Dziś recenzja filmu, który odczarował po pandemiczne kina i pokazał całej branży, że jest jeszcze nadzieja przez pełną dominacją streamingu. To też wielki powrót marki, który na papierze wydawał się skazany na porażkę. W końcu pierwszy Top Gun premierę miał… 5 dni po moich narodzinach, a urodziłem się 7 maja 1986 roku. Dziś, 36 lat później mam dla was recenzję wydania Blu-Ray filmu Top Gun: Maverick.

Top Gun: Maverick

Po ponad trzech dekadach czynnej służby Peter „Maverick” Mitchell osiągnął wszystko, co mógł osiągnąć pilot i stał się żywą legendą amerykańskiego lotnictwa. Jednak ciągłe problemy z przełożonymi sprawiły, że nigdy nie wybił się ponad stopień kapitana, co wpłynęło na ścieżki jego kariery. Aktualnie Maverick zajmuje się testowaniem najnowocześniejszych myśliwców, ale armia wkrótce upomina się o swojego asa. Maverick ma wyszkolić grupę najlepszych czynnych pilotów, którzy za kilka tygodni wezmą udział w… misji niemożliwej. Wśród elity znalazł się Rooster, syn Nicka „Goose’a” Bradshawa, który latał z Maverickem i zginął na służbie.

Fabuła

Pod względem fabularnym Top Gun: Maverick nie jest specjalnie odkrywczy. Mamy tutaj klasyczną historię, w której grupa indywidualności ma szlifować swoje umiejętności, nauczyć się współpracy, a w finale wykonać arcyważną misję. Tylko czy potrzeba czegoś więcej? W tym gatunku to spokojnie wystarcza, aby dobrze się bawić. O ile zostanie to odpowiednio przedstawione, a w przypadku Mavericka fabuła bardzo szybko schodzi na dalszy plan. Ale o tym troszkę niżej.

Co ciekawe twórcy nie zdecydowali się na osadzenie akcji w jakimś aktualnym międzynarodowym konflikcie. Drużyna Mavericka ma zaatakować fabrykę wroga, a rzeczony „wróg” posiada myśliwce V generacji, które mogą konkurować z amerykańskimi F-35 (ekipa musi wykorzystać znacznie słabsze, ale zwinniejsze F-18). Na początku brzmiało to dość dziwnie, natomiast bardzo szybko o tym zapominamy, bo nasze zmysły pochłania coś zupełnie innego.

Szczęka na podłodze

Top Gun: Maverick pod naciskiem Toma Cruise’a został zrealizowany za pomocą praktycznych efektów specjalnych. W filmie, gdzie jedną z głównych ról odgrywają odrzutowce oznaczało to, że aktorzy faktycznie wzbiją się w przestworza, by nagrać swoje sceny. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. To co wyrabia się w powietrzu jest NIEWIARYGODNE. Typowych dla gatunku walk powietrznych jest malutko, a mimo to trudno pozbierać się po kolejnej sekwencji w myśliwcach. Adrenalina momentalnie udziela się widzom, co w połączeniu z dobrym nagłośnieniem gwarantuje gęsia skórkę i przyspieszone bicie serca. Niezależnie czy to szkolenie pilotów czy finałowa misja. Jako wielki fan praktycznych efektów specjalnych zostałem po prostu oczarowany. Widziałem film w kinie (dwukrotnie), posiadam wydanie 4K, teraz Blu-Ray i każde kolejne doświadczenie wywołuje podobne emocje.

Top Gun: Maverick – podsumowanie recenzji

W ostatnich latach mieliśmy kilka powrotów kultowych marek, ale wszystkie bledną przy Top Gun: Maverick. Film, który w erze CGI korzysta z praktycznych efektów specjalnych to ewenement sam w sobie, ale nikt nie spodziewał się jak zostanie to zrealizowane. Niesamowite zdjęcia w powietrzu, genialne ujęcia z kokpitów i tytaniczna praca aktorów, którzy naprawdę latali w F-18 tworzą obraz niezwykły. Film, który już na zawsze zostanie w mojej osobistej topce.

DODATKI SPECJALNE

Clear for Take Off

Praktycznie wszystko co widzimy w filmie Top Gun: Maverick to efekty praktyczne. Kręcąc sceny akcji aktorzy naprawdę latali F-18 i brali udział w wyczynach pilotów, by udało się nakręcić jak najbliższe rzeczywistości ujęcia z kokpitu. Wszystkie grymasy, jakie widzieliśmy przy przeciążeniach to prawdziwe reakcje aktorów podczas akrobacji myśliwców. Pierwszy z dodatków pokazuje, jak przygotowywano się do tych ujęć i jak wielką rolę odegrał w tym wszystkim Tom Cruise, który osobiście przygotował cykl szkoleń dla reszty ekipy. Zresztą to był główny warunek aktora – albo robimy to w praktycznie albo w ogóle. Materiał ogląda się z wytrzeszczonymi oczami podziwiając szkolenie jakie przeszli aktorzy, by móc wsiąść do F-18. Czysty OBŁĘD!

Breaking New Ground – Filming Top Gun: Maverick

W drugim materiale przyglądamy się sprawom technicznym. Jak wspomniałem (kilkukrotnie) film wykorzystuje praktyczne efekty specjalne, gdzie tylko się da. Dodatek uchyla rąbka tajemnicy, jak udało się osiągnąć tak piorunujący efekt. Trudno sobie wyobrazić, jak udało się zamontować 6 kamer w kokpicie F-18 nie wpływając na urządzenia myśliwca, jak skoordynować zachowanie aktorów podczas lotu i nakręcić wszystkie te ewolucje w powietrzu bez sięgania po CGI. Nieprawdopodobna robota.

A Love Letter to Aviation

 List miłosny do lotnictwa to poruszająca laurka dla Toma Cruise’a i jego fascynacji samolotami. Musicie, bowiem wiedzieć, że obecny w filmie samolot Mustang P-51 jest własnością Toma i to on latał nim podczas ujęć. A Jennifer Connely nie korzytała z dublerki. Piękna sprawa.

Forging the Darkstar

 Otwierająca film scena pokazywała eksperymentalny hipersoniczny samolot Darkstar, który w teorii może lecieć z prędkością dziesięciokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku (10 Machów). Ekipa współpracowała ze Skunk Works będącym dywizją Lockheed Martin, gdzie opracowano projekt Darkstara, by ten nie uciekał za bardzo w sci-fi, a pasował do bardzo realistycznej reszty filmu.

Hold My Hand” i “I Ain’t Worried”.

Ostatni z dodatków to coś dla fanów ścieżki dźwiękowej. Są to dwa teledyski do piosenek nagranych do filmu. Lady Gaga „Hold My Hand” oraz One Republic „I Ain’t Worried”.

Podsumowanie dodatków

Film Top Gun: Maverick zostawia nas ze szczęką na podłodze, ale to nie wszystko, bo identyczny efekt wywołują dodatki. O filmie powiedziano już wiele, natomiast zobaczyć, jak wyglądały przygotowania i samo kręcenie tych cudownych scen to zupełnie inna sprawa. Wielkie ukłony dla reżysera, wielkie ukłony dla ekipy technicznej, wielkie ukłony dla aktorów i największe dla niepodrabialnego Toma Cruise’a. Długo nikt i nic tego nie przebije.

Egzemplarz do recenzji dostarczył Galapagos

Poprzedni artykułWOTUM NIEUFNOŚCI | W kręgach władzy #1 | Remigiusz Mróz | Recenzja książki
Następny artykułEUFORIA – Sezony 1-2 + dwa odcinki specjalne na DVD!
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.