Kina powoli wracają do życia. Na jak długo? Nie wiemy i naprawdę trudno przewidzieć najbliższą przyszłość. Musimy, więc wykorzystać każdy moment, aby cieszyć się nadchodzącymi hitami. Takim bez wątpienia będzie ekranizacja epokowego dzieła Franka Herberta! Recenzja filmu Diuna.

Sześćdziesięcioletnia klasyka

Diuna Franka Herberta zadebiutowała na rynku prawie 60 lat temu, bowiem w roku 1965. Książka na polskim rynku pojawiła się za sprawą Wydawnictwa Iskry dwadzieścia lat później, w roku 1985. Seria wędrowała z wydawnictwa do wydawnictwa, a w pierwszej dekadzie XXI wieku doczekała się nowych przekładów Marka Marszała i Marka Michowskiego. Cały cykl Kroniki Diuny liczy łącznie sześć tomów. Szturmująca właśnie nasze kina ekranizacja opiera się na pierwszej książce, a dokładniej na około połowie materiału w niej zawartego. I to chyba największa bolączka filmowej adaptacji. Ale po kolei.

Diuna

Akcja Diuny rozgrywa się w bardzo odległej przyszłości. Paul Atryda jest synem księcia Leto Atrydy, dziedzicem rodu Atrydów. Z rozkazu Imperatora ród Atrydów zostaje skierowany do sprawowania władzy nad Arrakis (Diuna). Zgodnie z tradycją Imperator daje planetę w lenno naprzemiennie w ręce wszystkich rodów wchodzących w skład Imperium. Przed Atrydami władzę nad Diuną sprawowali Harkonnenowie. Ci jednak nie zamierzają oddać planety i potajemnie szykują krwawy przewrót, który raz na zawsze zakończy linię rodową Atrydów…

Dlaczego pustynna planeta, gdzie wytworzenie kropli wody wymaga recyklingu ludzkich wydzielin (śliny, potu), a kilka minut na otwartym terenie może skończyć się śmiercią od promieniowania słonecznego. Nie wspominając już o czerwiach – rosnących do 400 metrów gigantycznych robali przemierzających pustynię i połykających wszystko, co tylko wydaje rytmicznie brzmiące dźwięki. Odpowiedź jest prosta – melanż!

Przyprawa

Melanż, zwany też po prostu przyprawą to występująca jedynie na powierzchni Diuny substancja to niesamowicie silny narkotyk, który oprócz uzależnienia mocno wpływa na ludzki organizm. I nie mówimy tylko o białkach oczu zmieniających kolor na niebieski, ale też o znacznym zwiększeniu możliwości ludzkiego mózgu. Przyprawa nie jest dostępna na żadnej innej planecie tym samym Diuna staje się strategicznym miejscem dla każdego, kto chce się liczyć w międzygwiezdnej polityce.

Genialna reżyseria

Denis Villeneuve do perfekcji opanował sztukę tworzenia klimatu. Oglądając Blade Runner 2049 nie mogłem wyjść z podziwu, jak szczegółowy był to film. Nie inaczej jest w przypadku Diuny. Produkcja jest dość wierną adaptacją książki, a mógłbym rzec, że kilka rzeczy robi znacznie lepiej. Stopniowo poznajemy ważniejsze rody, przy różnych okazjach dowiadujemy się więcej o planecie Diuna, o jej mieszkańcach Fremenach, a także o prawach jakimi rządzi się świat (i wszechświat). Co ważne nigdy nie mamy wrażenia przeładowania wiedzą. Wszystko podane jest z wyczuciem i nie nudzi ani na moment.

Fantastyka bez piu piu piu

Osoby niezaznajomione z Diuną (sam dopiero jestem w drugiej części książki) oglądając zajawkę filmu mogą spodziewać się kolejnej wariacji na temat Star Wars. Nic bardziej mylnego. Diuna to wielowątkowa, naszpikowana polityką, intrygami i międzyludzkimi relacjami opowieść. Film niespiesznie przedstawia bohaterów, przesadnie nie eksponuje znanych aktorów (a tych jest naprawdę sporo) i pozwala wczuć się wydarzenia. Villeneuve poświęca dużo czasu na budowę atmosfery i dzięki temu wciąga widza bez reszty. Historia Paula Atrydy nieustannie intryguje, ciągle zastanawiamy się jako potoczą się jego kolejne losy, nawet jeśli znamy materiał źródłowy. Bardzo podoba mi się oszczędna ekspozycja czerwi. Czerwie pustyni to znak rozpoznawczy Diuny, ale film nie traktuje ich jako główną atrakcję filmu. Odgrywają swoją rolę w fabule, ale wszystko zostało odpowiednio wyważone, by nie zmienić produkcji w efekciarskie widowisko sci-fi. Proporcje zachowano wprost idealnie.

Diuna – podsumowanie

Jestem zachwycony! Diuna to jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) filmów tego roku i perfekcyjna ekranizacja książki Franka Herberta. Film na każdym kroku podkreśla swoje ambicje i doskonale je realizuje. Ze zniecierpliwieniem czekam na potwierdzenie kontynuacji, wszak doszliśmy jedynie do połowy historii!

Poprzedni artykułZwiastun filmu UNCHARTED
Następny artykułTHE OFFICE PL | Sezon 1 | Recenzja serialu
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

1 KOMENTARZ

  1. A person essentially help to make seriously posts I would state. This is the very first time I frequented your website page and thus far? I amazed with the research you made to create this particular publish extraordinary. Wonderful job!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię