Punisher Max Tom 8

Sporo czasu minęło od ostatniej recenzji serii Punisher Max. Na stronie znajdziecie teksty dotyczące pięciu tomów ze scenariuszami Gartha Ennisa. W szósty i siódmy już się zaopatrzyłem, a tymczasem recenzja świeżo wydanego w Polsce albumu. Recenzja komiksu Punisher Max Tom 8.

Punisher Max Tom 8

Recenzowany album zebrano pod tytułem Punisher Max Tom 8. W skład albumu wchodzą zeszyty Punisher Max #1-11 z runu Jasona Aarona. Aaron napisał scenariusz do 22 zeszytów, więc kolejnych dwóch historii możemy spodziewać się w zapowiedzianym na wrzesień tego roku komiksie Punisher Max Tom 9. Rysunki do wszystkich 11 zeszytów stworzył Steve Dillon, a kolory nałożył Matt Hollingsworth. Okładki zaprojektował Dave Johnson.

Kingpin

Seria PUNISHER MAX:

1. Punisher Max Tom 1
2. Punisher Max Tom 2
3. Punisher Max Tom 3
4. Punisher Max Tom 4
5. Punisher Max Tom 5
6. Punisher Max Tom 6
7. Punisher Max Tom 7
8. Punisher Max Tom 8
9. Punisher Max Tom 9
10. Punisher Max Tom 10

Jason Aaron przyjął nieco inny model niż wcześniej Garth Ennis. Zamiast kreować nowych antagonistów, Aaron postanowił na nowo opowiedzieć historię tych najbardziej rozpoznawalnych. Pierwsze pięća zeszytów zatytułowano Kingpin, co chyba nie pozostawia wątpliwości z kim będziemy mieli tutaj do czynienia. Jak potężny boss z Hell’s Kitchen wpisuje się w długoletnią historię Punishera? O tym niżej.

Każdy kto śledzi serię Punisher Max wie, że cały przestępczy Nowy Jork trzęsie portami przez Punisherem. Frank Castle ubił większość leciwych bossów mafijnych. Ich miejsce zajmowali synowie, żony czy dalecy krewni. Każdy z nich prędzej czy później trafiał pod lufę bezwzględnego mściciela. Zmusiło to pozostałych przy życiu gangsterów do kombinowania. Tym razem bossowie uknuli istnienie tajemniczego Kingpina – szefa wszystkich szefów. Jego istnienie miały uwiarygadniać szerzące się plotki i przesłuchiwane przez Punishera gangsterskie płotki. A nad wszystkim czuwać ma Wilson Fisk, ochroniarz o gigantycznych gabarytach i nie mniejszych ambicjach.

Muszę przyznać, że pojedynek Kingpin kontra Punisher wypada znakomicie. Przebiegły Fisk sukcesywnie realizuje swoje cele nie martwiąc się vendettą Franka. Ten z kolei prze przed siebie robiąc to co potrafi najlepiej. Jednakże, aby nie było zbyt łatwo tropem Castle’a podąża emerytowany mafijny cyngiel, który ostatnie kilka lat spędził wśród Mennonitów (wyznanie swoimi tradycjami przypominające Amiszów), a teraz potrzebuje gotówki, by pomóc śmiertelnie chorej żonie. Gość jest niebywałym twardzielem, więc jego pojedynek z Punisherem to prawdziwa rzeźnia. Wszystkie te wątki znakomicie do siebie pasują tworząc spójną i emocjonującą historię.

Bullseye

Druga część komiksu wprowadza do historii Bullseye’a. Nie spoilując zbytnio pierwszej części zabójca na zlecenie pojawia się w Nowym Jorku, aby wytropić i zabić Punishera. Znany z wykonywania wszystkich zleceń Bullseye ruszając na swoiste polowanie postanawia zrozumieć motywy swojego przeciwnika. W tym celu odtwarzając jego kroki i przeszłość niejako wciela się w Franka Castle…

Bullseye znany jest ze swojej nadludzkiej wręcz celności (jeśli mielibyśmy tłumaczyć jego ksywkę to byłaby to Dziesiątka od „strzału w dziesiątkę”). Popis jego niesamowitych zdolności widzieliśmy w rewelacyjnie zrealizowanych scenach w trzecim sezonie Daredevila, a wcześniej w kinowej ekranizacji z Benem Affleckiem i Colinem Farrelem, ale to lepiej przemilczeć. Przewrotnie jednak u Jasona Aarona tego nie widzimy. W ogóle. Bullseye w jego wizji to po prostu psychopata, dla którego największą nagrodą za zabicie celu jest samo zlecenie. A im przeciwnik jest mocniejszy, tym lepiej się tym bawi. W zasadzie Aaron mógłby wymyślić jakiegokolwiek hitmana mogącego odegrać tę rolę. Jasne, może nie wzbudzałby takiego zainteresowania, ale nie wywracałby postaci Bullseye’a do góry nogami.

Główka odpadła temu panu

Punisher Max jeszcze bardziej krwawy niż w przypadku historii Gartha Ennisa. W niektórych momenty mamy do czynienia z prawdziwym gore, którego nie powstydziliby się twórcy produkcji typu Wzgórza mają oczy. Dla wielu może być to zbyt dużo, ponieważ wielokrotnie spotkałem się z opinią, że epatowanie przemocą odebrało im ochotę na śledzenie kolejnych wydarzeń. Osobiście nie mam żadnego problemu z przyjęta konwencją, ponieważ ta idealnie wpisuje się w założenia Marvel Max. Czujcie się jednak ostrzeżeni, że nasycenie przemocy potrafi wyskoczyć nawet poza skalę.


Jason Aaron przejmujący serię doskonale wiedział na co się porywa. I doskonale z tego zadania się wywiązał. Punisher Max Tom 8 to kolejny bardzo mocny i bardzo emocjonujący rozdział w historii Franka Castle. Scenarzysta przyjął nieco inny sposób opowiadania historii, ale nie zapomniał z jakiego powodu seria nie traci na popularności. To w dalszym ciągu przesycona brutalnością opowieść o mścicielu, który przez ponad 30 lat nie pogodził się ze swoimi demonami i konsekwentnie wypełnia misję. A ja nieustannie mu kibicuję.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

Punisher MAX Tom 8

67,49
8.5

FABUŁA

9.5/10

RYSUNKI

7.0/10

PRZYSTĘPNOŚĆ

9.0/10
Poprzedni artykułNIEGODNY THOR | Jason Aaron | Recenzja komiksu
Następny artykułHARLEEN | Stjepan Šejić | Recenzja komiksu
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię