Kilka dni temu mogliście przeczytać recenzję komiksu Staruszek Logan. Tekst miał przypomnieć o dziele Marka Millara i jednocześnie stanowić wstęp do zapoczątkowanej przez Briana Michaela Bendisa zupełnie nowej serii. Recenzja komiksu Staruszek Logan Tom 1: Strefy Wojny.

Seria Staruszek Logan
Staruszek Logan (2008)
Staruszek Logan Tom 1: Strefy Wojny
Staruszek Logan Tom 2: Berserk
Staruszek Logan Tom 3: Bordertown
Staruszek Logan Tom 4: The Last Ronin
Staruszek Logan Tom 5: Past Lives
Staruszek Logan Tom 6: Days of Anger
Staruszek Logan Tom 7: Scarlet Samurai
Staruszek Logan Tom 8: To Kill For
Staruszek Logan Tom 9: The Haunter and the Haunted

Staruszek Logan: Strefy Wojny to zarówno kontynuacja komiksu Marka Millara i tie-in do Tajnych Wojen. Bendis wykombinował, że historia Logana z przyszłości może rozgrywać się w jednej z części Bitewnego Świata. Logan po dramatycznych wydarzeniach ze wspomnianego komiksu w dalszym ciągu przemierza jałowy świat walcząc z wszelkimi uzurpatorami. W pewnym momencie swojej podróży Logan trafia na jednego z Thorów, co z kolei prowadzi do spotkania z… młodymi X-menami. X-Menami, których Logan zabił zmylony iluzjami Mysterio pięćdziesiąt lat temu. Ponadto mutanci całkiem niedawno pochowali własnego Wolverine’a, a wśród nich znajduje się syn Logana.

Początek może być nieco dezorientujący dla osób, które nie znają wydarzeń ze wspomnianego komiksu Millara. Jednak dość szybko fabuła zostaje wpleciona w Tajne Wojny. Okazuje się bowiem, że jakimś cudem Logan przedostał się do innej domeny Bitewnego Świata stworzonego przez Dooma. Jego świat pełen był jałowych pustkowi i ruin wielkich miast, a tutaj spotyka nie tylko młodych superbohaterów, ale też wysoko rozwinięte futurystyczne miasta.

Komiks kupicie taniej w oficjalnym sklepie Egmontu

Strefy Wojny należy traktować jako wstęp do dużej serii (pojawiło się już dziewięć tomów), więc nie spodziewajcie się otwarcia wielkich wątków, ani historii podobnej do tej zaserwowanej przez Millara. Fabuła skupia się na postaci Logana, który kompletnie nie rozumie sytuacji w jakiej się znalazł. Przez ponad pół wieku próbował odpokutować za nieświadome, ale bądź co bądź, czyny. Nigdy nie pogodził się ze stratą przyjaciół, a później rodziny, a teraz wszystko co wiedział okazuje się czymś zupełnie innym.

Niemniej całość czyta się znakomicie, a największa w tym zasługa Andrei Sorrentino. Włoski artysta zaproponował genialną kreskę, która sprawia, że każdy kadr to małe dzieło sztuki. Rysunki cudownie uzupełniają kolory nałożone przez Marcelo Maiolo. Każda strona w wykonaniu tego duetu zatrzymuje czytelnika na dłuższy czas. To się po prostu nie nudzi.Zaopatrzcie się w swój album, ponieważ seria zapowiada się znakomicie zarówno pod względem fabularnym, jak i artystycznym.

7/10

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont