szósta apokalipsa

Trochę minęło od mojego ostatniego spotkania z Sigma Force. Czytając dziewięć książek pod rząd poczułem przesyt Greyem, Sigmą i kolejnymi tajemnicami, więc postanowiłem zrobić sobie dłuższą przerwę. Czas jednak wrócić, bo przecież świat sam się nie uratuje. Recenzja książki Szósta Apokalipsa.

Seria SIGMA Force składa się z:

1. Burza Piaskowa
2. Mapa Trzech Mędrców
3. Czarny Zakon
4. Wirus Judasza
5. Ostatnia Wyrocznia
6. Klucz Zagłady
7. Kolonia Diabła
8. Linia Krwi
9. Oko Boga
10. Szósta Apokalipsa
11. Labirynt Kości
12. Siódma Plaga
13. Diabelska Korona
14. Crucible (2020?)

Kalifornijska stacja badawcza wysyła sygnał SOS o dramatycznym komunikacie: „zabijcie nas wszystkich!”. Ruszający z pomocą strażnicy leśni stwierdzają nie tylko śmierć całego personelu, ale również unicestwienie wszystkich organizmów żywych w promieniu 80 kilometrów. To jednak nie koniec, ponieważ to co wydostało się z laboratorium dalej zabija i ciągle się rozprzestrzenia. By pokonać zagrożenie Painter Crowe i Grey Pierce muszą zmierzyć się z największą zagadką współczesnego świata – historią „zielonej” Antarktydy.

Dziesiąty tom tradycyjnie już dzieli oddział na kilka małych zespołów. Lisa Cummings wraz z zarażonym bratem próbuje okiełznać zagrożenie w Kalifornii. Painter Crowe wraz z kilkoma komandosami i pierwszą na miejscu katastrofy strażniczką Jenną Beck podąża tropem prowadzącym do brazylijskiej dżungli. Grey, Kowalski i świeży nabytek Sigmy Jason Carter zmierzają na Antarktydę, by spotkać się z osobą, która może posiadać wiedzę dotyczącą wydarzeń w laboratorium. W Szóstej Apokalipsie tylko króciutki epizodzik zalicza Monk, a Seichan nie ma w ogóle.

Szósta Apokalipsa łapie się zarówno historycznych zagadek jak i współczesnej nauki. Wyprawa na Antarktydę zahacza o dawne, niepotwierdzone mapy pokazujące zielone wybrzeża Antarktydy. Rollins próbuje odpowiedzieć na pytanie, co może kryć się pod powierzchnią. Wiemy, że pod lodową skorupą płyną rzeki, jest lawa, a czy mogłoby się tam rozwinąć życie? Czy możliwe jest istnienie całego ekosystemu, niezależnych od Słońca roślin i zwierząt? Rollins odpowiadając na to pytanie korzysta z najnowszych teorii naukowych. Modyfikowanie DNA, korzystanie z kodu XNA i tak dalej. Szósta Apokalipsa to oczywiście fikcja, ale genialnie łączy prawdziwe naukowe odkrycia i potwierdzone teorie z historycznymi hipotezami. Wszystko to sprawia, że książka nie wydaje czystym sci-fi, a potrafi bardzo zaintrygować i prowokuje do szukania informacji o rozwoju badań genetycznych.

Nie mogło jednak zabraknąć akcji. Tej jest w Szóstej Apokalipsie aż za dużo. Nie ma praktycznie chwili oddechu, bo cały czas biegają jacyś komandosi, ostrzeliwują śmigłowce, coś wybucha, a Kowalski co i rusz musi robić to, na czym zna się najlepiej – rozwalać i wysadzać. W kilku momentach Rollins mógłby lekko spasować i zakończyć wizytę choćby w jednej miejscówce bez przymusowej rozwałki. Wychowałem się na prostych akcyjniakach i nigdy nie mam nic przeciwko strzelaninom, ale siłą serii Sigma Force jest właśnie swoisty miks nauki, historii, teorii i tajemnic. Czasem mniej znaczy lepiej.

W ogólnym rozrachunku Szósta Apokalipsa to doskonała książka. Akcja jest trochę zbyt szybka, zbyt dużo tutaj strzelanin, ale książka Rollinsa nadrabia fantastycznym powiązaniem świata nauki z historycznymi zagadkami. Nie jest to najlepsza odsłona serii Sigma Force, ale i tak gwarantuje znakomitą rozrywkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.