Echo z otchłani

Po bardzo intensywnej części pierwszej praktycznie od razu usiadałem do kontynuacji. Chór zapomnianych głosów to science-fiction idealnie trafiające w mój gust i naprawdę nie mogłem doczekać się co przyniesie tom drugi. Recenzja książki Echo z otchłani.

Echo z otchłani

Seria
1. Chór zapomnianych głosów
2. Echo z otchłani

Echo z otchłani zaczyna się praktycznie od razu po zakończeniu Chóru… Zdemaskowany Dija Udin przebywa w areszcie na pokładzie Kennedy’ego, a załoganci opowiadają się za karą śmierci dla wysłannika Prastarych. Innego zdania jest Hakon Lindberg, który uważa, że za pomocą konchy jest w stanie przeprogramować umysł Dija Udina, by ten odkupił swoje winy. Potajemnie uwalnia Alahassana i razem zmierzają na Ziemię, w miejsce, z którego załoga odbiera sygnały radiowe.

Znów jest inaczej

Drugi tom to kolejna zmiana klimatu. Zdecydowana większość wydarzeń rozgrywa się na Ziemi bądź orbicie okołoziemskiej. Od momentu, gdy bohaterowie opuszczali glob w celu poszukiwania nowego domu dla ludzkości minęło kilkaset lat. W tym czasie ludzkość niemalże przestała istnieć, a życie na powierzchni za sprawą trudnych warunków stało się prawie niemożliwe. Jak do tego doszło? Tego zdradzał nie będę skupię się lepiej na samej fabule.

Czegoś brakuje

Historia pierwszej części niestety trochę zawodzi. Po pierwszym dramatycznym i fatalnym w skutkach spotkaniu z mieszkańcami pewnej wyspy poznajemy nowe postaci, które wprowadzają nas w obraz nowego porządku świata. Chwilę później na scenie pojawia się trzecia frakcja ludzi dysponująca niezwykle zaawansowaną technologią. I wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie rozciągnięty i przeciągnięty wątek wiary. Załoga jest niezwykle religijna i lata po przestrzeni szukając nowego wcielenia Zbawiciela. Wątek ten przez pewien czas kompletnie dominuje wydarzenia i sprawia wrażenia fillerowego odcinka w przydługim serialu.

Późny powrót do formy

Dopiero w drugiej części na dobre wracamy do historii zapoczątkowanej w finale Chóru zapomnianych głosów. Znów mamy podróże w czasie i przestrzeni, mamy wydarzenia przeplatające się z tymi z pierwszego tomu i znów można poczuć znany z pierwowzoru klimat. Niestety trochę zbyt późno, aby udzielił się ten sam poziom emocji, co poprzednio. Tym bardziej, że książki czytałem jedna po drugiej żądny kolejnych wrażeń. Szkoda.

Nie zrozumcie mnie źle, Echo z otchłani to dobre science-fiction z wieloma mocnymi zwrotami akcji. Problem w tym, że to nie ten kaliber co Chór zapomnianych głosów. Pierwszy tom jest za sprawą swojej wielowątkowości i zabawą gatunkami jest książką ze wszech miar lepszą. Echo… po prostu nie sięga do tak wysoko zawieszonej poprzeczki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.