Moon Knight

Moon Knight to nieco poboczna marvelowska postać. Zdecydowana większość fanów Marvela usłyszała o nim dopiero po zapowiedzi serialu Dinsey+. Jakiś czas temu za sprawą Egmontu otrzymaliśmy trzy tomy z Marvel Now, a dziś zapoznamy się z inkarnacją tego bohatera w Marvel Now 2.0! Recenzja komiksu Moon Knight.

Moon Knight

Moon Knight zadebiutował w 1975 roku w komiksie Werewolf by Night #32. Stworzyli go Doug Moench oraz Don Perlin. Własną serię otrzymał w 1980 roku, a prowadził są twórca postaci, Doug Moench. Po 33 zeszytach pierwszy run dokończyli Tony Isabella oraz Alan Zelenetz. W 1985 roku przyszła mini seria Moon Knight: Fist of Khonshu ostatniego z wymienionych. W 1989 roku pojawiła się 59 zeszytowa seria, ale po jej zakończeniu, z małym przystankiem w 1999, bohater trafił do szuflady na kilka lat pojawiając się w wydarzeniach (Shadwoland) oraz w niektórych historiach innych bohaterów. Moon Knight powrócił w 2006 roku i od tamtej pory z mniej lub bardziej regularnie pojawia się w kolejnych komiksach.

Polecam recenzję
Kapitan Ameryka: Steve Rogers Tom 1 – recenzja

Recenzowany album to zbiorcze wydanie całego runu Jeffa Lemire. Składa się on z zeszytów #1-14 jego runu lub #174-187 patrząc od początku serii. Zeszyty zostały opublikowane w trzech komiksach: Moon Knight vol. 1: Lunatic, Moon Knight vol.2: Reincarnations oraz Moon Knight vol. 3: Birth and Death. My, za sprawą Egmontu możemy przeczytać wszystko w jednym albumie zatytułowanym po prostu Moon Knight. Składa się on z trzech części: Moon Knight: Witajcie w Nowym Egipcie, Moon Knight: Wcielenia oraz Moon Knight: Śmierć i narodziny, a uzupełnione jest o zeszyt Moon Knight (1980) #2.

Kim jest Moon Knight?

Zgodnie z oficjalnym originem postaci Marc Spector to były Marine, który został niemalże zamordowany przez swojego kompana Raoula Bushmana podczas w misji w Egipcie. Umierającego Marca znaleźli wyznawcy egipskiego boga Księżyca Khonshu, którzy przenieśli go do świątyni swojego bóstwa. Khonshu zaoferował Spectorowi życie, ale w zamian ten miał być inkarnacją boga na Ziemi. Po powrocie do USA Spector przybrał pseudonim Moon Knighta i w srebrnym stroju walczył ze zbrodnią. Aby trzymać rękę na pulsie stworzył sobie dodatkowe tożsamości – milionera Stevena Granta oraz taksówkarza Jake’a Lockleya.

A jeśli to wszystko nigdy się nie wydarzyło?

Marc Spector budzi się w szpitalu psychiatrycznym. Nie pamięta jak się tutaj znalazł ani dlaczego. Opiekunowie dość brutalnie „tłumaczą” mu, że znajduje się tutaj całe swoje życie. W zakładzie wraz z nim przebywają jego dawni towarzysze – Gina, Marlene, Crawley i Francuzik. Na dodatek Marc widzi w telewizji Moon Knighta w postaci… serialu telewizyjnego. Jak to możliwe? Czy naprawdę Marc Spector oraz jego alter ego Jake Lockley, Steven Grant, Moon Knight i wreszcie sam Khonshu mogli być tylko tworem w jego głowie? Diagnozowanego przez lekarzy zaburzenia dysocjacyjnego tożsamości (osobowość mnoga, naprzemienna)?

Co ten Lemire?

Z reguły recenzując albumy zawierające kilka zbiorczych wydań staram się przyjrzeć wszystkim składowym. Tym razem jednak, dla dobra czytelników, skupię na całości, ponieważ wspominanie o fabule Reincarnations zaspoiluje część Lunatic, a Birth and Death dwa poprzednie. Wszystko dlatego, że Lemire postanowił postawić na głowie wszystko, co wiemy o Marcu Spectorze i jego wcieleniach. Scenarzysta z niesamowitą gracją lawiruje pomiędzy jawą a snem. Płynnie przechodzi od Spectora do Lockleya, a od Lockleya do Granta. Mierzy się z różnymi wątkami, które przez lata przylgnęły do tej nietuzinkowej postaci i wplata je w swój pomysł na Moon Knighta. Lemire wraca nawet do originu postaci, aby dodatkowo namieszać w głowie zarówno Spectorowi, jak i czytelnikom.

Jak możecie się domyślić lektura nie jest zbyt prosta. Osoby choć trochę znające Moon Knighta odnajdą się dość szybko, a kolejne rewelacje wywołają u nich zamierzony przez autora efekt. Znacznie trudniej będą mieli zieloni w temacie. Mamy tutaj mnóstwo przeskoków czy to pomiędzy postaciami, czy poszczególnymi erami historii Moon Knighta. Pamiętacie Wyspę Tajemnic Martina Scorsese z Leonardo Di Caprio w roli głównej? Klimat jest zbliżony, aczkolwiek nie spodziewajcie się bliźniaczego zakończenia całości. Lemire kończy swój niedługi run na własnych warunkach i widać, że miał przy tym wolną rękę.

Greg Smallwood

Za oprawę graficzną odpowiada tutaj Greg Smallwood. Jego prace mogliśmy podziwiać w wydanym przez Egmont Moon Knight Tom 2: Z martwych powstaną z serii Marvel Now. Z kolei w lipcu w nasze ręce wpadnie siódmy tom Spider-Mana, gdzie też podziwiać będziemy jego kreskę. Smallwood pracą przy Moon Knight pokazuje, że to zdecydowanie jeden z najlepszych współczesnych rysowników Marvela. Fenomenalnie przedstawił nie tylko część rozgrywającą się w szpitalu psychiatrycznym, ale też wątki związane z przeszłością, przyszłością czy wydarzeniami alternatywnymi. Wraz z każdym wątkiem styl zmienia się nie do poznania i zachwyca w każdej swojej postaci. Przed Smallwoodem wielka kariera!

Podsumowanie

Długi tekst, ale być może dzięki przeciągniętemu wstępowi udało mi się zainteresować niezdecydowanych do zapoznania z tym niezbyt promowanym marvelowskim superbohaterem. Moon Knight Jeffa Lemire to miejscami trudny w odbiorze komiks, który wynagradza czytelnikowi spędzony z nim czas. Ja bawiłem się znakomicie i mocno polecam każdemu!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

Moon Knight

55,99 zł
8.3

FABUŁA

9.0/10

RYSUNKI

9.0/10

PRZYSTĘPNOŚĆ

7.0/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.