Podczas, gdy już tylko najwierniejsi fani George’a R.R. Martina wierzą, że kolejna Gra o Tron pojawi się w tym stuleciu, sam autor czerpie garściami ze swoich pięciu minut. Zagrał zombie wersję siebie w Z Nation, a także użyczył swojej persony do Rekinado 3: O rybia płetwa. W lutym na Netfliksie zadebiutował wyprodukowany przez stację Syfy serial sci-fi na podstawie noweli Żeglarze Nocy autorstwa George’a Martina, który jest czymś zupełnie innym niż kultowa już Gra o Tron. Recenzja serialu Nightflyers.

Przyszłość. Ziemia została zdziesiątkowana przez zabójczy wirus, a ludzie rozpaczliwie szukają ratunku. Takim ratunkiem może okazać się odkrycie Karla D’Branina. Naukowiec śledząc przestrzeń kosmiczną trafił na ślad, jak wierzy, inteligentnej formy życia. Karl zostaje zwerbowany przez Roya Erisa na najnowocześniejszy, samowystarczalny pojazd kosmiczny – Nightflyer, a jego zadanie jest proste: dotrzeć do źródła sygnału i nawiązać kontakt z istotami, których wiedza może uratować Ziemię.

Nightflyers postaciami stoi. Oprócz mających największy wpływ na misję zafiksowanego na punkcie obcych Karla D’Branina oraz tajemniczego Kapitana Erisa mamy Agathę ekspertkę od kontaktu z tzw. L (o tym za chwilę), biologa Rowana, ekspertkę od mechaniki Mel oraz programistkę Lommie. Każde z nich podczas wielomiesięcznej podróży musi przezwyciężyć własne słabości, a od ich postawy nierzadko zależy życie załogi. No i jest jeszcze wspomniany L…

Kim jest L? Literka opisuje ludzi o rozwiniętych zdolnościach parapsychicznych. L potrafią czytać w myślach, mieszać w głowach i podstawiać innym obrazy związane z ich największymi lękami. Na pokładzie Nightflyera znajduje się Thale będący L-1, czyli człowiekiem o parapsychicznych zdolnościach najwyższego poziomu. Thale budzi w załodze strach, a sam nierzadko wykorzystuje swoje umiejętności przeciw ludziom życzącym mu źle. Dlaczego, więc znalazł się na pokładzie? Karl odkrył, że mózgi L nadają na podobnych częstotliwościach, co sygnał emitowany przez Volcrynów w dalekiej przestrzeni.

Jeśli spodziewaliście się kolejnego międzygwiezdnego piu piu piu to możecie nieźle się zdziwić oglądając pierwszy odcinek. Nightflyers można określić mianem hard science fiction nawet jeśli nie wpisuje się idealnie w ramy gatunkowe. Nie spodziewajcie się, więc spektakularnych pojedynków z obcymi, widowiskowych manewrów w przestrzeni kosmicznej i odwiedzania innych planet. Serial w całości skupia się na załodze Nightflyera, która nie tylko musi nauczyć się ze sobą współpracować, ale też przezwyciężyć wiele trudności. Pełno tutaj emocjonujących i dramatycznych w skutkach wydarzeń, które skutecznie przykuwają do ekranu.

A co nie zagrało? Niektóre wątki potraktowane są po macoszemu, kończą się, gdy wydaje się, że było coś jeszcze do opowiedzenia, albo przewrotnie, powracają te, których zakończenia byliśmy pewni. Mimo to ogląda się to bardzo dobrze i pojawia się głód jeszcze jednego odcinka. Mam też problem z odcinkiem finałowym. Scenarzyści poszli najgorszą możliwą drogą i zamiast zamknąć większość wątków, postanowili otworzyć kilka nowych i zaserwować okrutny cliffhanger. Poszczególne stacje powinny brać przykład z seriali stacji Showtime, które wraz z ostatnim odcinkiem zamykają zdecydowaną większość spraw i ewentualnie zostawiają coś na zawiązanie akcji w kolejnej odsłonie. Przy tej ilości produkcji i binge’owym oglądaniu urywanie akcji w najważniejszym momencie finału to totalna porażka.

Nightflyers to serial godny polecenia. Podczas oczekiwania na kolejny sezon Expanse to chyba najlepszy wybór dla osób tęskniących za mrocznym i emocjonującym sci-fi. Odpalcie, sprawdźcie, a być może nie odejdziecie zanim nie skończycie.

PS. Stacja Syfy w środę zadecydowała o kasacji serialu, więc nie obejrzymy drugiego sezonu…