Do Epoki Lodowcowej czuję jakąś dziwną sympatię. Pewnie przez pryzmat pierwszej części, która na czasy przesłodzonych animacji wyróżniała się poczuciem humoru zarówno dla najmłodszych jak i dorosłych. Wtedy tylko Shrek potrafił sprawić, że chciało się wracać po raz kolejny i kolejny i bawić się tak samo dobrze. Miałem wtedy 16 lat, teraz mam 26, a do kin trafiła czwarta już część, a którą wybrałem się z żoną.

Miałem możliwość obejrzenia filmu w 3D i rozwinięciu znajdują się moje wrażenia.

Całość zaczyna się dokładnie tak samo jak w poprzednich częściach. Niekwestionowana gwiazda wszystkich odsłon, czyli chciwy Wiewiór (Scrat) w wyniku pogoni za upragnionych żołędziem doprowadza do rozłamu jednego wielkiego kontynentu na kilka mniejszych (czyli obraz dzisiejszej planety). To z kolei sprawia, że więksi bohaterowie Epoki zostają rozdzieleni. Maniek, Diego, Cid i jego babcia (!) zostają odcięci od rodzin i przyjaciół. Całość sprowadza się, więc do filmu przygodowego o powrocie do bliskich.
Odpowiadało mi taki posunięcie, ponieważ wydaje mi się, że wprowadzono zbyt dużo bohaterów. To moim zdaniem była główna przyczyna słabości części trzeciej. Tutaj też wracamy do oposów, Eli, Brzoskwinki, ale w zjadliwych proporcjach.

Jak wypadają poszczególni bohaterowie? Maniek jak zwykle jest najsłabszy. Martwi się o dorastającą córkę, która przeżywa dojrzewanie. Diego zakochuje się w białej tygrysicy, a Cid jak zwykle żyje we własnym świecie, chociaż tym razem musi opiekować się swoją babcią.
Jest ciekawie, cały czas coś się dzieje. Jakiś pościg, jakaś ucieczka i tak dalej. Nie ma co ukrywać, że Epoka zamieniła się w kino przygodowe. Na myśl od razu przychodzą Piraci z Karaibów (syreny są kalką wątku z czwartej odsłony), w głównej mierze dlatego, że czarnymi charakterami są właśnie piraci.
Co by się nie działo to i tak całe widowisko skrada Wiewiór. Ma coś w sobie, że bawi każdego. Momenty, gdy pojawiał się na ekranie wywoływały salwy śmiechu całego kina, a najbardziej słychać było osoby dorosłe. Moim zdaniem Wiewiór zasłużył na własny film. I choćby miałoby nie paść w nim ani jedno słowo to i tak z radością poszedł bym do kina. Czytałem gdzieś, że pojawianie się wiewióra to banalne, niepotrzebne wstawki, ale kompletnie się z tym nie zgadzam. Wiewiór to właśnie Epoka Lodowcowa. Jest tym czym Osioł dla Shreka, czym Pingwiny dla Madagaskaru. To jest ikona serii i jedna z najzabawniejszych postaci jakie kojarzę w kinie. 
Dubbing nie rozczarowuje. Chociaż moim zdaniem brakuje troszkę zabawnych dialogów. Nie jest to wina tłumaczy, a raczej scenarzystów oryginału. Cid rozbawił paroma tekstami, ale nie jest to poziom pierwszej części, gdzie dialogi były chyba najlepszą stroną filmu. Trochę nie podobały mi się głosy postaci pobocznych. Mamucie 'dziunie’ brzmiały sztucznie, a piracka grupa była jakaś taka nijaka.
Pierwszy raz oglądałem animację w 3D i bardzo mi się podobało. Na pewno zrobiło to na mnie o wiele lepsze wrażenie niż filmy aktorskie, konwertowane na 3D w postprodukcji. Tutaj jest to o wiele bardziej naturalne i miłe dla oka. Jeśli idziecie do kina to polecam wybrać seans 3D.
A czy warto w ogóle się na film wybrać? Uważam, że tak. Dużo humoru, dużo akcji i Wiewiór powinny być wystarczającą rekomendacją.
Poprzedni artykułMaxime Chattam – Obietnica Mroku
Następny artykułMroczny Rycerz Powstaje – Recenzja
Człowiek odpowiedzialny za wszytko, co tutaj widzicie :) Mąż, gracz, ojciec - w dowolnej kolejności. Fan Marvela i DC, uwielbia Netflixa i HBO, lami w bijatyki i multiplayerowe strzelanki, a o 2. w nocy lubi poczytać książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię