Niemal pięć lat minęło od ostatniego spotkania ze Spider-Manem! Ostatecznie Peter znalazł drogę do domu i Tom Holland jako pierwszy aktor w historii zagrał w czwartym solowym filmie o Pająku. Nie ukrywam, że miałem wobec tej produkcji naprawdę duże oczekiwania, a teraz czas zastanowić się czy zostały spełnione. Recenzja filmu Spider-Man: Całkiem nowy dzień.
Spider-Man: Całkiem nowy dzień
W wyniku wydarzeń ze Spider-Man: Bez drogi do domu, Peter za sprawą zaklęcia Doktora Strange sprawił, że wszyscy zapomnieli o jego tożsamości. Choć obiecał MJ i Nedowi, że wyjawi im prawdę, ostatecznie uznał, że jedynie całkowite odcięcie się od najbliższych zapewni im bezpieczeństwo. Od tego momentu minęły cztery lata. Cztery lata, podczas których Pete całkowicie poświęcił prywatne życie na rzecz pracy Spider-Mana. Mieszkańcy Nowego Jorku go uwielbiają, policja wie że może na niego liczyć, burmistrz wręczył mu klucze do miasta, a przestępczość znacznie zmalała.
Przy tym wszystkim Peter po prostu umiera z tęsknoty. Tęsknoty i samotności, które doskwierają mu co raz bardziej. Spidey odciął się od Avengers (choć pozostaje z niektórymi w kontakcie), a jedynym jego sprzymierzeńcem w mieście okazuje się sam Frank Castle. Współpraca z Punisherem nie należy do najłatwiejszych, o czym przekonał się już Daredevil. By zagłuszyć swoje rozterki Peter narzuca sobie szaleńcze tempo, przez co jego ciało zaczyna się zmieniać. Pajęcze geny zaczynają dominować nad ludzkimi, co wpływa na jego zmysły i zdolności. Organiczne sieci, którymi dysponował Peter 2 (Spider-Man Tobey Maguire’a) to jedynie początek zmian wielkich zmian, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Wszystko zbiega się z pojawieniem się w mieście nowego, tajemniczego przeciwnika. Przeciwnika, który bardzo szybko odkrywa tożsamość Spider-Mana i równie szybko identyfikuje osoby, które chciał chronić…
Fabuła
Pod względem fabularnym Spider-Man: Całkiem nowy dzień pozytywnie zaskakuje. Nawet bardzo. Zwiastuny pokazały wiele różnych zagrożeń, wielu różnych przeciwników (i niestety zdradziły zbyt dużo). Hulk, Skorpion, Tombstone, ninja z Dłoni / The Hand, a do tego tajemnicza postać grana przez Sadie Sink i plotki o obecności Bumeranga, a nawet Mr. Negative’a. Można było obawiać się chaosu. A jednak, jakimś cudem, udało się to wszystko poukładać i stworzyć naprawdę spójną, emocjonalną historię. Jasne, część tych postaci ma niewielkie znaczenie dla historii. Niektórzy pojawia się jedynie w jednej czy dwóch scenach i, o dziwo, okazuje się to bardzo dobrym pomysłem. Mimo natłoku postaci to dalej bardzo osobista historia Petera Parkera.
Historia okazuje się bardzo emocjonalna i mocno pogłębiająca postać Spider-Mana. Chłopak, który czerpał garściami z życia, na własne życzenie stał się odludkiem. Zmiany zachodzące w jego organizmie sprawiają, że dodatkowo przestaje kontrolować swoje zachowania i odruchy. Nie mieliśmy tego w żadnym z dotychczasowych filmów i za to wielkie ukłony. Rewelacyjnie wypada też relacja Petera z MJ i Nedem. Dwójka zupełnie go nie pamięta, a jednak dalej jest między nimi chemia, która zachwycała poprzednio. Równie dobrze napisano finał, ale nie będę o nim wspominał, bo każda wzmianka o trzecim akcie filmu byłaby spoilerem, a tych unikam jak ognia!
Street level
Trzeba pamiętać, że Spider-Man: Całkiem nowy dzień to względem poprzednich odsłon, produkcja dość kameralna. Skala wydarzeń jest to nieporównywalnie mniejsza niż poprzednio. I to nie tylko od multiwersalnego szaleństwa z Bez drogi do domu, ale też od Daleko od domu. Spidey mocno trzyma się nowojorskich ulic, a zagrożenie choć poważne, to dalej sprawa lokalna, a nie Avengers Level. Nie spodziewajcie się więc wprowadzenia do Doomsday, czy zdradzania jakichś tajemnic związanych z MCU. Wszystko rozgrywa się w środowisku naturalnym Petera Parkera. Paradoksalnie im mniejszy rozmach, tym bardziej czuć ducha Spider-Mana.
