Moon Knight, mega pozytywne zaskoczenie sprzed kilku miesięcy, doczekał się drugiego tomu. Zbytnio nie przeciągając zapraszam do zapoznania się z recenzją dalszych przygód człowieka opętanego przez zapomniane egipskie bóstwo zatytułowanych Z martwych powstaną.

Seria Moon Knight:

1. MOON KNIGHT TOM 1: Z MARTWYCH
2. MOON KNIGHT TOM 2: Z MARTWYCH POWSTANĄ
3. MOON KNIGHT TOM 3: W NOC

Pierwszy tom Moon Knighta składał się z sześciu zeszytów, a każdy z nich opowiadał inną historię. Poszczególne opowieści trzymały bardzo wysoki poziom mimo tego, że były bardzo krótkie. W przypadku drugiego tomu Brian Wood proponuje nieco inne podejście łącząc wszystkie zeszyty. Jak wyszło?

Całość zaczyna się od udaremnionego zamachu na życie afrykańskiego watażki, który przybył na szczyt ONZ, by otrzymać amnezję dla siebie i rządzonego przez niego kraju. Spector radzi sobie z mordercą, ale owo wydarzenie to tylko wstęp do właściwej opowieści. Okazuje się bowiem, że znana Marcowi osoba atak na generała traktuje jako prywatną zemstę i w tym celu posuwa się nawet do przejęcia ducha Konshu.

Wszystkie sześć zeszytów kręci się wokół tej historii co i rusz podrzucając nowe tropy i serwując zwroty akcji. W pewnym momencie Marc Spector schodzi na drugi plan, a pierwsze skrzypce grają kluczowe dla tego albumu postaci. Poprzednio poznaliśmy dwie osobowości Spectora, drugi album dodaje kolejne, co zbliża postać do starszych serii. Czasem jest bardzo abstrakcyjnie, czasem szalenie widowiskowo, a czasem bardzo tajemniczo. Wszystko to tworzy dość unikalne doświadczenie, tak bardzo różniące się od tego, co serwuje Marvel. Kapitalnie wypada też zakończenie wywracające wszystko do góry nogami i dodające kolejne znaki zapytania. Jest naprawdę dobrze.

Komiks kupicie taniej w sklepie Egmontu

Perełką komiksu jest zeszyt Moon Knight #8, czyli drugi rozdział tego albumu. Marc Spector pomaga zaprzyjaźnionemu detektywowi, który prowadzi akcję uwolnienia zakładników z opanowanego przez terrorystów wieżowca. Cały rozdział zrealizowany jest w formie kadrów, które naprzemiennie sugerują telewizyjny reportaż, nagrania z kamer na podczerwień, czy zdjęcia wykonane telefonem z ukrycia. Wszystko to tworzy unikalna formę i mocno podkręca klimat. Iście genialny pomysł!

Warto? Pewnie, że warto! Moon Knight ponownie zachwyca oryginalnymi pomysłami i niepowtarzalnym klimatem. To coś zupełnie innego niż Avengers, X-Men i reszta ferajny. I za brawa! A teraz marsz do księgarni.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

Poprzedni artykułHASHTAG |Remigiusz Mróz |Recenzja książki
Następny artykułOPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ |SEZON 1 |Recenzja serialu
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię