Jakoś nie spieszyło mi się na wizytę w kinie. Nie przepadam za tym antybohaterem, ale bardzo lubię Dwayne’a Johnsona, więc ostatecznie pojawiłem się na seansie. Nie oglądałem zwiastunów, nie czytałem recenzji, poszedłem zupełnie w ciemno. Jak wypadło? Recenzja filmu Black Adam.

Bohater Kahndaqu

SHAZAM! – recenzja

Kahndaq to małe (fikcyjne) państwo położone na Półwyspie Synaj. Dumni mieszkańcy Kahndaqu od czczą swojego bohatera, który pięć tysięcy lat temu zakończył rządy okrutnego króla i wyzwolił zniewolonych mieszkańców. Wkrótce potem Teth-Adam zniknął bez śladu, ale legenda żyje po dziś dzień. Tym bardziej, że Kahndaq znów cierpi pod opresją syndykatu trzymającego łapę na Eternium. Eternium to magiczne źródło energii, które pozwala tworzyć potężną broń, a także niezwykłe napędy do pojazdów.

Gdzie w tym wszystkim Black Adam? Potężny czempion zostaje przywołany przypadkiem w akcie desperacji miejscowego ruchu oporu. Teth-Adam, nieco zagubiony we współczesnym świecie, postanawia zaprowadzić rozumianą przez siebie sprawiedliwość. Jednak pojawienie się nowego, potężnego wojownika nie umyka reszcie świata, więc Amanda Waller wysyła na miejsce grupę Justice Society pod dowództwem Dr. Fate i Hawkmana…

Niezły film o tym gorszym Shazamie

Szczerze? Spodziewałem się słabego filmu. Tym większa moja radość, gdy okazało się, że Black Adam to udana produkcja i mała cegiełka do odbudowy filmowego uniwersum DC. Fabularnie nie mam się do czego przyczepić. Główny bohater jest tzw. antybohaterem, a tego typu postaci bardzo trudno wpisać w uniwersa zdominowane przez same pozytywne postaci (na tym polu poległy Morbius i Venom). W przypadku Black Adam ta sztuka wyszło całkiem nieźle. Przedwieczny wojownik nie przebiera w środkach, nie cofa ręki, a w efekcie trup ściele się naprawdę gęsto. Tak, film jest zaskakująco brutalny, nawet jeśli krew ograniczono do minimum. Naprawdę czujemy, że mamy do czynienia z postacią, która nijak nie zasługuje na miano bohatera. I oto właśnie chodziło!

Co się udało

Na zdecydowany plus muszę zaliczyć postaci Dr. Fate oraz Hawkmana. Pierce Brosnan jako Kent Nelson / Dr. Fate wypada wprost idealnie. Jego stoicki spokój nawet w najtrudniejszych sytuacjach cudownie podkreślana jest przez aurę dżentelmena jaką roztacza Brosnan. Co prawda filmowy Fate nie przepada za używaniem swojego hełmu, ale nie psuje to zbyt wiele. Podobnie ma się sprawa z Hawkmanem, który otrzymał zaskakująco rozbudowaną rolę. Carter Hall jest uosobieniem wartości jakimi kierują się bohaterowie DC, a jego moralność daje fajny odpór brutalności i bezwzględności Black Adama. Pochwalić muszę również dobre efekty specjalne. Mnóstwo tutaj wybuchów, zawalanych budynków, rzucanych samochodów i wszędobylskich gromów. Pod tym względem Black Adam wypada znacznie lepiej niż ostatnie filmy Marvela.

Co się nie udało

Wbrew wielu powyższym pochwałom minusów nazbierało się całkiem dużo. Przede wszystkim nijaki i bardzo generyczny finał. Znikąd pojawia się wielki, twardy złol i zaczyna się mordobicie. Mocno szablonowe rozwiązanie. Kolejny minus dotyczy wymuszonego humoru. Drażni też niekonsekwencja w zachowaniu Black Adama. Gość ma 5000 lat i raz o broni palnej mówi, że to magia, a za chwilę rzuca idiomami i sarkastycznymi uwagami. Młody Amon uczy Adama tekstów niczym John Connor Terminatora, mamy dziwną scenę nawiązującą do westernów, a wisienką na torcie są wygłupy Atom Smashera. A tak, Justice Society to obok Fate’a i Hawkmana również Atom Smasher oraz Cyclone. Zarówno Al Rothstein jak i Maxine Hunkell nie mają zupełnie nic do zagrania, a Smasher spełnia rolę tzw. comic relief. Rzuca durne teksty, przewraca się i ogólnie nie ogarnia. Nie wyszło zbyt zabawnie. Nie rozumiem też, dlaczego nikt, absolutnie nikt, nie wspomina o Shazamie. Black Adam przecież używa tych samych mocy, też korzysta z frazy „Shazam”, a w filmie nie ma żadnego nawiązania do znakomitej komedii DC. Dziwne.

Black Adam – podsumowanie

Bardzo dobry powrót DC do kin. Black Adam to produkcja, która nie ustrzegła się dziwnych błędów i wymuszonych gagów, ale w ogólnym rozrachunku ogląda się to bardzo dobrze i bardzo przyjemnie. Dużo akcji, widowiskowych starć, znalazły się nawet nieźle skomponowane zwroty akcji. Dobry prognostyk na przyszłość. Szczególnie, gdy James Gunn oraz Peter Safrian przejęli stery w DC Studios. No i pewnie już wiecie, ale w scenie po napisach mam WIELKI powrót jednego z najsłynniejszych bohaterów DC.

  • FABUŁA - %
    0%
  • RYSUNKI - %
    0%
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - %
    0%

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358
Poprzedni artykułSTRAŻNICY GALAKTYKI TOM 2: BEZ WIARY | Donny Cates | Recenzja komiksu Marvel
Następny artykułSAVAGE AVENGERS TOM 1 | Gerry Duggan | Recenzja komiksu Marvel Fresh
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.