Nadszedł czas, by zapoznać się z marvelowskim superbohaterem, o którym do tej pory wiedziałem bardzo niewiele. Pamiętam go z Civil War i gier komputerowych, ale ogólnie rzecz biorąc koleś jest dla mnie zagadką. Tym bardziej cieszę się, że mogę zrecenzować solowy debiut Moon Knighta na polskim rynku. Przed wami tom 1 zatytułowany Z Martwych.

Seria Moon Knight:

1. MOON KNIGHT TOM 1: Z MARTWYCH
2. MOON KNIGHT TOM 2: Z MARTWYCH POWSTANĄ
3. MOON KNIGHT TOM 3: W NOC

Kim jest Moon Knight? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ponieważ od debiutu tej postaci na kartach komiksu Warewolf by Night #32 w sierpniu 1975 roku Moon Knight przeszedł kilka mocnych metamorfoz. Niezmienne są jedynie jego początki. Urodzony w Chicago Marc Spector po osiągnięciu pełnoletności został bokserem wagi ciężkiej, a następnie żołnierzem US Marines. Spector opuścił Marynarkę Wojenną i został najemnikiem. Podczas zlecenia w Egipcie grupa, której członkiem był Spector odkryła nieznaną wcześniej świątynię egipskiego boga Księżyca – Khonshu. Spector zostaje zastrzelony przez towarzyszy i pozostawiony w pobliżu posągu bóstwa. Khonshu zaproponował Spectorowi drugie życie, pod warunkiem, że ten zgodzi się zostać awatarem boga na Ziemi. Przywrócony do życia Marc Spector przyjął przydomek Moon Knight i postanowił walczyć ze zbrodnią. Nie mógł jednak poradzić sobie z obecnością Khonshu i z tego powodu przyjął aż cztery osobowości, z których korzystał w ramach potrzeb.

I tak przeskakujemy do wznowienia serii w Marvel Now! W komiksie zatytułowanym Z Martwych Moon Knight powraca do USA, gdzie przez długi czas uważany był za zmarłego. Spector korzysta aktualnie tylko z dwóch osobowości. Jako Moon Knight (klasyczny kostium a’la szaman, hełm z czaski i peleryna) zajmuje się zagadkami o nadnaturalnym podłożu. Jako Pan Knight, ubrany w gustowny biały garniturek i białą maskę współpracuje z nowojorską policją i zajmuje się klasycznymi przestępcami.

Album Moon Knight: Z Martwych zawiera zeszyty #1-6 wydane oryginalnie w 2014 roku. Za scenariusz tomu pierwszego odpowiada Warren Ellis, a ilustracjami zajął się Declan Shalvey. Co ciekawe za tomy drugi i trzeci odpowiadają zupełnie inne duety, co jest zabiegiem niestandardowym w poszczególnych seriach. Powierzenie albumów innym scenarzystom napawało niepokojem o spójność opowieści. Okazało się jednak, że seria z Marvel Now! idzie trochę pod prąd współczesnym komiksom i nie przedstawia ciągłej fabuły, nawet w jednym albumie. Mamy tutaj 6 zupełnie odrębnych, krótkich historyjek z działalności Moon Knighta po powrocie do Nowego Jorku.

Komiks Moon Knight znajdziecie w sklepie Egmontu

Ale cóż to są za historyjki!!! Moon Knight tropi gościa mordującego dobrze zbudowanych, wysportowanych facetów, snajpera zabijającego pracowników korporacji, odwiedza szpital psychiatryczny, gdzie nawiedzające ludzi sny doprowadzają ich do szaleństwa i śmierci. Krótkie i zwięzłe opowieści zawierają solidne zwroty akcji i nierzadko oferują słodko-gorzkie zakończenia. Poszczególne rozdziały swoją bezkompromisowością kojarzyły mi się z Punisherem Ennisa (nie tak brutalnym i dosadnym), co można odczytywać jedynie jako wielką zaletę. Sam Moon Knight sprawia wrażenie krzyżówki Franka Castle z Batmanem. Zresztą podobieństw do Mrocznego Rycerza jest tutaj bardzo dużo. Spector posiada mnóstwo kasy, chętnie korzysta z wymyślnych gadżetów, współpracuje z zaufanym detektywem Flintem i pracuje w nocy. Jednak jego origin i motywacje są zgoła inne, dzięki czemu nie wydaje się bezczelną zrzynką z DC.

Moon Knight Tom 1: Z Martwych zaskakuje wyjątkowo pozytywnie.  Gdy odkryłem, że komiks nie posiada wątku przewodniego, a jest po prostu zestawem sześciu historii miałem poważne wątpliwości, które rozwiała lektura całości. W krótkich zeszytach zawarto mnóstwo dobra, świetnych mini kryminałów, które oprócz solidnego ładunku emocjonalnego posiadają masę satysfakcjonujących twistów. Polecam i z niecierpliwością czekam na tom 2.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont