W 2020 roku fani Resident Evil byli rozpieszczani zapowiedziami. Kinowa produkcja Resident Evil: Witajcie w Racoon City miał być najwierniejszą adaptacją stworzoną przez wielkiego fana gier. Jak wyszło, sprawdźcie w mojej recenzji. Mniej więcej w tym samym czasie Netflix zapowiedział dwa seriale osadzone w uniwersum. Jeden to animacja Resident Evil: Wieczny Mrok kontynuująca wątki Leona S. Kennedy i Claire Redfield, a drugi to zupełnie nowa aktorska produkcja. I właśnie ją biorę dziś na warsztat. Recenzja serialu Resident Evil: Remedium.

2036 i 2022

Historia Resident Evil: Remedium rozpoczyna się w Londynie w roku 2036. Może raczej w pozostałościach Londynu po wielkiej apokalipsie zombie. Wirus T opanował całą planetę zmieniając w krwiożercze bestie nie tylko ludzi, ale też zwierzęta. Jedną z ocalałych jest Jade Wesker. Jade zostawiła najbliższych w bezpiecznym miejscu i wyruszyła na misję odnalezienia antidotum lub sposobu na poradzenie sobie z zarażonymi. Jednocześnie dziewczyna nieustannie ucieka za podążającymi jej śladem wysłannikami korporacji Umbrella…

Drugi wątek rozgrywa się w roku 2022 w Nowym Racoon City umiejscowionym gdzieś w pobliżu dawnego Johannesburga w RPA. Nastoletnie Jade i Billie Wesker przybywają do hermetycznego miasteczka wraz ze swoim ojcem… Albertem Weskerem, który jako jeden z najważniejszych naukowców Umbrelli został przeniesiony do głównej siedziby korporacji umiejscowionej w Nowym Racoon City. Oficjalnie Umbrella zajmuje się produkcją leków na depresję i inne przypadłości, ale jeśli kiedykolwiek liznęliście markę Resident Evil to wiecie co dzieje się na podziemnych piętrach kompleksu…

Dwa wątki, dwie różne historie

Resident Evil: Remedium proponuje dość ciekawy podział fabuły. Wątki z 2022 i 2036 roku poznajemy równolegle na całej przestrzeni sezonu. Pod względem konstrukcji i klimatu są to dwie skrajnie różne historie. Rok 2036 przypomina gry Resident Evil 5 i Resident Evil 6. Porządek świata uległ potężnemu przetasowaniu, rządzą najsilniejsi, a każda decyzja niesie za sobą niebezpieczeństwo i śmierć. W zderzeniu z taką rzeczywistością rok 2022 wygląda niczym kompletnie inna produkcja. Sielanka w pięknym miasteczku burzona jedynie przez ciekawskie siostry. Przewrotnie to właśnie rok 2022 wypada lepiej na przestrzeni całego seznu. Zarażonych Wirusem T mamy tutaj bardzo mało, a wolne rozwijanie wątków przypomina nieco eksplorację ulic Racoon City w grach. Ba, bohaterki rozwiązują nawet proste zagadki!

A potem przychodzi odcinek siódmy

Pierwszy sezon Resident Evil: Remedium składa się z ośmiu epizodów. I to co zaczyna się dziać z fabułą praktycznie od pierwszej minuty odcinka 7. przechodzi ludzkie pojęcie. Tak jakby w trakcie ktoś zdał sobie sprawę, że mamy za mało Resident Evil w Resident Evil i polecono scenarzystom zmienić ten stan rzeczy. Bez względu na logikę. I tak też się dzieje. Ostatnie dwa odcinki do nie kilka a wręcz kilkanaście kretyńskich rozwiązań fabularnych wyciągających wszystko co najgorsze ze świata RE. Drony z nieskończoną amunicją, ludzie sterowani tabletem, klony… a to wszystko podlane najgłupszymi decyzjami jakie tylko mogli podjąć bohaterowie. Nieprawdopodobne bzdury.

Kanon czy nie?

Oglądając zwiastun Resident Evil: Remedium zastanawiałem się czy ten serial w ogóle ma coś wspólnego z grami. Fabuła opowiada oryginalną historię, która im dalej w las tym bardziej nawiązuje do przeszłości. Trzeba bowiem pamiętać, że akcja pierwszych gier rozgrywała się w 1998 roku, więc Racoon City zostało zniszczone 24 lata przed wydarzeniami z 2022 roku. Nic więc dziwnego, że nikt nie pamięta Wirusa T i roli Umbrelli jeśli wszystkie ślady zmiotła… atomówka.

To samo tyczy się Alberta Weskera. Oczywiście nie mogę zdradzać szczegółów, ale śmiertelny wróg Chrisa Redfielda również ma coś wspólnego z fabułą gier. Z gier zaczerpnięto też wiele pojawiających się tutaj wrogów. Oprócz obowiązkowych truposzy mamy dobermana (w różnych odsłonach), mamy gigantycznego aligatora (RE2), wielkiego robala (RE3), a nawet gościa z worku na głowie z piłą mechaniczną w rękach (RE4). Powracają też lickery, które w Resident Evil: Remedium zostały zobrazowane perfekcyjnie. Śmiem powiedzieć, że żaden z dotychczasowych filmów nie zrobił ich lepiej! Znanych bohaterów tutaj nie ma, aczkolwiek ostatnia scena sezonu zwiastuje powrót jednej z nich.

Resident Evil: Remedium – podsumowanie

Nie czekałem Resident Evil: Remedium i tak naprawdę mogłem go nie oglądać. Serial od pierwszych minut wypada całkiem znośnie, ma kilka fajnych pomysłów, ale ostatnie dwa odcinki rozdeptują to co udało się wypracować sześciu poprzednim. Pierwszy sezon (stawiam, że też ostatni) kończy się więc wielkim niesmakiem i potężnym stężeniem głupot na minutę trwania odcinka. I mówię to jako fan serii gier Resident Evil.

Serial do obejrzenia na platformie Netflix

  • FABUŁA - /10
    0/10
  • RYSUNKI - /10
    0/10
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
    0/10

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358
Poprzedni artykułVENOM. TOM 2 | Recenzja komiksu Marvel Fresh
Następny artykułWOJOWNICZE ŻÓŁWIE NINJA. ZMUTOWANY CHAOS w kinach w sierpniu 2023!
Adam Grochocki
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.