Cyberpunk 2077 Trauma Team

Cyberpunk 2077 – tytuł, który elektryzuje graczy na całym świecie od kilku dobrych miesięcy. Niestety są to z reguły skrajne emocje – od zachwytów po przeklinanie produkcji CD Projekt Red. Zaskakująco za sprawą Egmontu możemy przeczytać polską wersję pierwszego komiksu osadzonego w świecie CP77 wydanego w oryginale przez Dark Horse Comics. Recenzja Cyberpunk 2077: Trauma Team.

Nie, nie grałem

Zacznę od małego wytłumaczenia, bowiem fakt, iż nie grałem jeszcze w Cyberpunk 2077 może spowodować kilka merytorycznych błędów w recenzji. Nie znam realiów świata Cyberpunka, za stworzenie, którego odpowiada Mike Pondsmith. Nie widziałem systemu ani samej planszówki, ponieważ nigdy nie miałem ku temu okazji. Zaś jeśli chodzi o grę to nie grałem… z własnego wyboru. Powstrzymałem się przed preorderem, co okazało się bardzo dobrą decyzją. Konsolowa wersja w dalszym ciągu jest bardzo niegrywalna, więc czekam aż produkcja otrzyma łatkę ulepszającą Cyberpunk 2077 pod konsole PS5/Xbox Series S|X. A to nastąpi pewnie najwcześniej pod koniec tego roku. Najwcześniej…

Trauma Team

Nadia, ratowniczka, medyk pracująca dla firmy Trauma Team jest jedyną ocalałą akcji, która skończyła się śmiercią jej kompanów. Po powrocie do pracy Nadia zostaje przydzielona do misji, której celem jest uratowanie człowieka… odpowiedzialnego za tamtą masakrę. Klient utknął na setnym piętrze wieżowca zamieszkanego przez bezwzględnych członków wrogiego gangu i oczekuje na ewakuację. Czy samobójcza misja ma jakąkolwiek szansę powodzenia?

Trauma Team International to jedna z największych paramedycznych spółek działających na terenie Night City. Ambulansy są w stanie dotrzeć do klienta w ciągu 7 minut od wezwania. Za spóźnienie klient otrzymuje zwrot pieniędzy (źródło). Załoga Trauma Team jest uzbrojona i robi absolutnie wszystko co możliwe, by pomóc klientowi. Bez względu na jego profesję, przynależność bądź status społeczny. Jeśli zapłacił to staje się ich oczkiem w głowie. Nic nie jest ważniejsze niż powodzenie misji…

Dredd i The Raid w cyberpunkowym sosie

Czytając Cyberpunk 2077: Traum Team ma się nieodparte wrażenie, że „to już kiedyś było”. Fabuła kopiuje pomysły, jakie widzieliśmy w kapitalnych filmach akcji: indonezyjskim The Raid oraz Dredd, na podstawie kultowej serii komiksów. Mamy gigantyczny wieżowiec, mamy zamieszkujących go złoli i mamy o walczących o przetrwanie równie kontrowersyjnych bohaterów. Pomysł sam w sobie bardzo wdzięczny, ale musi za tym pójść albo akcja, albo wyraziści bohaterowie. Trauma Team cierpi na niedostatek obu tych czynników…

Komiks składa się z czterech zeszytów, więc zanim się na dobre rozkręci Cullen Bunn zaczyna myśleć już o zakończeniu. Nie wykorzystuje, więc ani możliwości jakie daje stupiętrowy budynek naszpikowany złolami, anie postaci, które ma do dyspozycji. Najbardziej wyrazisty okazuje się klient Trauma Team, którym mimo wszystko musi opiekować się Nadia. I choć zakończenie nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać to całość zupełnie niczym nie zaskakuje.

Cyberpunk 2077: Trauma Team – podsumowanie

Nie spodziewałem się niesamowitej historii i takiej też nie dostałem. Cyberpunk 2077: Trauma Team Jest komiksem, którego jedyną zaletą będzie fajny wygląd na półce obok gadżetów ze świata Cyberpunka. Prosta historia oparta na sprawdzonym pomyśle i podczepienie się pod głośną markę to trochę zbyt mało, aby z czystym sumieniem ją polecić.

Komiks pochodzi z prywatnej kolekcji.

Cyberpunk 2077: Trauma Team

26,76 zł
5.8

FABUŁA

4.5/10

RYSUNKI

8.0/10

PRZYSTĘPNOŚĆ

5.0/10
Poprzedni artykułBATMAN TOM 12: MIASTO BANE’A | Odrodzenie DC | Tom King
Następny artykułALL-NEW WOLVERINE TOM 6: STARUSZKA LAURA | Tom Taylor
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię