Punisher Max Tom 6

Przestałem czytać serię Punisher Max, gdy nowi scenarzyści zajęli miejsce Gartha Ennisa. Jednak recenzowany niedawno Tom 8 autorstwa Jasona Aarona sprawił, że odważyłem się sprawdzić zaległe tomiszcza. Recenzja komiksu Punisher Max Tom 6.

Punisher Max Tom 6 jest bezpośrednią kontynuacją runu Gartha Ennisa. Ennis napisał scenariusz zeszytów #1-60. Zeszyty #61-65 to robota Gregga Hurwitza. Kolejne zeszyty zachowały co prawda numerację, ale serię przemianowano na Frank Castle: The Punisher. Na szczęście Egmont postanowił tego nie komplikować i wydać całość pod jedną etykietą. I chwała im za to.

Dziewczęta w białych sukienkach

Seria PUNISHER MAX:

1. Punisher Max Tom 1
2. Punisher Max Tom 2
3. Punisher Max Tom 3
4. Punisher Max Tom 4
5. Punisher Max Tom 5
6. Punisher Max Tom 6
7. Punisher Max Tom 7
8. Punisher Max Tom 8
9. Punisher Max Tom 9 (wrzesień 2020)

Frank Castle odpowiadając na rozpaczliwą prośbę, a raczej kierując się swoją specyficzną wrażliwością trafia do przygranicznego miasteczka Tierra Rota. Lokalna społeczność terroryzowana jest przez uzbrojonych po zęby przestępców, którzy cyklicznie porywają mieszkające tutaj kobiety.

Gregg Hurwitz korzysta z klasycznego motywu, a zmienną jest tutaj niezwykłe, jak na Franka, miejsce akcji. Jednak podczas gdy większość tego typu historii zbiega się do krwawej jatki Hurwitz mocno akcentuje słabe punkty Franka. Jeden z zeszytów skupia się na jego traumie, a jednocześnie bezmyślnie nie odtwarza motywu morderstwa jego rodziny. Robi to świetną robotę. Przyczepić można się do specyficznej i mało czytelnej kreski Laurence’a Campbella. Bardzo dużo zabawy cieniami i bardzo mało szczegółów sprawiają, że komiks niekiedy jest bardzo nieczytelny.

Sześć godzin do zabicia

Druga historia nosi tytuł Sześć godzin do zabicia, a autorem scenariusza jest Duane Swierczynski. Frank dostaje anonimowy cynk dotyczący handlu dziećmi w Filadelfii. Donos okazuje się prawdziwy, ale po robocie Frank zostaje unieszkodliwiony i porwany przez zamaskowanego gościa. Po przebudzeniu okazuje się, że został otruty i za sześć godzin będzie martwy. Jedynym sposobem na uzyskanie antidotum jest zabicie wyznaczonej przez porywacza osoby. W przeciwieństwie do oczekiwań Frank wcale nie przejmuje się śmiercią i w ciągu 6 godzin postanawia zabić jak najwięcej przestępców zamieszkujących Filadelfię.

Historia oferuje dużo lepszą kreskę Michaela Lacombe. Stawiające na realizm rysunki bardziej pasują do serii Punisher Max i klimatu thrillera. W odróżnieniu do poprzedniej historii mamy tutaj wielu nowych, bardzo ciekawych bohaterów. Czasem momenty, które spędzamy z nowymi postaciami są ciekawsze niż sam vendetta Franka. A to już osiągnięcie.

Witajcie na Bayou

Tym razem mamy wariację na temat slasherowych horrorów. Frank zatrzymuje się na totalnym wygwizdowie i kierowany przeczuciem sprawdza co stało się z grupą nastolatków, którzy kilka chwil wcześniej robili zakupy na „lekko” podejrzanej stacji benzynowej. Szybko trafia na bardzo pokręconą rodzinkę…

Jak wspomniałem na początku mamy tutaj mocno slasherowyn moment. Chatki w głębi lasu i grupa rednecków, których jedyną rozrywką jest mordowanie przejezdnych. Witajcie na Bayou swoim klimatem przypomina historię z Barracudą Ennisa. Bohaterowie są mocno przerysowani, niemalże karykaturalni. Frank z kolei jest dziwnie wyluzowany, a jego narracja z offu zawiera sporo czarnego humoru. Zaskakująco ciekawa zmiana podejścia.

Reasumując Punisher Max Tom 6 nie zachwyca. Zbiór historii różnych scenarzystów to inne podejście niż spójny świat wykreowany przez Ennisa. Każda z trzech dużych opowieści (są też one-shoty) ma w sobie sporo dobra, a scenarzyści próbują zupełnie nowych sposobów na przedstawienie Franka. Niemniej żadna z nich specjalnie się nie wyróżnia i szybko wylatuje z głowy. Średniak, którego zakup ma sens jedynie w celu uzupełnienia kolekcji.

6/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.