W zasadzie oprócz klimatycznego prologu Gorr, zwany Bogobójcą… nie zabija ani jednego boga. Wszyscy o nim mówią, wszyscy się go boją, ale na dobrą sprawę działa to bardziej na zasadzie legendy niźli prawdziwego zagrożenia. Po prostu nie starczyło dla niego czasu.

Thor i Jane czyli komedia romantyczna

W myśl tytułu Thor: Miłość i Grom obraz kładzie duży nacisk na ponowne spotkanie Odinsona ze swoją utraconą miłością. Można wręcz powiedzieć, że otrzymaliśmy pierwszą komedię romantyczną w historii MCU (no, może obok Ant-Man i Osa). Ich wspólne sceny wreszcie wypadają interesująco i, przede wszystkim, między aktorami czuć chemię. To też znakomite momenty na wiele żartów oraz chwile wzruszeń. I niestety, podobnie jak w przypadku Gorra, wątek ten ginie gdzieś w chaotycznym gąszczu nawarstwiających się wydarzeń. Szkoda.

Humor

Idąc do kina na Thor: Miłość i Grom oczekiwałem, że czeka mnie szalona komedia, do której będę często wracał. I się przeliczyłem. Żartów jest dużo, bardzo dużo, ale są one mocno przestrzelone. Naprawdę nie wiem co stało się z błyskotliwymi dialogami z Ragnaroku i fantastycznie wplecionymi żartami sytuacyjnymi. Wszystkie najzabawniejsze momenty widzieliśmy w zwiastunie, a reszta w zamierzeniu humorystycznych scen nie spełnia swojego zadania. No na plusik zaliczam drące się nieustannie wielkie kozły, ale nawet one szybko zaczynają się powtarzać. Zawodzi nawet Korg, co wydawało się niemożliwe. A jednak.

Thor: Miłość i Grom – podsumowanie

Z ciężkim bólem serca muszę napisać, że Thor: Miłość i Grom rozczarowuje. Gdy jest komedią romantyczną ogląda się go bardzo przyjemnie, ale gdy uderza w poważniejsze tony to robi to na pół gwizdka. Gorr okazał się zbyt poważnym przeciwnikiem dla luźnego stylu Taiki Waititi przez co produkcja ciągle stoi w dziwnym rozkroku. Może oczekiwałem zbyt wiele.

PS. Tradycyjnie film zawiera dwie sceny po napisach. Tym razem obyło się bez śmieszków, a obie sceny są małym zwiastunem przyszłości Asgardczyka.

Poprzedni artykułTHE UMBRELLA ACADEMY | Sezon 3 | Recenzja serialu
Następny artykułDOKTOR STRANGE W MULTIWERSUM OBŁĘDU 10 sierpnia na Blu-Ray
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.