Peter i Frank, Frank i Peter
Ze wszystkich intrygujących zapowiedzi dotyczących filmu Spider-Man: Całkiem nowy dzień zdecydowanie najmocniej czekałem na spotkanie Spider-Mana i Punishera. I nie zawiodłem się! Dwójka wypada na ekranie tak absurdalnie dobrze, że brakuje mi słów żeby to opisać. Przede wszystkim ich epickie i niekończące się kłótnie. Frank Castle został nieco ograniczony przez kategorię wiekową, ale mimo to udało się napisać znakomite dialogi. Pełne krzyku, gestykulacji i wzajemnych docinków. Fenomenalne! W każdym z dotychczasowych filmów Peter miał kogoś w rodzaju mentora. Tym razem przypomina to nieco relację ojca, który wkurzony jest, że syn zaczyna podążać jego drogą. Z jednej strony jest to taka szorstka relacja, a z drugiej pełna humoru, uroku i nawet wzruszeń. Angaż Jona Brenthala okazał się tutaj strzałem w dziesiątkę!
Praktyka, akcja!
Kolejną rzeczą, która wyróżnia film Spider-Man: Całkiem nowy dzień na tle trzech pierwszych części, jest zupełnie nowe podejście do scen akcji. Już początek filmu pokazuje nam, że Daniel Destin Cretton postanowił ograniczyć CGI, gdzie tylko się da. Strój Spider-Mana nie jest już podkręcany przez CGI (a przynajmniej tak to wygląda). Maska nie ma już utwardzonych elementów, które robiły z twarzy Pająka owal. Teraz widzimy, że pod maską naprawdę znajduje się Tom Holland. Bujanie się po mieście w wielu miejscach zostało zrealizowane za pomocą linek. Z jednej strony nie wygląda to aż tak widowiskowo jak wcześniej, a z drugiej czuć pewien realizm, pewną autentyczność w zachowaniu miasta, które nigdy nie śpi. Ten styl przemawia do mnie bardziej, natomiast jest to kwestia gustu.
Nic to jednak przy scenach walki. Te wyglądają absolutnie obłędnie! Kilka lat temu, twórcy gry Marvel’s Spider-Man, firma Insomniac wzorowała zachowanie swojego Pająka na wyczynach Andrew Garfielda z Amazing Spider-Man. W przypadku Spider-Man: Całkiem nowy dzień to Daniel Destin Cretton wzorował sceny walki na tychże grach. Serio! Kilka combosów, wystrzeliwanie z naprężonych sieci, czy efektowne finiszery są żywcem wyciągnięte z gry. Nie są podobne – są identyczne! Ba, nawet sposób pokonywania przeszkód został skopiowany niemal jeden do jeden. I nie jest to w żadnym wypadku zarzut. Dzięki tej inspiracji walka zachwyca w każdej, dosłownie każdej scenie.
Spider-Man: Całkiem nowy dzień – podsumowanie
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że po cudownie nostalgicznym trzecim filmie, Spider-Man: Całkiem nowy dzień sprawi mi tyle radości. Nowy reżyser, zapewnił serii zupełnie nowe otwarcie zmieniając sposób narracji i przebudowując wiele aspektów. Idźcie do kina, bo naprawdę warto. Pozostaje czekać na powrót Spider-Mana w Avengers (pewnie dopiero w Secret Wars), a w piątej solowej odsłonie może wreszcie doczekamy się spotkania z Venomem?
PS. Film posiada jedną sceną po napisach, którą umiejscowiono na samym końcu czarnych tablic. Scena dość krótka, ale skłaniająca do snucia domysłów i teorii.
SPIDER-MAN: CAŁKIEM NOWY DZIEŃ

Movie description: Zapomniany przez świat Peter Parker żyje samotnie, poświęcając się w pełni roli Spider-Mana, aż narastająca presja wywołuje w nim niebezpieczną przemianę, a na jego drodze pojawia się potężny nowy wróg.
Date published: 31 July 2026
Country: USA
Duration: 145 minut
Author: Chris McKenna, Erik Sommers
Director(s): Destin Daniel Cretton
Actor(s): Tom Holland, Zendaya, Mark Ruffalo, Jon Bernthal, Jacob Batalon, Sadie Sink, Florence Pugh, Liza Colón-Zayas, Tramell Tillman, Marisa Tomei, Naomi Watts, Michael Mando, Keith David, Marvin Jones III, Olivia Booth-Ford, Taryn Marie Butler, Johnny Myers, Billy Clements
Genre: Superbohaterski
Podsumowanie
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że po cudownie nostalgicznym trzecim filmie, Spider-Man: Całkiem nowy dzień sprawi mi tyle radości. Nowy reżyser, zapewnił serii zupełnie nowe otwarcie zmieniając sposób narracji i przebudowując wiele aspektów. Idźcie do kina, bo naprawdę warto. Pozostaje czekać na powrót Spider-Mana w Avengers (pewnie dopiero w Secret Wars), a w piątej solowej odsłonie może wreszcie doczekamy się spotkania z Venomem?








































